ONA:

Podczas moich studiów, a był to czas wątpliwej przyjemności, wykładowcy, którzy uczyli nas o psychologii, dzielili się na dwa obozy. Jedni mówili, że to, jakim jesteśmy człowiekiem, zależy od genów. Inni – że od środowiska, w którym się socjalizujemy. Każda z grup miała swoje racje i każda paradoksalnie była w błędzie. Dlaczego o tym piszę? Bo podczas czytania powieści Joanny Sykat „Jutro zaświeci słońce” myślałam o tym, jak bardzo wpływa na nas najbliższa rodzina, bo to przecież z nią się najmocniej socjalizujemy, ale też ona przekazuje nam pewne geny, od których często trudno się uwolnić.

Anita to kobieta, która boi się życia. Ma marzenia, ma nawet wsparcie ze strony męża, ale ciągle coś ją blokuje. Nawet gdy pojawiają się dobre chwile, to i tak wisi nad nią przeświadczenie, że przecież nie może się udać, że coś i tak się zepsuje. Pesymizm? Może. Ale gdy poznamy naszą bohaterkę nieco lepiej, zrozumiemy o co chodzi.

A chodzi o matkę. O matkę, która nie chciała i nie potrafiła okazywać czułości, która podcinała skrzydła, która odtrącała. Poczucie beznadziejności urosło do monstrualnych rozmiarów, a teraz, w dorosłym życiu, Anita nie ma pojęcia co z nim zrobić. Przytłacza ją. Kurcze, ja nienawidzę takich osób. Gdy zaczynałam poznawać Anitę, miałam spięte wszystkie mięśnie. Pozbieraj się, laska! Ciesz się tym, co masz. Marz! Walcz! Ale nie. Ona zatracała się w tej czarnej dupie coraz bardziej. O dziwo z każdą kolejną stroną zaczynałyśmy się tolerować. Poznałam ją trochę lepiej. Dalej mnie tym jęczeniem na świat i życie strasznie wkurzała, ale przecież to tylko bohaterka książki. Mogłam ją zamknąć, odłożyć na półkę… Mogłam zapomnieć. A jednak… Przeczytałam. I nie umiem pokonać wrażenia, że ta książka to jeden, wielki symbol. Z jednej strony niby ta pokrzywdzona, z drugiej ta, która krzywdę zadała. Ale… Co jeśli to ta sama osoba? Co jeśli naszym największym przeciwnikiem jesteśmy my sami?

Emocjonalny obyczaj, który potrafi dotknąć najczulszych miejsc, to czasami dobry wybór. Jeśli nie jest ckliwy, a bohaterowie potrafią ująć i zaciekawić, to czego chcieć więcej? Prozę Sykat docenią przede wszystkim kobiety, które mocno będą mogły utożsamiać się z pewnymi fabularnymi okolicznościami. Mam wrażenie, że ta jesienna aura, będzie sprzyjać czytaniu podobnych pozycji. Koc, kubek z herbatą, stukający za oknem deszcz i sam na sam z własnymi myślami. Czyta się dobrze, ale mocno. Budzi emocje.