Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner KSIĄŻKI RECENZJA

Jacek Piekara – “Ja, inkwizytor. Kościany Galeon”

ON:

Na kontynuacje przygód Inkwizytora Mordimera Madderdina przyszło nam trochę poczekać. To już dziesiąta książka z cyklu, na którą czekali przede wszystkim wszyscy fani Jacka Piekary. Czy było warto? Ciężko powiedzieć. To opowieść tak samo dobra, jak zła, a ostateczną ocenę mogą jej wystawić tylko czytelnicy.

Z jednej strony Piekara ciągnie cykl, będąc wiernym swojej postaci, sposobowi narracji i wielu innym drobiazgom – z drugiej zaś czujemy, że to wszystko już gdzieś było. Dochodzimy do wniosku, że kolejny demon lub zły człowiek nie jest żadnym wyzwaniem dla Inkwizytora. Jacek Piekara tworzył świat Mordimera przez wiele lat, ale jest on jednak dość hermetyczny, pomimo świetnego i bardzo obrazoburczego pomysłu. Na pewno warta uwagi będzie książka skupiająca się jedynie na Chrystusie, który z zszedł z krzyża i wraz z apostołami skąpał ulice we krwi swoich oprawców. Na tę książkę przyjdzie nam pewnie jeszcze poczekać, chociaż wspomina się o niej już od dłuższego czasu.

Podobnie było z „Kościanym Galeonem”, którego premiera przenoszona była kilka razy przez wydawcę. Ostatecznie otrzymaliśmy dość pokaźny tomik, liczący około 400 stron. Niestety, nie znajdziemy tutaj zbyt wielu wzmianek o samej historii świata i chyba to najbardziej boli. Bardzo fajne jest to, że w jakiś sposób ta książka łączy w całość Cykl Inkwizytorski.

Wszystko zaczyna się opisem ruchomych figur na zegarowej wieży. Potem otrzymujemy od Mordimera klika uwag, które są pewnym podsumowaniem jego obecnej sytuacji i tak naprawdę zaczyna się opowiedziana na kartach książki historia. Inkwizytor ma za zadanie odszukać pewnego bogatego mężczyznę, który zaginął gdzieś na północ od Szkocji. Pojawia się tutaj machina z piekła rodem, a także sam książę piekieł, pewna zjawa, lekarz, mag. Właściwie czego tutaj nie ma. Kolejne strony zbliżają nas do końca opowieści i nagle bach! Jest już koniec. Koniec typowy – taki, jak zawsze. Mordimer robi swoje, trzepie tyłki komu trzeba, a na koniec byzka się z dwoma dziewczynami z lokalnego burdelu. Szkoda.

W sieci czytałem, że to najgorsza książka Piekary. Nie uważam tak. Jest na pewno słabsza niż poprzednie, no i jest przewidywalna, a to chyba najgorsza rzecz. Jednakże czyta się tę pozycję dobrze i pomimo swoich braków, na pewno musi się znaleźć na półce każdego fana opowieści o Inkwizytorze. Najlepiej jeśli przeczytacie ją sami i wydacie własną opinię.