Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner FILMY RECENZJA

Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej – recenzja

Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej recenzja

„Sztuka kochania” to książka, która powinna być w każdym domu. Po prostu. Nie tylko dlatego, że to dobre źródło wiedzy o człowieku, w jego najbardziej intymnej części, ale dlatego, że to jedna z najważniejszych, polskich książek naukowych.

Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej – recenzja

Ale dziś nie o książce.

Dziś o filmie, który widziałam już dwukrotnie i szczerze powiedziawszy – mogłabym jeszcze raz. Piotr Woźniak-Starak wyprodukował po raz drugi film, który może pretendować do grona najlepszych polskich dzieł.

„Bogowie”, także tego samego producenta, to był hit. „Historia Michaliny Wisłockiej” już jest sukcesem. Więc wniosek jest prosty: dobra historia, dobra ekipa przed i za kamerą, dopracowanie detali, które oddają klimat i proszę – przepis na świetny film.

Wisłocka w filmie pokazana jest z różnych stron. Brawurowo odgrywa ją Magdalena Boczarska, która nie boi się grać także ciałem, nie tylko mimiką. Jest przepiękna, a w kostiumach z tamtych lat wygląda tak, że skupia na sobie całą uwagę. Do tego warto docenić to, co zrobili z nią „choreografowie”, którzy ożywili w niej Michalinę – to jak poruszała się, jak mówiła, jak się zachowywała.

Boczarska tą rolą „odczarowała” swoją karierę. Myślę, że raz na zawsze udowodniła, że „Różyczka” się jej nie przytrafiła. Że talent jest. Talent i ogromna uroda.

W filmie zachwyciło mnie wszystko! Muzyka – idealnie oddająca ducha tych czasów. Kostiumy – pełne wzorów i kolorów. Przyznaję bez bicia – mogłabym je nosić teraz, zaraz i już. Świetne lokacje, świetne smaczki i detale. Świetne kreacje autorskie – takie bez zadęcia i spiny, bez teatralnego przerostu, co się zdarza, gdy aktorzy czują presję, bo film będzie ważny.

Co ciekawe, chyba po raz pierwszy w moim życiu doświadczyłam tego, że sala kinowa była wypełniona osobami, które miały mocno ponad 50 lat.

Świetnie, że twórcy wzięli akurat tę postać i tę historię pod uwagę. Natomiast o czym należy pamiętać to to, że sama „Sztuka kochania” jest dziełem zakurzonym. Czasy się zmieniły, poglądy na seksualność i intymność również. Ale to nie miejsce ani czas, by o tym mówić.

Tagi: Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej – recenzja, filmy, blog popkulturowy,