ONA:

Ten film jest genialny.

Tyle.

Oglądam go za każdym razem z wypiekami na twarzy, mimo, że wiem jak się skończy. A  o czym on właściwie jest? O cwanym młodym lisku, którego zjada lis starszy, super cwany? A może o zbrodni doskonałej? Czy jest to film o ambicji? Czy o tym, jak sprzątnąć problem?

Starszy pan, poza tym, że ma kapitalną pracę, samochód, którego brzmienie doprowadza mnie do gęsiej skórki, przepiękny dom, ma też żonkę. Ale żonki raczej niewiele gości na ekranie. Dlaczego? Bo ma romans z policjantem (romans typu: nie interesuje mnie nic, poza twoimi genitaliami). Główny bohater oczywiście się o tym dowiaduje i koniec końców, zdradziecka bijacz dostaje kulkę. Nie, nie umiera. Jest w śpiączce. Kula narobiła szkód, ale babka dalej żyje. Oczywiście szybko w miejscu „zbrodni” pojawia się policja, ze wspomnianym policjantem. Policjant zauważa, że ofiarą jest jego kochanka i tak to się mniej więcej zaczyna.

Do tego dołóżmy młodego japiszona, nieziemsko przystojnego (mój typ!) prokuratora, z przerostem ambicji. To oczywiste, że nasz cwany dziadeczek spotyka się na sali sądowej z młodziakiem i zjada go razem z butami.

Nic więcej nie dodam.

Obejrzyjcie ten film, bo warto. Jeden z moich fav!

ON:

Jak mając wszystko, można stracić to przez jeden nierozważny ruch? Wystarczy zastrzelić swoją niewierną żonę, popełnić zbrodnię doskonałą, a później dać się zjeść przez swoje ego. Takie podwaliny pod bardzo dobre kino sensacyjne daje nam Gregory Hoblit. Nie wiem czy możemy mówić tutaj o czystym thrillerze, czy może o dramacie sensacyjnym, film bowiem jest partią szachów (lub rozgrywką w GO) dwóch mężczyzn. Starego, szczwanego, wyrachowanego Teda Crawforda i młodego, ambitnego prawnika Willyego Beachum’a. Każdy ruch mordercy to nieudolny atak lub obrona prawnika.

Nie chcę bardzo rozpisywać fabuły, gdyż szczegóły podane nam przez reżysera potrzebne są do rozwiązania zagadki śmierci żony Teda. Zdradzenie jakichkolwiek elementów układanki zabierze wam przyjemność rozgryzania łamigłówki. Dlatego skupię się na czymś innym. Nie możecie oczekiwać tutaj szybkiej akcji, to kino „sądowe” z półki na której stoi „Firma” czy „Klient.” Duża część scen dzieje się właśnie na sali sądowej. Pokazane są meandry prawa amerykańskiego, w którym jesteś niewinny do czasu udowodnienia Ci winy. Każda scena snuje się powoli, czasem może wydawać się, że za wolno. Taka już jest plastyka tego filmu. Aby się w pełni nim rozkoszować, zasiądźcie w zaciemnionym pokoju, weźcie szklaneczkę dobrej whisky lub butelkę zimnego, białego wina i wczujcie się w rolę mordercy lub oskarżyciela. Takim sposobem poczujecie pełny smak tego obrazu.

Szczerze polecam. Anthony Hopkins nadal na najwyższym aktorskim poziomie.