ON:
Wybierając gry do recenzji, mające pojawić się w tym tygodniu, kieruję się przede wszystkim tym, aby pokazać tytuły nie zawsze bardzo znane, często zapomniane lub po prostu przeoczone przez fanów. Dziś będzie o produkcji, która powinna znaleźć się w kolekcji każdej osoby, która kocha superbohaterów z universum Marvela.
„Marvel: Ultimate Alliance”, to bazująca na licencji opowieść o superbohaterach i ich czynach, a także o wzajemnych relacjach pomiędzy nimi. Trzonem historii jest Doktor Doom i jego chorobliwa wręcz chęć zdobycia władzy nad Światem. Jeśli to się nie uda, to właściwie można Świat zawsze zniszczyć. Doom nie jest miłym jegomościem -o tym wiedzą wszyscy czytelnicy Marvela. Aby nie doszło do tragedii, na pomoc przychodzi cała plejada „gwiazd” z komiksowego świata. Pojawiają się postacie bardzo znane takie, jak: Wolverine, Spider-Man, Iron Man oraz te mniej znane, szczególnie w Europie. Wśród nich są np. Arcade czy Hussar. O dziwo nie ograniczono nam wyboru postaci do samych pozytywnych bohaterów, co ma czasem bardzo ciekawy wpływ na całą rozgrywkę. Podczas zabawy na ekranie znajdują się zawsze cztery “ludziki” i wszystkimi kieruje gracz. Możemy przełączyć się w dowolnym momencie pomiędzy wybranymi przez nas bohaterami. Dzięki temu dotrzemy do rożnych miejsc na planszy, które normalnie nie są dostępne dla zwykłego „hirołsa”, a na przykład dla takiego, który potrafi lewitować.
Opowiedziana historia zaczyna się od ataku Doktora Dooma na statek powietrzny TARCZY. Na wezwanie Nicka Fury’ego odpowiada Capitan America, Thor, Spider-man oraz Wolverine. To oni jako pierwsi będą mieli do czynienia z czarnymi charakterami, wysłanymi przez Dooma, do zniszczenia organizacji zwanej S.H.I.E.L.D. Każda z misji odbywa się w innym miejscu i dzięki temu możemy zwiedzić trochę lokacji związanych ze Światem Marvela. Będzie chwila w podwodnych komnatach Atlantów, pobiegamy po Asgardzie oraz twierdzy Dooma. To tylko część lokacji, które są znane z kart komiksowych powieści. Na każdą misję wyruszamy ze Stark Tower, siedziby Iron Mana.
Sama gra jest nastawionym na akcję i bijatykę RPG-iem. Nie jest on może przesadnie rozbudowany pod względem mechaniki, ale levelowanie postaci daje frajdę. Każda misja składa się z szeregu zadań i jednego lub kilku pomniejszych bossów. Pokonanie ich daje nam punkty doświadczenia, które możemy przeznaczyć na zakup nowych umiejętności lub rozwijanie już tych wcześniej kupionych. Dodatkowo, podczas podróży, znajdziemy niejednokrotnie ekwipunek. Możemy go dopasować do dowolnej postaci. Czasami są to dające więcej obrażeń rękawice, a czasem specjalny pas. Ogólnie zbieractowo to jedna z rzeczy, która ma ogromny wpływ na rozgrywkę. Podczas misji przyjdzie nam także odkrywać ukryte miejsca, gdzie znajdziemy figurki przedstawiające danego superbohatera. Zebranie wszystkich odblokuje achievement oraz grywalną wersję wybranego herosa.
Na plus zaliczam wszystkie opisane wcześniej rzeczy, czyli długą rozgrywkę, ilość postaci i ciekawostek z Universum Marvela, sposób levelowania hirołsów oraz światy, które przyjdzie nam zwiedzić. Minusem może być monotonność. W drugiej połowie gry okaże się, że widzieliśmy już wszystko i teraz tak naprawdę brniemy tylko do przodu, aby pokonać złego Dooma. Fajnym pomysłem jest znajdujący się w grze quiz, w którym odpowiadamy na pytania dotyczące życia superbohaterów.
„Marvel: Ultimate Alliance” zestarzał się pod względem graficznym. Nie jest to tytuł pierwszej piękności, ale przecież to nie grafika ma największe znaczenie. Tytuł ten doceni każdy fan Marvela. Warto.
