ON:

Neil Gaiman jest niedoścignionym bajarzem. Jego opowieści są klimatyczne, mroczne, zabawne i pouczające. Czerpie wiele pomysłów z twórczości klasyków, takich jak: Lovecraft, Poe, czy też Bracia Grimm. Jednak nie spoczywa on na laurach, nie kopiuje sucho pomysłów. Klasyczne nazwiska służą mu za podwaliny, bo to dzięki nim czerpie wiedzę, która pozwala mu na stworzenie światów, które potrafią zachwycić.

Na rynku pojawia się po raz kolejny „Dym i lustra”. To chyba pierwszy zbiór opowiadań Gaimana, który miałem okazję czytać. Teraz chętnie wróciłem znów do tej książki. Tym bardziej, że w nowym wydaniu pojawia się piękna okładka, pasująca do serii, a poza tym mamy do czynienia z naprawdę świetną lekturą.

„Dym i lustra” zaczynają się już we wstępie. To tutaj dowiadujemy się dlaczego dym i dlaczego lustra. Lustra zniekształcają naszą rzeczywistość, pod odpowiednim kątem czynią z odbicia pewną iluzję. Dym zaś zaciera kontury, ostre kształty, piecze w oczy. Właśnie takie są powiadania autora: zamazane, przekształcone, niedosłowne. Gaiman skacze po stylach, bawi się formami. Ciężko go tak naprawdę zaszufladkować. Fantastyczne jest też to, że wielokrotnie nawiązuje do współczesnych nazwisk, trendów lub wydarzeń. Dzięki temu łatwiej możemy się „wczuć” się w opisywaną historię. Każdy tekst to inny świat.

W zbiorze znajdziemy wszystko: od mrocznego fantasy, przez niesamowite historyjki z odległych krajów, a skończymy na współczesnych thrillerach. Ciężko się tak naprawdę za nie zabrać i rozłożyć je na elementy pierwsze z wielu powodów. Po pierwsze: dużo z tych tekstów to „shorty” pisane na zamówienie. Po drugie: część z nich jest bardzo krótka, to dosłownie kilka zdań, czasem nawet zapisanych w formie wiersza, czy scenariusza. Wiem jednak jedno: Gaiman nie zawodzi. Wiele osób zarzuciło mu wtórność, brak pomysłów. Często czytam, że jego krótkie formy nie są tak dobre, jak powieści. Może tak jest, ale mamy do czynienia z zupełnie innym sposobem pisania. Warto pamiętać, że przy tekstach na zamówienie autor ma określony temat i ilość znaków. To one tak naprawdę kierują jego „piórem”. Wydaje mi się, że jeśli popatrzymy na „Dym i lustra” przez tę właśnie perspektywę, to na pewno zbiór ten okaże się niezłym dziełem, po które powinien sięgnąć każdy fan Gaimana. Należy to potraktować jako odskocznię autora od pełnometrażówek.