When a Man Loves a Woman

ONA:

„When a man loves a woman 

Can’t keep his mind on nothin’ else 

He’d trade the world 

For a good thing he’s found…”

 

…tak śpiewał Michael Bolton, oj – i to jak śpiewał. Gęsia skórka wszędzie, również w miejscach strategicznych. Nazwijcie mnie ignorantką, ale ja znam go wyłącznie z tego utworu i przyznam się szczerze – to mi wystarczy. Uwielbiam ten utwór. Kwintesencja love songów z lat 90tych, tyle, że zaśpiewana nie przez żadną Celinę, Whitney czy Majarę, a właśnie przez Boltona. Ponoć sam Bolton coś poza tym nagrał – nie wiem. Ponoć tak, w tym kilka duetów (biorąc pod uwagę, że wśród jego śpiewających kompanów jest też Irena Jarocka – koleś jest niczym Nicholas Cage i bierze jak leci). Ale dziś nie będzie o piosence Boltona. Dziś będzie o filmie, który nosi ten sam tytuł i który jest jednym z moich ulubionych dzieł, które wypluła epoka kiczu.

Cała historia dzieje się u Greenów. Wydawać by się mogło, że jest to rodzina jak z obrazka. Piękna matka i żona – Alice (Meg Ryan), przystojny ojciec i mąż – Michael (Andy Garcia) oraz dwie urocze córeczki. Żyją sobie razem w zachwycającym domu, mają fajne prace, są szczęśliwi – tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Ale to w końcu dramat, więc nie może być tak kolorowo. Alice cierpi na jedną z najpopularniejszych chorób, które trawią jednostki – jest alkoholiczką. Oczywiście – nie radzi sobie ze swoim problemem, wynajdując kolejne wymówki, by tylko przyłożyć usta do butelki. Problem zauważa jej mąż, ale jest już zbyt późno na zabawę. Alice sięga dna, gdy miksuje tabletki z wódą, a potem spektakularnie traci przytomność na oczach starszej córki. Po tym wydarzeniu zaczyna się walka: o trzeźwość, o zrozumienie, o rodzinę i miłość… Jak to w przypadku leczenia każdego uzależnienia – są momenty lepsze i gorsze, a siła i mocne postanowienie poprawy miesza się z kolejnym upadkiem…

Lubię ten film z kilku powodów. Podoba mi się fabuła – zwykle jest tak, że to „ojciec/mąż” wpada w uzależnienie, a dzielna kobieta, pełna poświęcenia i zaślepiona miłością ratuje i go, i resztki rodziny. Nie, tu jest zupełnie odwrotnie. Tu Michael bierze pod pachę swoją ślubną, która przyklejona jest do flaszki, odstawia ją na odwyk i próbuje poskładać to wszystko w całość. Alice jest bohaterką cholernie irytującą, swoją chorobę próbuje tłumaczyć na setki sposobów. Co ciekawe – podobają mi się również kreacje aktorskie. Garcia jest fajny, pasuje mu ta rola. Jest stanowczy i delikatny, konsekwentny i wrażliwy, składa rozsypane rodzinne puzzle w jedną całość. Ryan jak na Ryan – jest bardzo dobra. Nie zrozumcie mnie źle – ja po prostu uważam, że ta pani jest aktorką ekstremalnie słabą, której gwiazda spadła już dawno temu, ale świat o niej będzie pamiętał z powodu roli księgareczki z „Masz wiadomość”. Tu jest o wiele bardziej dramatyczna, a rola pijaczki pasuje do niej wyjątkowo dobrze. Przekonuje – to chyba najlepsza rekomendacja. I ekstremalnie fajne role mają córki państwa Green: Jess (Tina Majorino) i Casey (Mae Whitman). Dziewczynki są urocze, roztropne, ale i trochę pocharatane tym, co wyczynia ich matka. Film mimo ciężkiego tematu przewodniego jest ciepły, daje nadzieję na lepsze i oczywiście karmi nas słodkim happy endem. I to jest największa wada tej produkcji. Skoro już zaskakujemy widza odwróceniem ról, to ciągnijmy to dalej. Ale by było, gdyby główna bohaterka stoczyła się totalnie na dno, została sama albo… Mam jakieś „mordercze” zapędy…

„Kiedy mężczyzna kocha kobietę” to film, który nieco wywraca konwencję dzieł z alkoholizmem (albo każdym innym uzależnieniem) w roli głównej. Ciekawe ujęcie, a sama produkcja jest całkiem udana.

