Everspace – recenzja

Everspace - recenzja 2

Mało jest na rynku dobrych kosmicznych strzelanin. Brakuje gier, które dają dużo zabawy i są zrobione z głową, a jednocześnie ich poziom trudności nie wkurza i nie doprowadza do irytacji. Teoretycznie mamy na rynku „Elite Dengerous”, jednak by poznać jego wszystkie smaczki, trzeba się dać porwać grze multi, która nie każdemu podchodzi. Na szczęście na rynku pojawia się „Everspace”, którego pokocha każdy fan kosmicznego latania połączonego z roguelike.

Everspace – recenzja

Kosmiczna przygoda przepełniona umieraniem

Na początku rozgrywki twórcy z Rockfish Games raczą nas krótką, opartą na statycznych planszach historią, która ma nas wprowadzić w całą przygodę. Wszystko jest podawane dość powoli, aby zbyt szybko nie odkryć przed nami wszystkich kart. Gdy już mamy to za sobą, zaczyna się kosmiczna przygoda. Pierwsze misje to po prostu samouczek, który pokazuje nam, jak latać, zbierać rzeczy, walczyć i skakać pomiędzy sektorami. Pierwsze dwa są dość proste i raczej nie przyjdzie nam zginąć, jednak im dalej w głąb galaktyki, tym jest bardziej wesoło. Dostać łomot można bardzo łatwo, szczególnie, gdy pchamy się z gównianym statkiem na kosmiczną bazę pełną uzbrojonych wieżyczek lub gdy chcemy dowalić jednostce 10 razy większej od nas. Ok, ze dwa razy udało mi się fuksem przeżyć, ale to tylko duża dawka szczęścia sprawiła, że nie dostałem w dupę. Poza tym trzeba zwracać uwagę na drobiazgi i to, o czym informuje nas komputer pokładowy. Systemy statku ulegają zniszczeniu, a gdy ignorujemy awarię, może się okazać, że po prostu któryś z nich doprowadzi do naszej śmierci. Takie jest właśnie kosmiczne życie.

Everspace - recenzja

Na szczęście twórcy nie poszli w hardcore i pozwalają nam przejść przez tę produkcję bez frustracji. Nasza śmierć nie powoduje powrotu do początku, jak to ma miejsce w wielu produkcjach roguelike. Tutaj jednak dano nam fory. Śmierć nie oznacza ostatecznego końca, a jedynie restart i możliwość podróży przez poprzednie sektory do punktu, gdzie zginęliśmy. Dodatkowo za zdobyte kredyty możemy ulepszyć sprzęt i broń, a wyższy level naszego wyposażenia naprawdę daje nam dużo większą szansę przeżycia.

Kosmos tak bardzo piękny

Nie można powiedzieć, że „Everspace” to gra brzydka. To produkcja, która stawia też na warstwę wizualną i naprawdę niektóre sektory wyglądają bajecznie. Napotkamy tutaj chyba wszystko, co możemy chcieć zobaczyć w przestrzeni komicznej. Są mgławice, asteroidy, kosmiczny złom, formacje skalne, ukryte bazy itd. Każdy sektor rożni się od poprzedniego, co jeszcze bardziej zachęca nas do zwiedzania. Należy jednak pamiętać, że jeśli zbyt długo kręcimy się po jednym rejonie, możemy napotkać wrogie jednostki, które dość szybko wybiją nam z głowy wycieczki. Bez dobrego sprzętu nie ma co się wdawać w bójki.

Everspace - recenzja 1

Powoli brniemy do przodu

Jedyne, co można zarzucić tej produkcji, to fakt, że fabuła pchana jest do przodu tylko wtedy, gdy dotrzemy do określonego miejsca. Przez to, że giniemy dość łatwo, często lecimy prze te same sektory i widzimy te same widoki. Dodatkowo wszystkie nasze działania ograniczają się do takich samych działań. Wpadamy do danego miejsca, rozwalamy trochę złych ludków, zbieramy porozrzucane rzeczy i wykonujemy kolejny skok. Wiadomo, że im dalej, tym więcej przeciwników i są oni trudniejsi, ale nic poza tym się nie zmienia.

Pomimo małych niedociągnięć i pewnej powtarzalności, „Everspace” możemy zaliczyć do naprawdę dobrych gier z gatunku, o którym zapominają twórcy. Najważniejsze jest to, że lata się dobrze.

Tagi: Everspace – recenzja, recenzje gier, gry recenzje, blog marudzenie, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Dawid

Podziel się postem
468 ad