Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Everything You Always Wanted to Know About Sex*

(*But Were Afraid to Ask)

ONA:

Złapaliśmy jakąś wczutę na Allena. Ja zaproponowałam film, którego nie widział Dawid, a Dawid, którego ja nie widziałam. Więc wieczór z „Wszystko co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać”.

Rok 1972. Woody Allen. Siedem różnych historii, wszystkie o zabarwieniu mocno seksualnym. Ciężki dowcip, ciężki kaliber żartów. Specyficzne poczucie humoru. Razem 87 minut.

Czy ten film jest fajny? Owszem. Ale momentami bywa nudny i męczący. Nie zalewałam się śmiechem podczas każdej ze scen, nie płakałam i nie ksztusiłam się z powodu eksplozji chichotów, ale przyznam – momenty były.

O czym jest ten film? O seksie. O pasie cnoty i afrodyzjakach. O tym, że bzykanie może się skończyć utratą głowy. O współżyciu z owcą i konsekwencjach tego czynu. O braku orgazmu i seksie w miejscu publicznym. O przebierankach w damskie fatałaszki i o perwersjach seksualnych. O eksperymentach typu karmienie sylikonem, z wielkim cycem, którego podobno w dzieciństwie bał się Dawid. Na koniec „Jak to jest zrobione?”, a w tym odcinku: erekcja.

Nonsens, groteska, parodia. Bardzo inteligentne poczucie humoru. Momenty męczące, ale potem znowu jest śmiesznie.

Mam nadzieję, że nie będę musiała tego obejrzeć raz jeszcze, bo szkody, które powstały na moim mózgu po tym seansie, są wystarczające. Biedne plemniczki rozbijające głowy o gumową przeszkodę…

ON:

„Woody Alen to miał szczęście, że urodził się w tych Stanach, bo nad Wisłą chlałby czystą i miał tylko jeden krawat.” Tak śpiewał Big Cyc o tym znanym reżyserze. Coś w tym jest, bo w Polsce miałby na nazwisko Hoffman i nakręciłby 1920 Bitwę Warszawską albo jakiś film o Papieżu

Oczywiście wygłupiam się, bo Allen ma też słabe filmy, nie każda jego komedia jest śmieszna i nie każdy film dobry, ma on rzeszę wiernych fanów, którzy nawet jego najsłabszy film będą nazywać wielkim. Taka jest już siła nazwiska. Po „O północy w Paryżu”, który poleciła mi Paula, stwierdziłem, że w ramach rewanżu podam jej inny film Allena, którego na pewno nie oglądała. Mam na myśli „Wszystko co…”

Ten film jest dla mnie takim żartem, który przygotował, aby śmiać się ze wszystkiego. Od reżyserii, scenariusza, a kończąc na sexie, który w latach 70 nadal potrafił być tematem tabu. Mamy tu siedem historyjek, opowiadających o różnych sferach życia intymnego. Każda z nich stara się odpowiedzieć na pytania, na które normalnie starają się odpowiedzieć podręczniki do wychowania sexualnego. Z historii o błaźnie, królu i królowej dowiemy się czy afrodyzjaki działają. Starsze małżeństwo da nam odpowiedź czy transwestyci są także gejami. Lekarz internista zaś będzie dobrym przykładem na to jak kończą sodomici. Wszystkie te krótkie przypowiastki są okraszone chamskim, złośliwym i jednocześnie głupkowatym humorem. Dzięki temu mimo, iż nie jest to wyjątkowe kino całkiem sensownie się to ogląda.

Dla mnie, historyjka pierwsza (o błaźnie) i ostatnia (o plemnikach) są świetne, reszta zaś po prostu dobra lub przeciętna. Warto sprawdzić samemu, bo można powiedzieć, że to już klasyk.