ON:

Nie wiem jak oceniać „Kiedy mężczyzna kocha kobietę”, bo z jednej strony jest to dramat bardzo prawdziwy, a z drugiej trochę wyidealizowany. W polskich realiach ta historia potoczyłaby się  zupełnie inaczej i miałaby inne zakończenie. Dodatkowo, film powstał w 1994 roku, a od tego czasu na pewno trochę się zmieniło w profilaktyce i leczeniu alkoholizmu.

Michael i Alice Green to przykładne i szczęśliwe małżeństwo. On jest pilotem dobrze prosperujących linii lotniczych, a ona przede wszystkim opiekuje się domem i dwiema kilkuletnimi córeczkami. Nic nie wskazuje na to, przez co będzie musiała przejść ta rodzina. Wszyscy są szczęśliwi. Mają swoje kłopoty, jak każdy z nas, ale nie są to problemy, których nie da się pokonać. Dzięki wspólnej pracy i wzajemnemu wsparciu każdą przeszkodę są w stanie obejść. Niestety, sielanka się kiedyś skończy.  Coraz częściej Alice zaczyna sobie popijać. Alkohol staje się jej sposobem na życie. Podczas wspólnego wyjazdu do Meksyku pokazuje, jak daleko może się posunąć, ale to nic w porównaniu z tym, co będzie się działo po ich powrocie do domu. Z racji swojego zawodu Michael często przebywa daleko od swoich ukochanych dziewczyn, ale stara się jak tylko może być przykładnym mężem i ojcem. Trzeba przyznać, że udaje mu się to bardzo dobrze. Ale jego nieobecność jest odpowiednim pretekstem na to, by zacząć zatracać się w alkoholu. Początki są niewinne. Nawalić się z kumpelą, bo ma problemy i musi pogadać. Swój stan upojenia alkoholowego Alice zwala na nieświeże produkty z tajskiej restauracji, na stary olej lub po prostu na zmęczenie. Widzimy jak kobieta zatraca się w uzależnieniu. Nocny wypad do pojemnika na śmieci, bo tam znajduje się ukryta flaszka, przepijanie tabletek wódką, picie przy dzieciakach. To wszystko to normalka, życie którego istnienia Michael nawet nie podejrzewa. Dzieje się tak do dnia, kiedy to zapłakana córka dzwoni do niego i zapłakanym głosem informuje go, że mama umarła. Możliwe, że niewiele brakło. Alice nawalona przyszła do domu, gdzie walnęła jeszcze kilka aspiryn i przepiła je wódką, a później straciła przytomność podczas kąpieli. Zanim się to stało nie omieszkała walnąć w twarz swoją córkę. Za co? Bo tak!

Po przebudzeniu zaczyna się etap spowiedzi, żalu za grzechy i mocnego postanowienia poprawy. Zaczyna się długi i żmudny proces walki z uzależnieniem. Najpierw ośrodek, później terapie spotkania i rozmowy z mężem, ale także wylewanie wszelkich frustracji na bliskich. Wszystko trwa wiele miesięcy i nie przynosi takich efektów, jakich by się oczekiwało.

„Kiedy mężczyzna kocha kobietę” to także film o miłości, poświęceniu i oddaniu. Zastanawiam się ilu mężczyzn potrafiło by mieć taką siłę, jaką miał Michael. Podczas pobytu w ośrodku jedna z leczących się tam kobiet uczuliła Alice na to, że faceci w pewnym momencie mówią sobie dość, bowiem życie z alkoholikiem nie należy do najprostszych.

Przejmujące kino z niezłą Meg Ryan i naprawdę fantastycznym Andym Garcią. Warto!

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad