Jurassic World: Upadłe królestwo – recenzja

Jurassic World Upadłe królestwo - recenzja

Kurwa mać! Bo już naprawdę brakuje mi słów. Co to ma być? Miało być lato przepełnione świetnymi, lekkimi filmami, a tymczasem „Deadpool 2” był taki se, „Solo” nudził, ale to, co zrobili z najnowszym „Jurassic World”, to już jakaś totalna tragedia.

Jurassic World: Upadłe królestwo – recenzja

„Upadłe królestwo” to nic innego, jak samo spełniająca się przepowiednia. To królestwo powinno zakończyć się na poprzedniej części, kiedy całość była jeszcze w miarę smaczna i ekscytująca. Mogliby tam dać na moment dr Iana Malcolma, żeby połechtać przyjemnie starą gwardię, tak, jak toi zrobili z Harrisonem Fordem w siódmej części „Gwiezdnych wojen”. Ja płakałam mocno.

I plan był taki. Mam 32 urodziny. Cięęęęężki temat, bo 32 to zdecydowanie nie 25. I jeszcze do tego pracy po uszy, nerwów i stresów. Duże opakowanie naczosów. Chris Pratt. Dinozaury. I JEFF GOLDBLUM. Idealny plan na wieczór.

Tylko, że film okazał się tragiczny, durny i beznadziejny. Po tym filmie zapragnęłam mięsa. Bynajmniej nie zwierzęcego, a ludzkiego. Postać Claire Dearing powinna zostać uśmiercona. Naprawdę. Gdyby jej nie było w tym filmie, a dali więcej Goldbluma, który finalnie pojawia się dwa razy na mniej, niż dwie minuty, to byłoby super. O jak ta baba mnie drażniła!!!

Dobra, do rzeczy: Owen i Claire już nie są parą. Rozstali się w typowy, durny sposób, o czym zresztą mówią. Trzymam stronę kolesia. Ja bym z nią też nie wytrzymała. Ale to nie jest tak ważne. Istotniejsze jest to, że na wyspie, która aktualnie jest wulkanem, ciągle są dinusie. I teraz tak: wulkan nabrzmiewa, niczym gacie nastolatka na basenie. No wystrzeli. Ludzkość staje przed wyborem: uratować dinozaury, czy jednak nie bawić się po raz kolejny w matkę naturę i pozwolić im dokonać żywota wraz z wyspą, wulkanem i resztą. Dr Malcolm mówi: A ZOSTAWCIE ICH TAM W PIZDU, POPEŁNILIŚMY GIGANTYCZNY BŁĄD, TERAZ MOŻNA GO NAPRAWIĆ.

Ale halo, przecież te dinusie to chodzące żyły złota! I po raz kolejny scenarzyści odgrzewają tego kotleta, tym razem nazywając go: „Zły pan, który chce sprzedawać dinusie, z różnorakim przeznaczeniem, także jako broń”. No nie powiem. Gdybym była żołnierzem, który walczy na froncie i zobaczyłabym takiego jebutnego dinozaura, to z miejsca obudziłyby się we mnie pacyfistyczne nastroje. Plus te brachiozaury są naprawdę mega urocze, nie jedzą mięska (nie ma ryzyka, że mi zeżrą psy oraz najbliższych), mogłabym przygarnąć do mojego wilczego stadka.

No i polecieli. Trafiamy do rezydencji Lockwooda. A potem to taka nuda, że boli w krzyżu.

I najgorsze jest to, że film kończy się tak, że wiem, że będą kolejne części. W jednym zdaniu trzy razy napisałam „że”, to znak, że czas kończyć.

Mam wielką spinę, bo co z tego, że całość wygląda fajnie i to naprawdę super, że dinozaury wróciły, ale dlaczego zrobili z tego taką jałową papkę? Ten film nie ekscytuje. nie daje do myślenia, nawet bardzo nie bawi. Tu nie ma nic. Smutne to, bo mi po całości spierdzielili urodziny.

Ps. Dwa razy płakłam. Jedna scena jest w trailerze, gdy przerażone dinozaury wpadają do wody, a druga jest tak cholernie smutna, że nie powstrzymałam się i szlochałam w rękaw mojej sukienki w kwiatki.

Tagi: Jurassic World: Upadłe królestwo – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad