ON:

Fabuła „Uciekiniera” płynie spokojnie, jak nurt Missisipi, nad brzegiem której umiejscowione są wydarzenia opowiedziane w filmie. Główny wątek rozdziela się na kilka mniejszych, które przypominają odnóża ogromnej rzeki, a każde z nich sunie swoim jeszcze wolniejszym tempem. Senny klimat nie przyśpiesza ani na chwilę, by pod koniec filmu dotrzeć do nieuniknionego finału. Obraz Jeffa Nicholsa chwilami potrafi zauroczyć, ale z racji swojego spokojnego tonu, możemy czasem poczuć się znudzeni.

Błotnisto-bagniste tereny zakola Missisipi, to miejsce gdzie mieszkają dwaj nastolatkowie: Ellis i Neckbone. Dla każdego z nich rzeka to codziennoć. Podczas jednej z podróży przybijają do wyspy, na której znajduje się zawieszona na drzewie motorówka. Pozostałość po jednej z powodzi? Dla chłopaków w tym wieku to miejsce magiczne. Z jednej strony to nadal dzieci, a z drugiej zaczynają wchodzić w dorosły świat. Pierwsze rozmowy o kobietach, seksie, pierwsza miłość. Coś trzyma ich nadal w bajkowej Nibylandii świata dziecięcego, ale nadchodzące wydarzenia brutalnie wyrwą ich z bezpiecznego łona, w którym starają się zostać jak najdłużej.

Podczas jednej z kolejnych wizyt spotykają Muda, który zamieszkuje na wspomnianej łodzi. Młody mężczyzna od początku intryguje dwóch przyjaciół. Jego historia wydaje się być nieprawdopodobną bzdurą, pełną luk i niedopowiedzeń. Facet podobno zastrzelił syna jakiegoś mafioza, bowiem ten katował dziewczynę, którą Mud zawsze kochał. Przez to wydał na siebie wyrok śmierci. W chwili obecnej ukrywa się w oczekiwaniu na przybycie swojej ukochanej. Gdy tylko ona się pojawi, razem uciekną przed ścigającymi ich bandziorami. Początkowa nieufność, jaką darzą nieznajomego, przeradza się w męską przyjaźń i solidarność. Nazywany przez wiele napotkanych osób kłamcą Mud wpaja im do głowy pewne wartości, które pochodzą ze starej szkoły. Trochę z niego samotny jeździec, który w obliczu ogromnego zagrożenia zaszywa się na chwilę w sobie tylko znanej kryjówce, aby obmyślić plan obrony. Dość szybko okaże się, że opowieść o dziewczynie oraz jej prześladowcach okazują się prawdą.

Scenarzysta i reżyser Jeff Nichols nie skupia się tylko na tym wątku. Postanawia wprowadzić nas w świat dorosłości widziany oczami dwóch nastolatków, przyjaciół na śmierć i życie. Pierwsze zauroczenie i pierwszy miłosny zawód, rozwód rodziców i wiążące się z nim przeprowadzki, a nawet pierwsze otarcie się o śmierć.

Ciężko mi oceniać to dzieło. Mamy bowiem tutaj wspaniale zdjęcia, pokazujące rzekę Missisipi wraz z okolicznymi małymi zakładami i miasteczkiem, gdzie życie toczy się tak samo wolno jak posuwa się błotnisty nurt wodnego olbrzyma. Pomysł na samo poprowadzenie opowieści także jest bardzo fajny i naprawdę są momenty, gdy przeżywamy przygodę razem z nastolatkami. Jednak długość dzieła i jego „rozlazłość” to największa bolączka i ciężko sobie z nią poradzić. Po dwóch godzinach jakie spędziłem przy ekranie stwierdzam, że można sobie spokojnie odpuścić.

