ON:

Jeśli miałbym podać jeden z najlepszych komiksów sci-fi o wojnie i kontakcie z inną rozumną rasą, to bez wahania powiem, że jest to „Wieczna Wojna” Marvano i Haldemana. Komiks „dorosły”, bardzo brutalny i jednocześnie antywojenny. Jest on próbą graficznego przedstawienia książki pod tym samym tytułem, którą po powrocie z Wietnamu napisał Joe Haldeman. W latach 70 tych XX wieku otrzymała ona dwie największe i najważniejsze nagrody literackie branży fantastycznej – Hugo i Nebulę.

„Śmierć nadeszła trzeciego dnia naszego szkolenia na Cerberusie” – Szeregowy Mandella

Haldeman podczas wywiadów opowiadał o tym, co przeszedł w amerykańskiej armii i jak wiele z tego znalazło się w jego powieści. Walka, którą toczył z komunistami w dżunglach na drugim końcu świata, stałą się katalizatorem do napisania powieści, w której głównym bohaterem jest szeregowy Mandella, specjalnie wybrany przez rząd, jeden ze 150 „ochotników” tylko dlatego, że ich IQ było wyższe niż 150 a zdrowie i wytrzymałość były ponadprzeciętne.

Haldeman wspomina: „Koło drugiej w nocy zebrano nas w lodowatym baraku. Nasz oddział siedział na ławkach naprzeciwko sceny. Jakiś świeżo upieczony porucznik wspiął się na scenę, upewnił się, że słuchamy i powiedział: „Tej nocy pokażemy wam osiem najlepszych sposobów zabicia człowieka po cichu.” Tamto wspomnienie nękało go długo… „Cztery lata później włożyłem do maszyny kartkę papieru i napisałem: Tej nocy pokażemy wam osiem najlepszych sposobów na zabicie człowieka po cichu”. Tak zaczęła powstawać przełożona na konwencję science fiction „Wieczna wojna”.

Szeregowiec Mandella 2010-2020 to pierwsza część, opowiadająca o tym jak wszystko się zaczęło. Bezsensowna wojna z rasą, która pojawiła się w kosmosie i nie wiadomo dlaczego zniszczyła jeden ludzki transportowiec „Eagle 6”, zabijając setki osób. Z racji tego, że atak nastąpił w pobliżu Aldebarana, bardzo szybko nazwano ich Bykarianie. Stali się oni wrogiem nr 1 w całej galaktyce.

„Nim eskadra odnajdzie miejsce ataku na Eagle 6, miną co najmniej 4 lata. Do tego czasu Bykranie mogą opanować wszystkie planety przejściowe. Super…”

Narratorem całej historii jest powoli awansujący i jednocześnie starzejący się Mandella, jego komentarz jest odpowiednio cyniczny i jednocześnie ironiczny.

„Maejima zginęła pierwsza. Potem Friedman. Reszta zdążyła założyć skafandry, żeby uchronić się przed gwałtowną dekompresją. Garcia nie miał szczęścia – jego skafander został poważnie uszkodzony przez odłamek. Ktoś próbował pozbierać resztki tego, co zostało z Maejimy. Słyszałem jak płacze i zbiera mu się na wymioty”.

Wojna, o jakiej opowiada Mandella, nie zna kompromisów, szkolenie jest już pierwszym jej etapem, każdy błąd lub niewłaściwy ruch doprowadzi do śmierci, która będzie gwałtowna, ale to nie znaczy, że bezbolesna. To Cerberus – planeta przejściowa, na której postawią bazę będzie katem.

„Musicie mnie ślepo słuchać, bo na zewnątrz za nieposłuszeństwo grozi tylko jedna kara… kara śmierci… na miejscu! Nie ja będę jej wykonawcą, ale Cerberus”. – Octavio Cortez.

Szkolenie w kosmosie wyłoniło najlepszych, tych mających najwięcej umiejętności, a może i szczęścia. Było ich na tyle dużo, aby wysłać ich na pierwszą misję – konfrontacje z wrogiem. Częścią szkolenia jakie przechodzili było wpływanie na emocje, swoiste pranie mózgu, mające zrobić z nich maszyny do zabijania. Dzięki niemu wykonywali rozkazy, nie bacząc na konsekwencje. Pierwsze spotkanie z obcą rasą skończyło się jatką wielu przedstawicieli obcej cywilizacji. „To była rzeź… Pomimo prewagi liczebnej nie mieli żadnych szans. Ich krótkie, chrapliwe jęki dobijały się echem w moim hełmie… gdy robiliśmy z nich krwawą miazgę”. Spotkanie to pokazało, że niezależnie jak bardzo będziemy zaawansowani technologicznie, będziemy zawsze posuwać się do zbrojnych rozstrzygnięć konfliktów. Ludobójstwo nie jest nam obce i nie mamy z nim problemu.

Mijają kolejne lata. Mandela awansuje na porucznika. Wynik wojny nie jest już taki jednoznaczny. Nieprzyjaciel w ciągu tych upływających miesięcy wyprzedził technologicznie ziemskie siły zbrojne. Cortez wspomina: „Mogę to wyjaśnić tylko w jeden sposób” po raz pierwszy natknęliśmy się na coś, co może mieć wpływ na ostateczny wynik wojny… Ten przeciwnik pochodzi z naszej przyszłości!” Powrót na Ziemię był jak kubeł zimnej wody. „To nie ta Ziemia, którą pamiętacie.” Wracając z wojny wiele się zmienia, problemem jest to, że po tylu latach w kosmosie jesteś dobry tylko w jednym – w zabijaniu. To powoduje, że aby zarobić pieniądze, musisz znów zaciągnąć się do armii. Błędne koło. Dodatkowo okazuje się, że twoje wojskowe ubezpieczenie nie obejmuje twojej rodziny, więc musisz patrzeć jak twoja 84-letnia matka umiera z braku odpowiedniej opieki medycznej. Zaczyna się kolejny etap „Wiecznej wojny”.

I książka, i komiks są po prostu genialne. Nie ma w nich niczego, co mogło by mnie odrzucić. W komiksie, który ograniczony jest ramkami kolejnych kadrów, skupiono się na najważniejszych elementach jakie pojawiają się w książce. Kreska Marka Van Oppena, czyli Marvano, jest wspaniała, idealnie pasuje do opisywanej historii. Rysownik nie obawia się drastycznych kadrów, mających skupić uwagę czytelnika na realiach wojny. Haldeman przekazał zaś jak chora jest walka i jak bardzo potrafi ona zniszczyć nasz świat. Jest to jedna z komiksowych perełek, które powinny znaleźć się w bibliotece każdego komiksomaniaka. Polecam.