rendition1.img

ON

Pierwszy raz „Mirror’s Edge” odpaliłem na PC. Było to w 2008 roku. Przeszedłem kampanię na standardowym poziomie trudności, a Time Triali nawet nie ruszałem. Przerosło mnie sterowanie i poziom trudności. Minęło kilka lat i wróciłem do tego tytułu, ale tym razem na konsoli. Pad okazał się idealnym kontrolerem, pozwolił na wykonywanie akrobacji, które na klawiaturze wydawały mi się nie do osiągnięcia. W ten sposób małymi kroczkami zbierałem gwiazdki w Trialach. Ostatnio po 4 latach wbiłem kolejne osiągnięcie, którego wcześniej nie potrafiłem zdobyć. Poziom tras i wyzwań potrafił przyprawić o łzy i zgrzytanie zębów, ale czego nie robi się dla osiągnięć. Nadszedł czas, by wrócić do Miasta Szkła. Mirror’s Edge Catalyst – recenzja

„Mirror’s Edge Catalyst” pojawił się na konsolach dosłownie kilka dni temu. Posiadacze Access na Xbox ONE mieli możliwość zagrania przed premierą w pełną wersję tego tytułu. Przez 6 godzin można było poznać historię Faith lub po prostu biegać po mieście i wykonywać masę misji pobocznych, czy też zebrać porozrzucane w różnych miejscach dzienniki, torby kurierskie i inne rzeczy. Jak zmieniła się Faith po tych 8 latach?

Zacznijmy od tego, że „Catalyst” nie jest kontynuacją wydarzeń z Mirror’s Edge. To reboot serii, który ma chyba przyciągnąć do serii nowych graczy. Wydarzenia opowiedziane w grze zaczynają się w momencie, gdy młoda Faith opuszcza poprawczak. Spędziła tam dwa lata. Teraz ma możliwość stania się przykładną obywatelką. Nie dla niej jednak życie w korporacji i sztywny materiał garnituru. Mając na głowie dług, który musi spłacić rządzącemu ciemną stroną miasta Dogenowi, kurierka wraca do zajęcia, które wychodzi jej najlepiej, czyli do biegania. Podczas kolejnych biegów dziewczyna wpada na trop pewnego spisku, za którym stoi wielka korporacja. Oczywiście Faith znów wplątuje się w kłopoty, które kończą się dla wielu jej znajomych, sprinterów bardzo tragicznie. To jednak dopiero początek. Główna opowieść nie jest jednak najmocniejszą stroną tego tytułu. Dość przewidywalna i opowiedziana bez większego polotu nie powoduje, iż ściskamy mocniej pady w rękach. Trochę szkoda, bo świat przedstawiony w grze daje dużo możliwości do popisu.

Całe szczęście poza wątkiem głównym dostajemy jeszcze coś, z czego tak naprawdę zasłynęło „Mirror’s Edge”. Mowa o Time Trialach, trasach, wyzwaniach itd. Na mapie miasta zlokalizowana są dziesiątki, jak nie setki miejsc, które można odwiedzić i coś znaleźć. Musimy zbierać chipy ze skrzynek poumieszczanych na budynkach, hakować billboardy, zbierać tuby z dokumentami i torby kurierów. Jeśli na sam wątek główny straciłem około 8 godzin, to drugie tyle zajęło mi wyszukiwanie tras, maksowanie czasów itd. Oczywiście, nie ukończyłem ich wszystkich. Wspomniane 8 godzin, to naprawdę bardzo mało. Przeglądając statystyki na Trueachievements natknąłem się na jedną osobę, która już ukończyła grę. Zajęło jej to niecałe 50 godzin. Jeśli nasz skill nie jest zbyt wysoki, to powinnismy dodać do tego jeszcze jakieś 25 godzin. Tyle bowiem czasu będziemy musieli poświęcić na „wyczyszczenie” Miasta Szkła.

rendition1-1.img

Warto dodać, że twórcy dorzucili do gry prosty edytor, który pozwala nam tworzyć własne triale, a następnie publikować je online. Mogą w nie zagrać inni gracze. Dzięki temu rozwiązaniu mogą pojawić się naprawdę niezłe i bardzo zakręcone trasy. Wydaje mi się, że ten element gry także należy zaliczyć do „tych lepszych” rozwiązań, które mogą wydłużyć życie produkcji. Modlę się tylko, aby za jakiś czas nie pojawiło się jakieś DLC z paczką chorych trofeów, których wbicie zajmie mi kolejne kilkanaście miesięcy.

„Mirror’s Edge Catalyst” nie jest grą idealną. Brakło świetnej historii w singlu, a wprowadzenie linki do wyposażenia oraz dodanie możliwość levelowania postaci okazały się za małymi innowacjami, aby rzucić na kolana. Z drugiej strony to bardzo porządna, dobrze zbudowana i przemyślana gra, którą pokochają fani serii. Będą oni biegać po mieście i szukać nowych tras. Jeśli jeszcze EA zapewni tytułowi wsparcie, takie jak pojawiło się w przypadku nowego NFS, to czego chcieć więcej?

mirrors edge recenzja

Grę testowałem na konsoli Xbox ONE,

Egzemplarz do recenzji dostarczyło EA POLSKA

Mirror’s Edge Catalyst – recenzja