ON:

Powiedz Steampunk, odpowiem Gibson + Sterling. Powiedz mutanci, odpowiem X-men. Współczesna twórczość miesza gatunki, epoki historyczne i postacie, aby dać nam to, czego naprawdę oczekujemy. Dzięki temu powstają powieści o superbohaterach w stylu NOIR i gry takie jak „Dishonored”. Kady Cross także poszła tą drogą i napisała „Dziewczynę w stalowym gorsecie”, opowieść o mutantach dziejącą się w XIX wiecznej Anglii.

Książkę tę miałem okazję czytać w oryginale, a teraz przypomniałem ją sobie dzięki Fabryce Słów, która wydała polską wersję tego dzieła. Może najpierw bolączki. To utwór, który z większą ochotą przeczytają nastoletnie dziewczyny. Spowodowane to jest wsadzeniem przez autorkę do historii wątków romantycznych. Przez to prawie jedna trzecia powieści to taki Harlequin dla nastolatek. Szkoda. Na dodatek te miłostki mają się nijak do tego, co znamy z X-menów, gdzie uczucia pomiędzy postaciami były diablo prawdziwe. Drugi bardzo duży minus to spłycenie postaci, które są często tak papierowe, że aż ciężko się z nimi utożsamić. Nawet główni bohaterowie czasem interesują nas jak obce osoby na ulicach. Szkoda, bo jak na hicior spodziewamy się czegoś więcej.

To tyle, jeśli chodzi o minusy. Pomimo tych dwóch bolączek dzieło Kady Cross łyka się praktycznie w 2-3 popołudnia, pomimo tego, ze ma ono około 450 stron. Spowodowane jest to gładkim językiem, sposobem narracji i samą historią, która pomimo tego, że przewidywalna – potrafi wciągnąć. Wszystko dzieje się w Londynie w 1897 roku. Młoda, bo szesnastoletnia Finlay Jayne, stara się znaleźć stabilną prace jako służąca. Niestety, jej temperament, coś, co nosi w środku sprawia, że nigdzie nie zagrzała miejsca na dłużej. Tym razem było podobnie, ale to nie ona była prowodyrem całego zajścia, ale syn pracodawcy. Pewny siebie, arogancki i niebezpieczny. Chłopak z wyższych sfer, który myśli, że może brać wszystko, co tylko chce. Tym razem miała być to jej cnota. Nie udało mu się ta sztuczka, gdyż Finley zrobiła to, co potrafi najlepiej – uwolniła swoją mroczną część, która sama zabrała się za robotę. Po trwającej chwilę przepychance napastnik ląduje na ziemi ze złamanym nosem i kilkoma innymi obrażeniami. Wystraszona dziewczyna bierze nogi za pas. Podczas ucieczki wpada pod motocykl i traci przytomność. Gdy ja odzyska okaże się, że znajduje się w domu niejakiego Griffina Kinga, jednego z najbardziej wpływowych arystokratów w Anglii. Najbardziej zaskakuje ją jednak to, że każdy z mieszkańców domostwa posiada jakąś niezwykłą umiejętność. Aż prosi się porównać to domostwo i jego właściciela do Uniwersytetu młodych X-menów i Xaviera. Pierwsze kroki, jakie stawia dziewczyna w tej nowej rzeczywistości, są bardzo nieśmiałe, ale później wszystko zaczyna się układać. Wtedy następuje coś, co powoduje, że wszyscy mieszkańcy domostwa będą musieli połączyć siły, by stawić czoło czarnemu charakterowi.

Kady Cross stworzyła sympatyczne dzieło, które daje się czytać i nie męczy, ale trzeba uważać, bo jeśli nie jesteście grupą docelową, to ciężko będzie wam przebrnąć przez wątek miłosny oraz samą historię. Jeśli jednak kręci was steampunk, x-meni i wiktoriańska Anglia, to książka na pewno przypadnie wam do gustu.