Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Now You See Me

ON:

“Nothing is true, everything is permitted.”

Pamiętacie tych wszystkich kuglarzy, sztukmistrzów i magików, którzy czasami pojawiali się na występach lub w cyrkach? Ja trochę tak. Pamiętam także niejakiego Davida Copperfielda, specjalizującego się w naprawdę wyjątkowych sztuczkach, takich, jak zniknięcie wagonu kolejowego.

To inny poziom magii lub iluzji, zależy jak to nazwiemy. W pewnym momencie gdzieś zaciera się różnica pomiędzy tym co prawdziwe, a tym, co nierealne. Właśnie taka jest „Iluzja” w reżyserii Luisa Leterriera, którą ogląda się jak jedno, wielkie, zapierające dech w piersiach magiczne przedstawienie.

Na scenę wchodzą cztery postacie. Trzech mężczyzn i kobieta. Każde z nich obdarzone jest innym niezwykłym talentem. Jack jest kuglarzem, jego sztuczki kojarzą się bardziej z cyrkiem lub cygańskim taborem. Henley jest piękna i dziko niebezpieczna. Magia, jaką uprawia, ma w sobie coś szalonego. Merritt to kombinator, hipnotyzer i cwaniak. Zaś J. Daniel Atlas to iluzjonista w każdej postaci. Pewnego dnia każde z nich otrzymuje kartę, na której znajduje się adres oraz symbol oka. W ten oto sposób czwórka spotyka się w tym samym miejscu i w tym samym czasie.

Mija rok. Nie wiemy co się wydarzyło w ciągu tych 12 miesięcy, ale widać, że coś wielkiego, bowiem specjaliści od magii zaczeli ze sobą współpracować. Ich pseudonimem estradowy to „Czterej Jeźdźcy”. Show, jaki dają, to kosmiczna impreza, która przyciąga ogrom widzów oraz sponsora w postaci niejakiego Arthura Tresslera. Pierwsze przedstawienie będzie czymś, czego jeszcze nikt nie zrobił na scenie. Jeźdźcy mają zamiar obrabować bank. Losowo wybrana z widowni osoba podaje nazwę swojego banku i to z niego zniknie kasa. To, co wydaje się zabawą i bzdurą, staje się prawdziwe w chwili, gdy kilka milionów euro zaczyna spadać jak liście z drzew na siedzącą publiczność. Cholernie zaskakujące jest to, że w paryskim banku naprawdę wcięło 3 miliony eurosów. Bardzo szybko pojawia się policja oraz Interpol, którzy chcą zgarnąć podejrzanych o kradzież artystów. Brak jakichkolwiek dowodów powoduje, iż bohaterowie opuszczają posterunek policji. Bilety na kolejne przedstawienie  sprzedały się jak ciepłe bułeczki. Tym razem pokaz był jeszcze bardziej zakręcony, ale najbardziej szokująca była jego końcówka, gdy magicy rozdali 140 milionów dolarów – kasę, należącą do ich sponsora. Wszyscy byli szczęśliwi poza właścicielem pieniędzy, bowiem cała sztuczka odbyła się bez jego wiedzy i przyzwolenia. Arthur, który stracił fortunę, postanawia się zwrócić z pomocą do Thaddeusa Bradley’a, mężczyzny polującego od pewnego czasu na Jeźdźców. Chce on ujawnić ich przekręty oraz odkryć prawdę o ich sztuczkach. Teraz rodzi się pytanie. Dlaczego ta czwórka okradła swojego pracodawcę?

“Iluzja” jest naprawdę rozrywkowym kinem. Całość ogląda się bardzo dobrze i wszystko może zniszczyć końcówka, która nie musi „wejść” każdemu. Poza tym zakończeniem nie ma się do czego przypierdzielić, bo to kawał dobrze zagranego i opowiedzianego dzieła.

ONA:

Jeśli spodobały Ci się przygody Danny’ego Oceana i jego niezawodnej paczki – ten film również Ci siądzie.

Jeśli lubisz Eisenberga, Harrelsona, Fisher, Freemana czy Caine’a – to wiedz, że oni w tej produkcji również nie zawodzą.

Jeśli masz ochotę na nieco bajkowy klimat, podbity fajną akcją, mistyfikacją i iluzją – ten film będzie dla Ciebie.

Nie mam zamiaru pisać o tym filmie inaczej, niż w samych superlatywach. Niezbyt często się zdarza, że jestem tak totalnie oczarowana tym, co właśnie widzą moje oczy (no chyba, że to szczeniaczek, broń boże niemowlę). A ostatnia produkcja wyreżyserowana przez Louisa Leterriera (ten sam, który dał nam „Transportera”) właśnie taka jest: ujmuje, urzeka i zachwyca. „Iluzja” wciąga nas w tajemniczą krainę, przepełnioną magią, ale nie tylko. Czwórka głównych bohaterów: słodki J. Daniel Atlas (Eisenberg), zawadiacki Merritt McKinney (Harrelson), śliczna Henley Reeves (Fisher) i intrygujący Jack Wilder (Franco), trudzi się tym samym zajęciem. Poświęcili oni swoje życie magii, sztuczkom, iluzji i robią to dobrze jak cholera. Są specjalistami w swoim fachu, aż w końcu ich drogi krzyżują się. Postanawiają razem zadziałać. Znajdują sponsora – patologicznie bogatego potentata – Arthura Tresslera (Caine), który ochoczo wyskakuje z zielonych, bo jego nowi „pracownicy” gwarantują sukces. Na jednym z pokazów postanawiają obrabować bank przy pomocy jednego z widzów. Niby nic takiego – codziennie dokonują tego różnego rodzaju osobistości, ale oni chcą zrobić to spektakularnie. Bank jest we Francji – to raz. Dwa – chcą użyć do tego celu teleportacji. Trzy – celem jest 3 miliony euro. I teraz czas na elementy zaskoczenia: faktycznie im się to udaje, a kapucha zrzucona zostaje na widzów całego show, ale to nie wszystko… I w tym momencie zamykam mordkę…

Film ogląda się prześwietnie, nie ma w nim zbędnego naciągania, a akcja co jakiś czas wywracana jest do góry nogami w taki sposób, by zbić nas po raz kolejny z tropu. Uwielbiam to. Poza tym, jest dynamicznie, a obecność Harrelsona gwarantuje też solidną dawkę humoru. Fabularnie – klasa. Aktorsko – świetny poziom. Wizualnie – bajka dla dorosłych, którzy przy kilku scenach będą siedzieć przed telewizorami z otwartymi ustami, bo przeniosą się w magiczną krainę – zupełnie jak dziecko na swoim pierwszym przedstawieniu z czarodziejem. Jedni nazwą tą całą oprawę mistyfikacją, a twórcom filmu wytkną „dziurwawość”. Inni – ze mną na czele, będą wpatrzeni. Poza tym Eisenberg z dłuższymi włosami wygląda szalenie apetycznie.

To klasyczny „heist movie”, w którym chodzi o duży skok, ale w przypadku „Iluzji” nie warto skupiać się na niezbyt legalnym zdobyciu kasy.

Patrzcie z bliska. Bo im bliżej jesteście, tym mniej zobaczycie.