Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

KSIĄŻKI

Vina Jackson – “Eighty days yellow”

ONA:

Kobieta to jeden z dowodów na to, że faktycznie – bóg, bozia, pónbóczek czy cokolwiek takiego – może istnieć. W wielu miejscach stwórca popisał się swoimi umiejętnościami desingerskimi, ale momentami, szczególnie jeśli chodzi o strefę psychiczną, pokazał, że ma jeszcze sporo do poprawienia. Wiecie, coś jakby Steve Jobs. Niby masz w ręku całkiem dobry sprzęt, ale…

Zatem: kobiety otwierają usta przy malowaniu rzęs. Nawet amerykańscy naukowcy nie dowiedli dlaczego tak jest. Nie potrafimy powiedzieć jakiej marki samochód właśnie nas minął, za to bez błędu nazywamy kolor karoserii, który oczywiście dla typowego faceta jest zlepkiem totalnie bełkoczącym (błękit paryski? karmin? fuksja?!). Mamy napięcia przedmiesiączkowe, wtrakciemiesiączkowe, pomiesiączkowe i WALSIENARYJmiesiączkowe. Zawsze wiemy gdzie co jest, zawsze chcemy nowych butów i torebek, nie wspominając już o patologicznym zauważaniu szczegółów, których facet nawet nie dostrzeże. Mamy po 5 różowych szminek, które różnią się drobnostkami, ale jednak. Wnętrze naszej torebki jest zorganizowane tylko chwilę po wyczyszczeniu jej, a sekundę później wszystko wygląda tam jakby świeżo wybuchł w niej pocisk. No i każdej z nas, prędzej czy później wpadło w łapki jakieś romansidło. Kiedyś popularne były powieści Jane Austen, Margaret Mitchell, Doris Mortman. Potem przyszły syte lata dla Danielle Steel czy Jackie Collins, które rozpisywały się zawsze o tym samym, zmieniając jedynie małe szczególiki. Dla mnie to była totalna grafomania, stworzona przez znudzone kury domowe dla innych z tego samego gatunku. Ileż można czytać o boskim adonisie, który w swych silnych ramionach tulił kolejną kruchą kobietkę? A oczekiwania kolejnego pokolenia stały się zgoła inne, niż poprzedniczek. Teraz przyszedł czas na ostre rżnięcie – dosłownie i w przenośni.

Szlak do BSDMowej krainy rozpusty przetarła E. L. James, tworząc postać pana Greya, którego skłonności do biczowania, wiązania i uległości, rozbudzały wyobraźnie rzeszy kobiet. Christian Grey był chodzącym ideałem: przystojny, bogaty i wpływowy, świetny kochanek, pomysłowy i (momentami) opiekuńczy, który swojej kobiecie jest w stanie przychylić nieba (dosłownie, miał mały samolocik). A to, że lubił nietypowy seks, to nie jest takie najgorsze. Przyznam się szczerze – pierwszą część zjadłam. Druga i trzecia to klasyczna forma naciągania klientów, ale też je przeczytałam, z solidnym znudzeniem. I myślałam, że na tym moja przygoda z tą literaturą jest skończona. Wtem!

Moja funfela zaproponowała mi wymianę na płaszczyźnie książkowej. Ja jej pożyczyłam Nergala i coś tam jeszcze, ona mi 3 tomy powieści Viny Jackson o skrzypaczce, która wplątuje się w podobny układ jak Ana z Grey’em. Vina Jackson to pisarski duet, który został stworzony na potrzeby tej sagi. On jest pisarzem, który kolekcjonuje i specjalizuje się w erotyce, a ona to finansistka, która jest znaną postacią na londyńskiej scenie s-m. Pysznie. Para spotkała się przypadkiem i po krótkim czasie pojawił się w ich głowach pomysł, by stworzyć pikantny romans. Autorzy podkreślają, że mimo iż wiedzieli, że na listach bestsellerów szaleje już E.L. James, oni nawet tej trylogii nie mieli w rękach. I wygląda na to, że mimo tego iż różnokolorowe dni nie pobiły rekordów Szarego, to one również mają się dobrze. Niestety.

Summer jest skrzypaczką, ale nie taką typową, poprawną i elegancką. Ona w taką osobę wchodzi jedynie, gdy stoi na scenie wraz z orkiestrą. Prywatnie jest zadziorna. Ubiera się jak chce, gra gdzie chce, ma wąskie grono znajomych, ale daje sobie radę – jakoś. Pewnego dnia, gdy gra dla przechodniów w metrze, ktoś wrzuca jej do futerału 50 funtów. Tak zaczyna się jej niebezpieczna przygoda z Dominikiem. Oczywiście, wokół tej relacji krąży coraz to większe napięcie i fascynacja, ale spokojnie, cała historia musi się dopiero rozkręcić. Zapytacie czy jest seks? Owszem, jest. Jest nagość, jest erotyzm, są zabawy dla fetyszystów i orgie co kilka stron. Jest chłostanie, są zabawy i zabawki, i jest… NUDNO! Przebrnięcie przez nieco ponad 300 stron pierwszego tomu było ciężkie. Summer jest kobietą o wiele bardziej temperamentną niż Ana, ale co z tego? Ciągle się zastanawiam czy te bohaterki muszą być aż tak bardzo irracjonalne w swoim postępowaniu? Niby czegoś chcą, ale jednak nie chcą. Niby coś je pcha, ale i obawiają się, by potem zupełnie bezsensownie wcisnąć się w jakieś dziwne zagrywki. Dlaczego?! Przecież nie wszystkie kobiety są aż tak nierozsądne!

Fabularnie – nihil novi. Romansidło o zabarwieniu mocno erotycznym, on – o silnym charakterze, z głęboką kieszenią, z której chętnie wypadają drobniaki, ona – ciekawska. Językowo – spory plus. Autorzy bawią się konwencją, raz czytamy coś z jej, raz z jego punktu widzenia. Nie jest to taki grafomański poziom jak u James, pod tym względem jest całkiem ciekawie. I na tym się kończą zalety. Dwa pozostałe tomy leżą nienaruszone, z zerową ochotą na uzupełnienie tej historii.

I pomyśleć, że olałam biografie Davida Bowie i Heleny Rubinstein dla tego gniotka.