ONA:
Filmy z nutą uczuć i romantyczności, o ludziach, związkach i kłopotach mają to do siebie, że każdy znajdzie w nich coś, co jest jakby naszym emocjonalnym zwierciadłem. Czy nam się to podoba, czy nie…
Schemat jest tak prosty, że głowa mała. On + ona. Najpewniej wokół nich kręci się więcej onów i onych. Całkiem możliwe, że on ma inną oną, a ona innego onego. Są też jakieś młodsze oniątka, są przyjaciele i wszyscy niby wiedzą czego chcą, ale jednak nie. To po prostu jest skomplikowane! Jane (Meryl Streep) i Jake (Alec Baldwin) byli małżeństwem. Dorobili się trójki pociech, po czym on postanowił zasmakować w nieco młodszym mięsku. Rozwód był nieunikniony. Ona rzuciła się w wir kariery, on założył drugą rodzinę z młodą Agness (Lake Bell). Spotykają się tylko dlatego, bo niemożliwe mocno kochają swoje dzieciaki. Ale one dorastają i robią to bardzo szybko… Najstarsza córka szykuje się do ślubu, syn właśnie skończył studia, a najmłodsza – akurat się na nie wybiera. Jane zostaje sama w domu. Żeby nie dostać fisia, postanawia go nieco wyremontować. I wtedy w jej życiu pojawia się uroczy architekt Adam (Steve Martin). W tak zwanym „między czasie” były, jakże felerny mężulek, zauważa ogromne rysy na jego nowym małżeństwie. Agness okej, jest apetyczna i młoda, ale różnica wieku powoli zaczyna być problemem. Jake jest świadom tego, że jest modelowym przykładem kryzysu wieku średniego. Zaczynają się problemy ze zdrowiem (które żonka bagatelizuje), zaczynają się problemy z energią i wspólnymi punktami widzenia. Agness chce dziecka. Jake pieluchy i wychowywanie ma już za sobą i chciałby, żeby ta część jego życia już nie wracała. Wtem spostrzega, że jego była, stara ślubna kwitnie… Stara miłość nie rdzewieje. Podpita para ląduje ze sobą w łóżku. Pasja miesza się z totalnym brakiem rozsądku. Jake zdradza swoją obecną żonę, z którą zdradzał swoją pierwszą, właśnie z nią! Rozumiecie coś z tego zdania? Spoko, ja też nie.
Sytuacja robi się zagmatwana, dziwna i pozbawiona jakiegokolwiek sensu. To typowe dla komedii romantycznych… „To skomplikowane” nie jest filmem wybitnym pod względem fabularnym. Trochę przypomina mi „Lepiej późno niż później”, które jest jedną z moich ulubionych produkcji, ale niestety, film ze Streep i Baldwinem nie sięga do tego poziomu ani trochę. Nie bez przyczyny wspominam tu genialną komedię z Nicholsonem i Keaton, bowiem oba dzieła łączy podobna fabuła i krzywizna wiekowa bohaterów, ale również autorka – Nancy Meyers. Jej filmy są ładne, to bez wątpienia. Są osadzone w pięknych scenografiach, w pięknych domach, a przy tym są bardzo nienachalne. Mówią o ludziach sukcesu, o kobietach, które po rozwodach stanęły na nogi, a nie rozpaczały po utracie miłości. Zarówno bohaterka grana przez Streep, jak i przez Keaton to kobiety szczęśliwe, silne, rozsądne, ale i… samotne. Facetowi „w pewnym wieku” łatwiej wyrwać kogoś. Kobietom w tym momencie jest coraz trudniej. Ale im akurat się udaje. I wtedy zaczynają się komplikacje.
Eh. Uwielbiam Meryl Streep. Mogłabym oglądać ją codziennie, w różnych gatunkach, nakręconych w różnych latach. Ona z wiekiem nabrała niesamowitego skilla, a czas nie ima się jej wcale. W „To skomplikowane” jej postać była ciepłokrwista, spontaniczna i wesoła, a jej seksualizm i sensualizm bił na głowę apetyczną trzydziechę. Jest przepiękną i mega zdolną aktorką, a oglądanie jej to przyjemność. Większy problem mam z Martinem. Cóż, nie lubię go. Przeszkadzał mi w tym filmie. Dla mnie to postać mega pierdołowata, zupełnie bezbarwna i przez to skazana właśnie na takie role. Biegunowo inną kreację ma tu Baldwin. Okej, koleś ma brzuchol, problemy z prostatą i z emocjami, ale oj, bywa bardzo uwodzący. Jeśli zaś chodzi o sam film – no bywa on zabawny, jest ciepły i uroczy, ale to TYPOWA komedia romantyczna, przy której facet albo zaśnie, albo zacznie z pasja grzebać kluczem w uchu.
