ONA:

Jako, że najczęściej nasi czytelnicy proszą nas o rekomendację mocnych komedii albo horrorów, postanowiliśmy zrobić tydzień poświęcony hardcore’owi. Ale nie mamy flow na straszydła, więc wybraliśmy 7 komedii, z których chamówa się wylewa i które są bardzo mocno nacechowane rozdmuchaną mniej lub bardziej seksualnością.

Podobno istnieją związki, które są idealne. Od pierwszej, po ostatnią wspólną chwilę. Motylki napierdzielają, seks jest wspaniały, nikt na nikogo nie wrzeszczy, nikt do nikogo nie ma pretensji. Są wspólne pasje i zainteresowania, są też wspólne cele. On lubi jej przyjaciółki, a gdy mają spotkanie, przynosi im wino. Idealnie schłodzone. I lody. Ona – gdy jej mężczyzna ma pokerowy wieczór, zabiera dzieciaki, by panowie mogli sobie spokojnie popalić cygara. I robi mu tłuste, ale jakże uwielbiane przez facetów, przekąski. I trzyma w chłodziarce kufle do piwa. Nie ma kłótni, są dyskusje, w których obie strony nie podnoszą głosu i nawzajem się wysłuchują. Jest totalne partnerstwo, coraz większa miłość, szacunek, blablabla. Nie, nie o tym będzie dzisiejszy film!

Rick (Owen Wilson) i Fred (Jason Sudeikis) to panowie, na palcach których dumnie lśnią złote obrączki – symbole miłości, wierności, uczciwości małżeńskiej, których calem jest przede wszystkim odganianie tych wszystkich suk. A naszym bohaterom w tych małżeńskich sielankach delikatnie mówiąc – odbija. Ciągle im się wydaje, że mają po 20 lat, są bogami, a ich żony mają zaszczyt być z nimi. Są nieznośni. Ich jedynym motorem napędowym jest seks, którego nie ma już tak wiele, jak w młodzieńczych latach. Więc oni, ciesząc się ostatnimi niezaburzonymi erekcjami, mają tylko to w głowie. Jakby wrócili do nastoletnich czasów, kiedy to utrata cnoty była priorytetem. Żony mają dość. Zgodnie dają swoim mężom tygodniowy „Hall pass”, podczas którego mogą zapomnieć o małżeństwie, o obowiązkach, o wierności itp. Mają tydzień na wyszalenie się. Oczywiście i Rick, i Fred są tym zachwyceni. W towarzystwie kumpli idą podbijać świat schowany za damską bielizną. Przecież ciągle jest w nich tyle ikry!

Tylko panowie zapomnieli o jednym elemencie. „Hall pass” dotyczy obu stron małżeństwa.

„Bez smyczy” to rodzinna komedia, przy czym o rodzinie się zapomina. Oczywiście wyciągnięte są te wszystkie „domowe” brudy, które dodatkowo podbite są jeszcze przez odpowiednio pokierowaną hiperbolizację. Ale mamy tu też nieco „świeższe” spojrzenie na problemy, które we współczesnych czasach mogą trawić nawet najbardziej udaną rodzinę. Ogląda się to bardzo przyjemnie. Jest tu sporo seksu, ale oczywiście w takiej „teoretycznej” formie. Kilka scen urywa głowę i można się wręcz zanosić ze śmiechu. To nie jest kino wybitne, ale raczej w tym tygodniu nie ma co liczyć na to, że pojawi się coś, co jest ambitniejsze.

ON:

Zaczynamy tydzień z poronionymi, ciężkimi komediami. Założenie jest takie, że oglądamy filmy chamskie, w których się pierdzi, beka, rzyga, przeklina, nabija z białych, czarnych, żółtych i kalek. Każdy gag ma łamać zasadę dobrego smaku. Na pierwszy strzał poszedł „Hall Pass” – film, który oglądaliśmy kilka lat temu w kinie. Ponieważ nie były to czasy bloga, nie pojawił się wtedy na Marudzeniu, teraz nadszedł czas, aby to naprawić.

„Bez smyczy” to kino, które powinno spodobać się tym, którzy mają już własne rodziny, a codzienność została zżarta przez rutynę. Tak właśnie jest z małżeństwami Ricka i Freda. Dwaj kumple narzekają na swoją codzienność. Z jednej strony mają kochające ich żony, a z drugiej całe ich fantazjowanie, gadanie i oglądanie się za babkami mówi tylko jedno – trzeba im chwili odpoczynku. Problem jest taki, że ci kolesie to typ starych kocurów, które leżą na piecu i liżą się po kulach. W pysku są mocni, ale jak przyjdzie co do czego, to ciency są jak dupa węża. Żony chłopaków: Maggie oraz Grace, mają dość ich jęczenia i stwierdzają, że dają na tydzień swoim facetom wolne. Dobrze widzicie. Ich kolesie mają przez tydzień czas tylko dla siebie. Mogą flirtować, dupczyć, oglądać się za dziewczynami itd. Przez te 7 dni panowie mieszkają w hotelu, ponieważ nie chcą zapraszać jednorazowych dziewczyn do ich mieszkań, gdzie mogą natknąć się na ślady małżeństwa i macierzyństwa. Oczywiście, kolesie rosną do rozmiarów bohaterów w oczach swoich kumpli. Postanawiają nawet towarzyszyć im wypadach. Nie chcą sami podrywać, ale zależy im na tym by popatrzeć, pooglądać, przypomnieć sobie, jak to było.

Jak wspomniałem wcześniej Rick i Fred to stare wyleniałe kocury. Ich wypady na dupy kończyły się przeważnie ogromną klapą, fiaskiem, kompromitacją męskiej części społeczeństwa. Jak inaczej nazwać ich wpadki, wtopy i nieudolne akcje? Były nawet dni, podczas których panowie po prostu zeżarli talerz żeberek i poszli spać.

„Bez smyczy” to całkiem niezły film, który ma momenty. Jeśli chcecie dowiedzieć się, czym jest sucha mineta, jak działają ciastka z haszem, jakiego penisa ma Irlandczyk oraz co jeszcze wydarzyło się przez te siedem dni, to powinniście znaleźć chwilę na seans.