ONA:

Nie mam zamiaru pisać o tym filmie kipiąc z zachwytu, bo mnie zmęczył. Bardzo. Od ziewania rozbolały mnie uszy. Nie jest to dzieło, które trzyma nas w nieustannym napięciu – wręcz przeciwnie. Nie jest to dzieło, w którym jest wielu bohaterów, sekwencji i motywów. Dialogi są zdawkowe i ubogie i większość czasu towarzyszy nam cisza… Nie jest to też dzieło, które wywróci nasze trzewia na lewą stronę… I do tego gra w nim Matthew McConaughey, za którym nie przepadam… Ale jednak…

Jest ich dwóch. Mają po 14 lat i spory bagaż doświadczeń za sobą. Ellis i Neckbone mieszkają w pobliżu rzeki Missisipi i dojrzewają. Ich przyjaźń jest wyjątkowa, chłopcy razem „przeżywają” swoje problemy, wchodząc powoli w dorosły świat. Ich każdy dzień wypełnia coś nowego, są ciekawi, szukają przygód (a gratisowo wplątują się w nie lada problemy). Tym razem sprawa jest bardzo poważna. Podczas którejś ze swoich wędrówek wzdłuż rzeki, chłopcy odnajdują łódkę, która spoczęła na drzewie. Postanawiają zajrzeć do środka. I gdy już cieszą się, że znaleźli nową „bazę” dla siebie, jeden z dzieciaków odkrywa, że ktoś musi w niej mieszkać. Z lekkim strachem zeszli i spotkali nieznajomego faceta. Naturalną reakcją przeciętnego gówniarza byłaby ucieczka w popłochu, ale nie w przypadku Ellisa i Neckbone’a. Zainteresowani tajemniczym włóczęgom, postanawiają nie tylko nieco lepiej go poznać, ale i pomóc mu. Mud (Matthew McConaughey) popełnił w życiu wiele błędów i przez jeden z nich – teraz musi się ukrywać. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o laskę, rzecz jasna. W tym przypadku o Juniper (Reese Whiterspoon), którą Mud kocha do szaleństwa i na którego ta miłość sprowadza same problemy. Smarkacze postanawiają mu pomóc, szczególnie Ellis angażuje się w tę sprawę, przeżywając równocześnie swoją pierwszą miłość… Jakiś czas temu Mud zabił człowieka, zsyłając siebie na długotrwałą banicję. Teraz – chce walczyć o swoje prawo do szczęścia. Ale wcale nie będzie łatwo… Szczególnie, że po palcach depcze mu rządna zemsty rodzina ofiary, w mieścinie coraz częściej o niego pytają, a sama Juniper wcale nie jest takim ideałem, jak on ją widzi…

„Uciekinier” to film debiutantów. Zarówno scenarzysto-reżyser – Jeff Nichols (3 filmy na koncie), jak i dwóch najmłodszych bohaterów (Tye Sheridan ma na koncie 3 produkcje, a Jacob Loftland zaczynał od tego dzieła) dopiero raczkują w fabryce marzeń i co ciekawe – zupełnie tego nie widać. Szczególne „ochy” i „achy” powinny polecieć właśnie do tych najmłodszych – ich gra była pełna dramatyzmu i autentyczności. W filmie ewoluują, dojrzewają, ale jest w nim ogrom dziecięcej ciekawości i naiwności. Gdy przychodzi chwila, w której muszą ją zderzyć z przytłaczającym, brutalnym i ciężkim światem dorosłych – są wkurwieni i przerażeni. I jest to prawdziwe. Tylko co z tego… Film jest jak najbardziej poprawny, ale przez to – totalnie oczywisty. Czizas, czy twórcy naprawdę nie mogą uśmiercać kilku strategicznych bohaterów? To przecież najprostszy sposób, by widza zaskoczyć… A tu? Nudaśnie, niestety…

Film się niebywale dłuży. Pod koniec, kiedy padają jakieś strzały i nagle coś zaczyna się dziać, moja uwaga została skupiona, tylko potem czekał na mnie słodki happy end, co niezbyt mnie satysfakcjonuje…