ONA:

„Kryminał z wątkiem romansowym” – oczywiście, bo przecież to „babska” literatura, więc nawet, jak jest ciężko tematycznie, to i tak trzeba dorzucić jakieś słodkie pieprzenie i omdlewanie w ramionach Tego Jedynego. 

Szumny napis na okładce brzmi „Takie książki pisałby Harlan Coben, gdyby był kobietą”. Pierońsko wysoko zawieszona poprzeczka. A jednak. Patrycja Gryciuk napisała bardzo dobrą i wciągającą powieść, która wręcz porywa.

A opowiada ona o przesuniętych granicach. Robimy to codziennie. „Wychodzenie ze strefy komfortu” – dobre sobie. Inaczej: ja rozumiem, że chodzi o to, by każdego dnia stawiać sobie cele i dążyć do nich nawet małymi kroczkami. Nawet, jeśli to uśmiechnięcie się do nieznajomego na ulicy i zjedzenie na śniadanie czegoś innego, niż płatki z mlekiem. Ale to przesuwanie granic dotyczy każdego elementu życia, bo pewne jego części zaczęły być codzienne, rutynowe, zwykłe. Przestajemy je zauważać. Przechodzimy obok nich. Reagujemy tak samo, o ile w ogóle reagujemy.

„Coś mi to przypomina” – pomyślałam, mając za sobą kolejne i kolejne strony. „Nagi instynkt”? Kolejne trupy, które nie padają już tylko na kartach powieści, ale i w życiu. Wiktoria Moreau to królowa kryminału. Jest bardzo dobra w tym, co robi, a fani czekają na jej książki. I teraz, gdy kolejna ma dosłownie za moment wyjść – zostaje posądzona o plagiat. Miliony fanów wstrzymują oddech, a autorka zaczyna sądową batalię. Ale to jeszcze nic… Coś w tym wszystkim zaczyna straszliwie śmierdzieć i jest to smród trupa. Seria morderstw, które padają według fabuły kryminału… jej największego konkurenta.

„450 stron” to bardzo dobra powieść, która napisana jest tak, że ciągle walczysz ze sobą, by nie zjeść jej na raz. Poważnie. Da się to zrobić. Od kryminałów wymagam intrygi. Fabuła może się wlec, ale jeśli jest intryga, jeśli oplata mnie ona tak bardzo szczelnie i ciasno, to wybaczę jej wszystko. Mylone tropy, różne zagadki, ślepe uliczki, po których błądzimy, wertując strony… To wszystko, w połączeniu z „jakimiś” bohaterami i całkiem fajnym pomysłem, składa się na wciągający, dobry kryminał, myślę, że nie tylko babski. Babskie to są tu te wszystkie momenty, które lekko ocierają się o harlequiny.

Polecam bardzo. Świetna lektura. Lekka, chociaż nie błaha.