Christie Golden- Assassin’s Creed- recenzja

„Nothing is true, everything is permitted.” To motto znane jest każdemu fanowi serii Assassin’s Creed. Gra, która od wielu lat bawi wiele osób, doczekała się filmu, a także oficjalnej książki z nim powiązanej. I chociaż seria „growa” zjada swój własny ogon, a recenzje filmu nie są zbyt przychylne, to książki z uniwersum Assassin’s Creed nie są złe, przynajmniej niektóre.

Christie Golden- „Assassin’s Creed”- recenzja

Zacznę od tego, że osoby, które grały w jakikolwiek tytuł z serii gier Ubisoftu, już na początku połapią się we wszystkim. Tak naprawdę to książka dla nich, ponieważ to oni wiedzą, czym jest Złote Jabłko, jak działają asasyni oraz dlaczego bractwo Templariuszy jest tak aż tak niebezpieczne. To także uzupełnienie opowieści znanych z innych utworów. Może nie dosłownie powiązanie ich razem, ale przygoda opisana w „Assassin’s Creed” przez Christie Golden rzuca nowe światło na pewne rzeczy. Osoby, które wcześniej nie miały do czynienia z serią, mogą się czuć trochę zagubione, z drugiej strony powieść jest tak napisana, że czyta się ją jednym tchem, nawet bez znajomości realiów świata.

Rozpisałem się, ale do rzeczy. Głównym bohaterem książki jest Cal, mężczyzna, którego dziecięce lata nie były zbyt radosne. Jako młody chłopak znajduje w domu ciało swojej mamy, a mordercą okazuje się ojciec. Te wydarzenia wyryły piętno na jego osobie, a za rodzinną zbrodnią kryła się pewna tajemnica, którą przyjdzie nam poznać później. Szybkie przyśpieszenie czasu przenosi nas do czasów współczesnych, Callum siedzi w więzieniu, gdzie czeka go kara śmierci. Wyrok zostaje wykonany, a on sam…

…no właśnie. Bohater budzi się w nieznanym mu miejscu, dziwnym laboratorium, które zwie się Abstergo Industries. Dość szybko dowiaduje się, dlaczego tak bardzo jest potrzebny tutaj, w zakładach, które są przykrywką do działań zakonu Templariuszy. W jego żyłach płynie krew średniowiecznego asasyna – Aguilara de Nerha, będącego jego przodkiem. Z tego powodu Cal ląduje w Animusie, dziwnym symulatorze, który „przenosi” go do średniowiecza. Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ tylko w ten sposób mogą wyciągnąć przy jego pomocy informację, gdzie znajduje się Złote Jabłko, artefakt pozwalający kontrolować ludzkie emocje. Jest on tak samo pomocny, jak niebezpieczny.

Spędzając kolejne godziny w Animusie, Cal uczy się kontrolować symulację. Dzięki temu jego „opowieść” zaczyna być bardziej klarowna i dostarcza informacji nie tylko o Jabłku, ale i o samym przodku bohatera. Wszystko zaś opowiadane jest w zabójczym tempie, pełnym skoków, pościgów, walk i śmierci. Wzajemnie przeplatające się wątki średniowieczne i współczesne są odpowiednio wyważone, dzięki czemu nie ma tu czasu na nudę.

„Assassin’s Creed” autorstwa Christie Golden to książka na jeden wieczór, wszystko przez lekki, przystępny język i naprawdę dobrą robotę tłumacza, który oddał w polskiej wersji to, co najlepsze z książki. Chociaż to hermetyczna lektura, bo dla fanów, to jednak zalicza się do tej wyższej półki.

tagi: Christie Golden- „Assassin’s Creed”- recenzja, książki, Assassin’s Creed, Insignis, Ubisfot