Life – recenzja

Life - recenzja

Ależ ja potrzebowałam takiego filmu! Klasycznego dzieła, które dzieje się w przestrzeni kosmicznej, w którym mamy złego ufoczka i klaustrofobiczny strach. I kolejne trupy, rzecz jasna. Seria filmów o „Obcym” tak mocno zryła mi głowę, że każdy film, o podobnej tematyce, jest dla mnie orgią przyjemności! Nawet, jeśli jest beznadziejny.

Life – recenzja

„Life” to jest akurat film bardzo dobry. Wciąga. Nie szokuje schematem, chociaż… A dobra, tym razem bez spoilerów.

Zwodzi nas. Z jednej strony doskonale wiemy, że ta mała, żelkowa „rozgwiazda”, która sobie żyje w laboratorium, to niezły skurwysyn i prędzej czy później wybije całą (albo prawie całą) załogę, ale pytanie brzmi… czy doleci do Ziemi? Na seansie bawiłam się przednio! Trochę „Life” zaspokoił mój głód, który powstał po „The Arrival”. Co prawda ten film także bardzo mi się podobał, ale jednak, ustalmy coś – był zupełnie inny, niż typowa przeprawa z obcymi.

Lecimy z tym koksem: mamy załogę w jakieś kosmicznej stacji badawczej. Mają próbki z Marsa, chcą w warunkach laboratoryjnych „obudzić” komórki i sprawdzić, czy czasem coś tam nie żyje. I udało się. Jest feta na cały świat! Marsjanin dostaje imię Calvin i staje się siódmym pasażerem. Początkowo wszyscy zachowują się tak, jakby nagle w przestrzeni kosmicznej pojawił się mały, uroczy kociaczek. Tymczasem kociaczek rośnie i dość szybko pokazuje… pazurki.

Oczywiście, film jest bardzo poprawny politycznie. Załoga stacji Pilgrim to: Rosjanka, Amerykanie, Japończyk. Jest czarnoskóry, jest Azjata. Jest nawet kaleka! Sekwencja padających trupów również zaskakuje! Jest mało estetycznie, a widok unoszących się w nieważkości kropel krwi, łamanych kończyn i wielu innych – satysfakcjonuje. Bo hej, skoro robimy taki film, to nie może być tu słodkiego pierdzenia, tylko naprawdę – samo mięso!

Bez kitu, emocje jak podczas pierwszego seansu z dzielną Ellen Ripley. Film zaskoczył mnie totalnie. Finał? Gdzieś tam w środku mnie podejrzewałam jak się ta opowieść skończy. Mam zamiar obejrzeć „Life” jeszcze wiele razy. To świetne kino, w które władowano multum kasy, co widać w każdym momencie. Świetnie zagrane, świetnie opowiedziane. Rozpierdziel aż miło oglądać!

Tagi: Life – recenzja, filmy, marudzenie, recenzja, blog popkulturowy
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad