Get a Job

ON:

Dorosłe życie nie jest takie, jak sobie wymarzyliśmy. Zawsze myślałem, że jest lepiej i łatwiej. Potem przychodzi rzeczywistość, która kopie w jaja i robi to naprawdę mocno. Okazuje się, że połowę Twojej kasy zabierają podatki, rachunki są wysokie, żarcie drogie, a czasu na zabawy i przyjemności jest tak mało, że czasem po prostu wolimy się położyć spać, niż iść na imprezę. Sa jeszcze te drobne przyjemności, których nikt nam nie zabierze, np. pożarcie na śniadanie lodów z truskawkami. Teraz przecież mama mi tego nie zabroni.

„Get a Job” jest komedią o tych młodych, którzy właśnie wchodzą na rynek pracy. Myślą, że przed nimi całe życie przyjemności, że firmy czekają na nich z otwartymi ramionami, a kasa sama wpadnie im do kieszeni. Na codzień palą zioło, żrą fastfoody, a kasę zapewniają im rodzicie. Niestety, po pewnym czasie źródełko wysycha i trzeba zacząć myśleć samodzielnie. Wtedy dostajemy w ryj od rzeczywistości, która nas otacza, bowiem, znalezienie wymarzonej pracy, za którą dostajemy masę kasy, nie jest tak proste, jak się wydaje. Czasem po prostu trzeba brać to, co dają i całować rękę, która rzuca ochłapy. Wiem, że brzmi to strasznie, ale tak jest. Nadal jednak otaczają nas osoby, które wychodzą z założenia, że za 1200 zł to lepiej siedzieć w domu i dostawać przez kilka miesięcy zasiłek, niż zapierdzielać na kasie w jakimś sklepiku.

Jilian i Will, to dwójka młodych ludzi, którzy właśnie wchodzą w to dorosłe życie. Mają niewiele ponad dwadzieścia lat, pokończyli różne uczelnie, a teraz przyszedł czas na pracę, na zarabianie na siebie i układanie własnego życia, bez ingerencji rodziców. Oni plus ich koledzy, nie zdają sobie sprawy z tego, że tam za drzwiami ich domu czeka świat, który nie będzie głaskał po główce. Po wyjściu za drzwi spotyka ich niespodzianka, bardzo przykra niespodzianka.

„Get a Job” skupia sie na problemie poszukiwania pracy przez młodych, pokazuje im, że rynek nie jest taki, jak się wydaje. Wszytko to przyprawione jest całkiem niezłą dawką humoru, który czasem potrafi nas rozśmieszyć, a czasem po prostu irytuje. Szczególnie, gdy masz 30 lat i wiesz dobrze, że szukanie pracy, to nie kaszka z mleczkiem. Mimo wszystko film ten raz można obejrzeć. Anna Kendrick i Miles Teller wyglądają na stworzonych dla swoich ról. Jeśli lubicie typowe amerykańskie komedyjki, to film dla Was.

ONA:

„Get a job” to film, który bardzo celnie i niestety – dość boleśnie, pokazuje między innymi moich rówieśników. Niby z jednej strony super zdolni, kreatywni, przedsiębiorczy, a z drugiej – ućpane trawskiem lenie, które jakby mogły, to by wpierdzielały płatki z mlekiem i kebsy przez cały tydzień. No i wiecznie uzależnieni od rodziców…

W tym filmie pokazane są obie płaszczyzny. Do roboty trzeba popychać, trzeba się czasami dostosować, zacisnąć pasa, upiłować spontaniczność. Wszystko po to, by zapełnić lodówkę, zapłacić rachunki, czynsz, podatki. Czasem wyskoczyć do kina albo na browca. Co zrobić… Nie każdy ma to szczęście, że rodzi się w jakieś super bogatej rodzinie i do końca życia może wykonywać zawód „dziedzic”.

Nie spodziewałam się jakiegoś super szałowego kina, ale też się nie zawiodłam. Filmidło przyjemne, bardzo życiowe, z jakimiś tam głębszymi obszarami. Ten film ma proste przesłanie. Czy Ci się to podoba, czy nie – tylko od Ciebie zależy to, co dzieje się w tym pieprzonym „dorosłym życiu”.

Miles Teller nie zawodzi. Anna Kendrick wydaje się być stworzona do takich produkcji. Fajnie było zobaczyć Bryana Cranstona, który zeskrobuje z siebie metaamfetaminę, Jorge Garcię i Grega Germana. Cała ta trójka kojarzona jest przeze mnie przede wszystkim z seriali, ale na dużym ekranie także dają radę.

Film do obejrzenia. Niezobowiązujący, lekki i w całej tej błahości – całkiem sensowny i poukładany. Bardziej zabawny obyczaj, niż durna komedia.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad