ONA: 

Właściwie, to mama najbardziej chciała ten film zobaczyć, więc w ramach rozpieszczania jej w okresie Dnia Matki, zabraliśmy szanownych rodziców do kina.

Pierwsze chwile – WTF?! Poszłam z własnej, nieprzymuszonej woli na film, w którym mówią po francusku?! Wygląda na to, że tak… Na początku nudziłam się strasznie. Taka tam obyczajówka…

Młody chłopak po przejściach więziennych, z raczej małą ochotą na podejmowanie jakiejkolwiek pracy, do tego ze słabym pochodzeniem i perspektywami. A po drugiej stronie mężczyzna w średnim wieku, mający hajsu jak lodu, służbę, wielki dom i przepiękne maserati. Ale po wypadku jest totalnie sparaliżowany, sprawną ma tylko głowę. Ich drogi zderzają się i zmieniają nawzajem swoje życie. Kaleka daje młodemu dach nad głową, pokazuje mu życie zgoła inne, niż miał. Z kolei młody, pokazuje swojemu nowemu pracodawcy jak żyć mimo przeciwności. Bo w końcu i jeden, i drugi mają takie życie. I nawzajem sobie zazdroszczą, a to pieniędzy, a to zdrowia.

Film jest kapitalny. Te wszystkie pozytywne recenzje, które krążą po necie, są absolutnie prawdziwe. Film jest ciepły, okraszony fajnym, trochę chamskim i bezczelnym, ale prawdziwym poczuciem humoru, z sympatyczną muzyką i fajnymi zdjęciami.

Historia jest tak wzruszająca, że się poryczałam…

Polecam. To jedna z tych „uleczających” produkcji…

ON:

Driss, chłopak z Somalii, którego z pościgu za ostatnim, żywym kurczakiem w Afryce wyciągnęli wuj z ciotką, nie ma lekkiego życia. Pół roku za włam do jubilera, mieszanie w blokowisku gdzieś na obrzeżach Paryża, upychanie się w małej klitce z setką dzieciaków ciotki (po śmierci wujka pani potrafiła się zabawić) to wszystko co ma od życia. Driss-a poznajemy jak siedzi za kierownicą czarnego maserati, obok na fotelu pasażera biały, zarośnięty jak ja po miesiącu nie golenia się facet. Panowie robią sobie wyścig po mokrych od deszczu ulicach Paryża do czasu, aż pojawia się policja.   I tak naprawdę to scena z końcówki filmu. Dlaczego Driss jedzie maserati, dlaczego, człowiek obok nie może się ruszać, dlaczego mknął jak szalony po ulicach Paryża? Na te i na wiele innych pytań znajdziemy odpowiedź w filmie.

Tak ciepłego, a zarazem gorzkiego (pokazującego różnice życia) filmu dawno nie widziałem. Ilością humoru, czasem chamskiego do granic możliwości, można by spokojnie obdzielić dwa lub trzy inne filmy. Kina europejskiego nie lubię, może inaczej nie przepadam za nim. A tu takie zaskoczenie, film francuski, obyczajowy i bardzo dobry. Jeśli jeszcze nie byliście na nim w kinie, to czym prędzej się zbierajcie i nadróbcie tą zaległość. Zobaczycie dlaczego dwaj główni bohaterowie stali się nietykalni, dlaczego jajko Faberge jest kinderniespodzianką, czym lub kim jest mop i jak mimo przeciwności losu być szczęśliwym.

PS. Pierwsze piętnaście minut fimu może zmylić i znudzić. Więc nie wychodźcie jeszcze tak wcześnie…