ONA:

Są książki, które ciągną się, suną, powoli odkrywają przed czytelnikiem swoje tajemnice. Są też takie, które z miejsca porywają, wciągają, nie dają chwili na oddech. Po co oddychać? Po co mrugać? Po co zastanawiać się nad tym, czy istnieje jakiekolwiek życie poza tą książką.

Dla mnie takim autorem, który porywa mnie bez reszty, od zawsze jest Dan Brown. Poważnie. Pamiętam, jak w któreś klasie liceum (czyli lekko licząc – milion lat temu), przysypiałam na historii i mój wychowawca, i przy okazji nauczyciel tego przedmiotu, spiął się, bo jak to tak! Powiedziałam mu, że książka mnie wciągnęła do tego stopnia, że nie spałam całą noc, bo nie umiałam się oderwać. Zapytał jaka. „Kod Leonarda da Vinci”. Zadał jeszcze jedno pytanie: „Co to jest człowiek witruwiański”. Odpowiedziałam. A on zwolnił mnie z pozostałych lekcji mówiąc, że mam wracać do domu się wyspać, bo on rozumie, bo sam nie potrafił się oderwać…

Teraz już tak łatwo nie jest. Już nauczyłam się, że za książkę łapie się mniej więcej do godziny 21-22, bo wtedy jest szansa, że do połowy nocy ją przeczytam.

Ale czasami życie mnie zaskakuje. Do łóżka zabrałam „Oddech Boga” i przestałam czytać mniej więcej o tej porze, kiedy słońce nieśmiało zaczęło przebijać się przez zaciągniętą roletę…

Zaczynamy w 1887 roku, kiedy to w himalajskim klasztorze pewien rosyjski dziennikarz znalazł coś, co już wtedy mogło wywrócić do góry nogami cały świat. Niestety, tajemnicę zbagatelizowano, a jego samego oskarżono o herezję… Sekret zniknął w odmętach historii.

Minęło ponad 100 lat. Grant Matthews postanawia wyruszyć w Himalaje, dokładnie tą samą drogą, co rosyjski dziennikarz, by odkryć ten legendarny manuskrypt, który dotyczy największych religii świata. Niestety, droga to odkrycia tajemnicy, będzie bardzo trudna. Na tym to przecież polega!

Fanatyczni wyznawcy zrobią wszystko, by powstrzymać ciekawskiego doktoranta, który chce się dowiedzieć czegoś więcej na temat prawdy o Jezusie.

Panie Brown, ma pan konkurenta. Jeffrey Small idzie bardzo podobną drogą, a dotykanie spraw religii zawsze jest dobrym pomysłem, szczególnie, gdy to wszystko ma sens, jeśli fakty łączą się z domniemaniami.

Wartka, wciągająca, dobra. Czy czegoś więcej można wymagać od książki? Intryguje. Zawiera tajemnicę i wodzi nas za nos. Jest świetnie wyważona jeśli chodzi o „fikcję” i „prawdę”.

Jeśli podoba Ci się proza Browna, to Small również Cię porwie.