ON:
Czasami w naszym filmowym repertuarze pojawiają się komedie romantyczne. Nie przepadam z takim kinem, ale mam kilka tytułów, które zyskały moją przychylność. Są to między innymi “P.S Kocham Cię”, (choć to chyba bardziej dramat jest) oraz „Lepiej późno niż później”. Ten ostatni tytuł wyreżyserowała niejaka Nancy Mayers i wczoraj miałem okazję zobaczyć jej najnowsze dzieło pod tytułem „To skomplikowane”.
Na plakacie filmowym znajdziemy trzy nazwiska: Streep, Martin i Baldwin. Kurde, jak mam obejrzeć film, w którym na trzech aktorów dwóch powoduje u mnie wysypkę? Mam na myśli pulpeta Baldwina oraz właściciela kartoflowego nosa, czyli Martina. Ci dwaj panowie są dla mnie tak bezcharakterni, że zdrowa koza ma w sobie więcej emocji i seksapilu. Całe szczęście w dniu wczorajszym wyrypany byłem jak Łysek z pokładu Idy i film oglądałem tylko jednym okiem. Drugie w tym czasie smacznie sobie chrapało. I chyba dobrze, bo „To skomplikowane” nie jest już tak dobre jak poprzednie filmy pani Mayers.
Jane (Meryl Streep) jest dojrzałą kobietą, która ma za sobą nie do końca udane małżeństwo i dorosłe dzieci. Jej codzienną radością jest kawiarnia, która dobrze prosperuje i pozwala jej się realizować zawodowo. W jej życiu od czasu, do czasu pojawia się były mąż Jake (Baldwin), ale ich relacje nie są jakoś do końca idealne. Łączą ich dzieci, ale poza tym jest raczej chłodno. Mąż zostawił ukochaną dla młodej foczki, która po pewnym czasie skoczyła w bok i z napompowanym brzuchem i podkulonym ogonem wróciła pod skrzydła Jake’a. Ten nie mając za wiele opcji, przyjął „sukę marnotrawną” i zaczął wychowywać nie swoje dziecko. Swoją drogą gówniarz jest tak wkurzający, że przydałoby się, aby „…jakiś czarnuch popracował nad nim z palnikiem i obcęgami”. Może wtedy ta parodia człowieka, ameba złośliwa byłaby nadającą się do życia w społeczeństwie jednostką. Do Jane smali cholewki Adam (Martin), architekt, który pracuje przy rozbudowie jej domu. Facet ciepły, miły i troskliwy. Spędzają wspólnie dużo czasu, nie tylko na stopie zawodowej. Może i coś by z tego wyszło, gdyby nie przypadkowe spotkanie Jane i Jake’a, które kończy się „bara-bara”. Jak by na to nie patrzeć facet zdradza nową laskę, ze swoją starą żoną. Oczywiście, miał to być tylko jednorazowy wyskok. Wiecie dużo alkoholu, stare śmiecie, emocje i „BUM!” – lądujecie w łóżku. No, ale wyszło inaczej i tych skoków w bok jest coraz to więcej. Tyle, że ona nie zdaje sobie sprawy z tego, że bycie kochanką, to nie jest takie łatwe. Jak by nie patrzeć jesteś tą drugą, zawsze nią będziesz.
W „Lepiej późno niż później” poza fanatycznym scenariuszem, który miał całą masę śmiesznych momentów, była tez gwiazdorska obsada, która dała z siebie wszystko. Tutaj wspaniała jest Meryl Strzep, która pomimo swojego wieku, nadal jest cholernie seksowną babką i potrafi to pokazać. Badlwin nażarł się w Hollywood pulpetów i sam stał się jednym z nich, a Martin jest dla mnie tak śmieszny jak kolka. Właśnie dwójka tych panów pogrążyła trochę to dzieło, bo może inny skład zrobiłby to samo, co Nicholson i Reeves w filmie kilka lat wcześniej. Nie oznacza to, że pragnące romantyzmu kobiety będą się nudzić.
Uwaga, kolejne bilety do kina czekają na Was!
Dla naszych fanów portal pozwalający zamówić jedzenie na wynos foodpanda www.foodpanda.pl przygotował niespodziankę. Wśród wszystkich, którzy skomentują dzisiejszy wpis, rozlosujemy jedno podwójne zaproszenie do kina Atlantic w Warszawie. Bilety można wykorzystać na dowolny film (nie może być to seans premierowy ani film 3D). Macie czas do juta do końca dnia. Bilety ważne są do 30 czerwca 2013.
Foodpanda – pokaże Ci oferty wielu restauracji w Twojej okolicy. Po prostu wpisz swój adres lub kliknij na swoją lokalizację na mapie i przeglądaj restauracje. Możesz też uporządkować restauracje pod względem kuchni lub przedziału cenowego. Wyszukiwarka pokaże też czy restauracja jest otwarta i do której godziny można składać zamówienie. Zamawianie jedzenia przez internet jeszcze nigdy nie było takie proste!
