ONA:

Podobno jest tak, że:
– zło ma to do siebie, że wraca i to ze zwielokrotnioną siłą,
– zawsze coś ma swój początek i koniec,
– tak zwany „efekt motyla” zwykle zaczyna się niepozornie, by na ogół doprowadzić do katastrofy.

Zastanawialiście się kiedyś nad tym co dzieje się u innych osób w tym samym momencie? Czy kiedy Wam spada na podłogę (masłem w dół, oczywiście) kromka chleba, to czy akurat wtedy ktoś się rodzi, ktoś inny umiera, ktoś właśnie zdobył pracę, a jeszcze ktoś inny nakrył współmałżonka na zdradzie? Przecież nie jesteśmy jedyną formą istnienia… A co, jak nasze losy są ściśle powiązane z losami innych osób? Ba – jak nawzajem na siebie oddziałują, o czym na ogół nie mamy nawet pojęcia…

„Odwrócić przeznaczenie” to film, który zaintrygował mnie totalnie. Po pierwsze, fabuła z perspektywy krótkiego opisu dystrybutorskiego wydała się bardzo intrygująca. Po drugie, w tym filmie grają naprawdę świetni aktorzy: Whitaker, Bacon, Fraser (Gellar pozwólcie, że przemilczę). A film jest właściwie „taki se”. Rozumiem, że w takich produkcjach musi być swoiste „skołowanie”, które widza osłupia i powoduje opad szczęki, ale tu zdrowo przesadzili. K. Bacon jest lekarzem – w filmie „Miłością”. B. Fraser jest ochroniarzem – „Przyjemnością”. S.M. Gellar to piosenkarka – „Smutek”, a F. Whitaker – jest urzędnikiem – „Szczęściem”. Losy tej czwórki – mimo, że nie znają się oni, bardzo mocno są ze sobą skorelowane. Wszystko za sprawą Palca (A. Garcia), który jest tu swoistym motylem, trzepoczącym swoimi skrzydłami. Miłość była nieszczęśliwa, ale była. Ponad wszystko. Przyjemność potrafiła przewidzieć przyszłość, ale nie w 100%. Niestety, umiejętność ta w żaden sposób nie uchroniła przed tragicznymi wydarzeniami. Smutek był nosicielem życia. A Szczęście szczęśliwe nie było w żaden sposób.

Osadzenie szalenie metaforycznych odniesień w filmie, który sili się na dynamiczną sensację, było średnio udanym posunięciem. Nie zostało z tego wiele: ani sensacja nie wyszła, ani metafora, o której po prostu zapominamy. Podczas seansu miałam wrażenie, że wszystko tu upchnięto na siłę, bo niby jakiś pomysł tu prześwituje, ale nie wyszło. To naprawdę nie wyszło. Jeśli ktoś twierdzi, że „Oszukać przeznaczenie” lub „Efekt motyla” to filmy durne i tandetne (no ja na przykład do takich osób należę), to po tym dziele zacznie je doceniać. Reżyser daje nam nadzieję, że to, co on próbował zrobić, czyli sprawić, że cztery oddzielne historie zatoczą kręg i połączą się w jedną całość, było „przypadkowe”. Tymczasem bawi się trochę w boga, który mi bardziej przypomina bachora z lupą nad mrowiskiem, niż statecznego dziadeczka, który nakręcił machinę, a teraz się jej wyłącznie przygląda. Coś, co miało mieć bardzo przypadkową sekwencję, która objęła wielkim nawiasem 4 osoby, stało się dokładnie obmyśloną plątaniną, co boleśnie obnażyła finałowa scena.

W ciągu jednego dnia obejrzeliśmy dwa filmy, które kręcą się wokół podobnego przepisu. „Odwrócić przeznaczenie” jest tym gorszym dziełem. Film, który zrecenzujemy jutro – jest o wiele bardziej sensowny. Ale to jutro!

ON:

Podzielony na małe segmenty „The Air I Breathe” wydaje się dziełem nowatorskim. Nic bardziej mylnego. Taką historię kino serwowało nam wielokrotnie. Cała opowieść spinana jest jedną, wielką klamrą występujących tu postaci. Pomimo nazwisk, które znane są z „dużych” produkcji, wydaje się, że coś poszło nie tak i po kilkunastu pierwszych minutach zaczyna się przekombinowana podróż.

Film zaczyna się segmentem zatytułowanym „Szczęście”. Ciemnoskóry mężczyzna pracujący w bankowości jest narratorem tego oto fragmentu. Niby ma wszystko, ale nie ma niczego. Dzień spędza w pracy, brakuje mu kasy na życie, brakuje kasy na szczęście, brakuje radości z codzienności. Gdyby tak choć raz szczęście uśmiechnęło się do niego. Pewnego dnia wydaje się, że tak się dzieje. Przypadkowo podsłuchana rozmowa pozwala postawić na „sprawdzonego konia” w nielegalnych zakładach bukmacherskich. Niestety, w połowie wyścigu typowany koń ma wypadek i nie dobiega do mety. Problemu by nie było, gdyby nie jedna mała rzecz. Kasa na zakład została pożyczona od bukmachera, niejakiego pana Palca. Palec to koleś, któremu się nie podskakuje. Jego ksywka wzięła się z tego, że kto nie płaci pozbywa się palucha lub dwóch, a czasem i ręki. W ekstremalnych sytuacjach pozbywa się nawet życia. Bankier ma 2 tygodnie na zwrot kasy. Jedyne wyjście z sytuacji to obrobić bank.

Po pierwszym epizodzie pojawiają się kolejne. Jest „Przyjemność”, „Miłość”, „Smutek”. Każda z postaci ma swoją opowieść, która wiąże się z postaciami z innych opowieści. Tak na przykład Smutek potrąca pana Szczęście, a Miłość potrzebuje pomocy Szczęścia, aby uratować od śmierci kobietę swojego życia. Nie wiem gdzie leżał problem tej produkcji. Świetne nazwiska, które mają za sobą najlepsze lata, jakoś nie sprawdzają się w całej opowieści. Andy Garcia jest przekonujący w roli bezwzględnego gangstera, ale po jego bliższym poznaniu stwierdzamy, że to tak naprawdę fircyk i pozer. Brendan Fraser po prostu jest zabijaką, a Forest Whitaker rozczarowanym przez życie białym kołnierzykiem.

Z opowieści wyreżyserowanej przez Jieho Lee robi się przekładaniec, ciasto , w którym składniki swobodnie mieszają się ze sobą. Tylko, że w pewnym momencie zaczyna się robić zakalec. Wszystko jest jakieś niedopieczone, niewymieszane i niedoprawione. Gdzieś w fazie przygotowań nastąpił błąd i nie udało się go naprawić. Szkoda.