Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

MUZYKA

Męskie granie 2014

ON:

I przyszedł ten czas, gdy trzeba wziąć się za bary z najnowszą płytą „Męskiego Grania”, tym razem edycja 2014. Niestety, nie było nam dane zaliczyć koncertu w najbliższym nam Żywcu, no ale trudno. Całe szczęście pojawia się zbiorcze, dwupłytowe wydanie z wybranym materiałem z „żywieckiej” trasy. 

Jako ogromny fan fizycznych nośników, cenię sobie ładne wydania płyt. Pod tym względem nie mogę nic zarzucić temu wydawnictwu. Elegancki, nawiązujący do marki Żywiec, podwójny digipack, mieści dwie płyty oraz książeczkę z tekstem Piotra Stelmacha z Radiowej trójki. Możemy w nim przeczytać kilka ciekawostek z trasy oraz jego kilka osobistych przemyśleń na temat festiwalu. Jednak dla każdego ciekawego dźwięków raczej nie poligrafia będzie się liczyła, ale dźwięki zapisane na krążku. Zacznijmy więc muzyczną podróż przez płytę, która mogłaby spokojnie się nazywać „The Best off Męskie Granie”.

Na oba krążki wchodzą łącznie 33 utwory, a zaczynamy Arturem Rojkiem. Płytę otwierają jego „Syreny”, moim zdaniem chyba najlepsza kompozycja z jego ostatniej solowej płyty. Jest to utwór, który broni się sam, niezależnie od wykonania. Po namalowanych elektronicznymi i lekko gitarowymi dźwiękami pejzażach, wskoczymy w jeszcze jeden utwór Artura, tym razem to „Czas który pozostał”. O dziwo druga kompozycja zaczyna się „płaczliwym” Rojkiem, którego nienawidzę, ale później jest już lepiej. Kolej na Brodkę. Są gwiazdy, które raczej słabo wychodzą na estradzie. Brak im w głosie tego, co naprawi studio. I niestety, tak jest w tym przypadku. „Varsovie” jest po prostu słabiutkie, ma się nijak do wersji znanej z teledysku czy płyty. Szkoda, gdzieś mi brak tej dziewczyny, która tak pięknie zaśpiewała „Niagara Fall” na płycie Silver Rocket. Podobnie jest z „K.O”. Może po prostu dziewczyna miała zły dzień? Kolejnymi na płycie są Organek z trzema najbardziej znanymi utworami: „Dziewczyna Śmierć”, „Kate Moss” i „Nie Lubię”. Jeśli nie znacie twórczości tego zespołu, to chyba najbliżej im do The Jon Spencer Blues Explosion. To taka trochę garażówa, zagrana w stylu Queens of the Stone Age. Jest brudno, głośno i harcore’owo. W podobne nuty uderza Luxtorpeada, którą jara się polska blogosfera oraz AKX. Po ostrym gitarowym graniu mamy zwrot o 180 stopni i wpadamy w dźwięki Oszibarack, którzy bardzo dzielnie reprezentują Polskę w elektroniczno-rockowych klimatach. Widać, że ekipa zapożycza z klasyków gatunku, ale wyrobili sobie całkiem fajny styl i trzeba przyznać, że słucha się ich naprawdę dobrze. Zresztą sprawdźcie sami tutaj. Naprawdę do mnie przemawiają. Płytę kończy Skuba, a później Nosowska. Skubasa zupełnie nie znałem, a Nosowska dla mnie była zawsze przerostem formy nad treścią.

Drugi krążek to muzyczna degustacja i swoista niespodzianka. To duety, które chyba nigdy nie miałyby możliwości zaistnieć. Jest Brodka i Krzysztof Zalewski, pojawia się Dawid Podsiadł,o ale co najważniejsze są tutaj utwory, które naprawdę mogą spowodować, że zakręci się łza w oku. Jest „Nim wstanie dzień”, „07 Zgłoś się” i piękny ukłon w stronę Republiki.

Jeśli chodzi o całość to trzeba przyznać, że mamy do czynienia z kawałkiem dobrej nuty. Która spodoba się wielbicielom polskiego grania. No i jeszcze jedna sprawa 2CD za niewiele ponad 30zł. Grzech nie kupić.

meskie