ON:

Kilka lat temu, podczas lektury „Pachnidła” Patryka Suskinda nawet nie myślałem, że ktoś, kiedyś wpadnie na pomysł sfilmowania tego dzieła. Ta intrygująca powieść opowiadająca o losach Grenouille’a musiała poczekać kilka lat, aż zainteresowała się nią kinematografia. Dziś będzie o tej filmowej adaptacji.

Za reżyserię tego utworu zabrał się Tom Tykwer, który znany jest między innymi z „International” oraz „Biegnij Lola, biegnij”. Niemiec ma już swoją markę i styl, co za tym idzie – można było się spodziewać, że „Pachnidło” także będzie można zaliczyć do udanych adaptacji. Na pomoc przyszła mu jeszcze dwójka scenarzystów, z którymi wspólnie przeniósł powieść na kinowy ekran.

Jeśli nie mieliście jeszcze okazji oglądać lub czytać „Pachnidła”, to czas najwyższy nadrobić zaległość. Mi osobiście film i książka bardzo mi się podobały, są plastyczne i pełne emocji nadającym całości kształtu i tempa. Wszystko za sprawą fenomenalnych zdjęć i kadrów. Poza tym trzeba zaznaczyć, że postarano się o dobór aktorów. Śmierdzący Paryż z zakazanymi mordami, zatęchłe przedmieścia i bogate dzielnice pełne wypudrowanych panienek. To wszystko przeplata się ze sobą i tworzy niesamowity wręcz klimat.

W tym brudzie i smrodzie przychodzi na świat Jan Baptysta Grenouille, dzieciak o specyficznym talencie, mający wyjątkowy zmysł powonienia. Dziecięce lata nie należały dla niego do najprzyjemniejszych, ale udało mu się dotrwać do czasu, gdy z sierocińca sprzedano go do garbarza. Tam pociągnął kilka lat i postanowił, że będzie pracował w perfumerii. Dlaczego? Ponieważ cały czas po głowie chodziła mu tylko jedna rzecz: jak zachować zapach. Grenouille miał więcej szczęścia niż rozumu, gdyż zafascynował swoją osobą i umiejętnościami mistrza perfumeryjnego Giuseppe Baldiniego. Mężczyzna był wstanie zapłacić za młodego speca od zapachów całe 50 franków. Tak oto młody Jan Babtysta zaczyna się szkolić w sztuce wytwarzania perfum, a że był w tym dobry, to szybko upadająca manufaktura złapała drugi oddech. Niestety, po nauce młodzieniec nadal nie potrafił uchwycić zapachu, na którym mu zależało. Postanawia opuścić mistrza i zacząć uczyć się w nowym miejscu, w szkole, która od wielu lat specjalizuje się w produkcji zapachów. Dziwne jest to, że po dotarciu na miejsce w rejonie zaczynają ginąć młode kobiety, ich nagie ciała pozbawione włosów znajdowane są praktycznie co kilka dni. Wszyscy doszukują się w tym reki demona, tylko jeden bogaty jegomość, który ma poukładane pod czachą, zdaje sobie sprawę z tego, że ma do czynienia z seryjnym mordercą, który ewidentnie coś zbiera.

Film widziałem dwa razy i po każdym seansie mam takie samo zdanie: to bardzo dobre, dopracowane dzieło. Zmiany, jakie wprowadzono w wersji filmowej, wyszły tylko na dobre i pozwoliły skupić się na głównym wątku. Jeśli macie ochotę na trochę „chore kino”, to możecie spokojnie wyruszyć w świat zapachów.

ONA:

„No zaraz się chyba porzygam” – powiedziałam schowana do połowy pod kołdrą, kiedy zaczęliśmy oglądać „Pachnidło”. Nie wiem czego oczekiwałam, ale zanim film się zaczął, ja miałam dość. Nie byłam przygotowana na tak naturalistyczny początek, a z każdym kolejnym ujęciem, ja krzywiłam się coraz bardziej. Brudni ludzie, brudne ulice, brudne żarcie, syf, kiła i mogiła. A wszystko tak obrzydliwie podane, że tak wrażliwe (PROSZĘ SIĘ NIE ŚMIAĆ!) istoty jak ja, mogą poczuć się źle. Do książki podchodziłam z wielkimi oczekiwaniami, a nie dotarłam nawet do połowy. No zanudziła mnie wybitnie. I nie wiem jak to się stało, ale po raz kolejny wieczór spędziliśmy z dziełem, do którego miałam ogromną rezerwę i więcej we mnie było kpiny, niż zachwytu. No, przynajmniej na początku.

Jan Baptysta Grenouille (Ben Whishaw) od chwili narodzin, a wierzcie mi, były one dość ciężkie, a na filmie pokazano je w najbardziej obrzydliwie obrzydliwy sposób, miał jedną cechę, która odróżniała go od innych ludzi. Był to węch. Czuł wszystko i każdy z tych zapachów chciał zdefiniować, chciał go poznać, nazwać, zapamiętać. Czuł rzeczy materialne, żywe i nieżywe, nie wartościował ich na te, które są ładne i na te, które są kolejną wariacją smrodu (a Paryż w tamtych czasach był najbardziej śmierdzącym miastem). Do piątego roku życia nie mówił, za to jego nos rozpoznawał już setki woni. Po piekle z sierocińca trafił w miejsce, w którym tylko ciężka praca mogła mu pozwolić żyć. A zaraz potem wylądował pod drzwiami Giuseppe Baldiniego (Dustin Hoffman), perfumiarza, który właśnie przechodzi kryzys twórczy. Dla takiej osoby jak on, wybitny nos Jana okazał się wybawieniem, sposobem na poprawienie reputacji, zrobienie mega kasy i zdobycie popularności. Z a kolei Grenouille pragnął od swojego mistrza tylko jednego. Mógł spełnić każde jego żądanie pod warunkiem, że ten nauczy go jak zdobywać i utrwalać zapach. Bo wiecie, zapomniałam Wam o jednym napisać. Jan całe swoje życie szukał tego jedynego, najpiękniejszego zapachu. I znalazł go. Znalazł go na ciele pewnej pięknej rudowłosej, którą przez przypadek zabił. Od tej chwili pragnął tylko jednego…

Kiedy przyznałam się znajomym, że wzięłam się za czytanie „Pachnidła” wszyscy, jakby się umówili, powiedzieli, że nagle zacznę odczuwać wszystkie zapachy świata. Yyyy… nie? Co lepsze – nie czułam nic. Nic. Podczas filmu to samo. Jakby wszystkie moje węchowe receptory w jednej chwili powiedziały „STOP”. Pies spał obok, jedzenie było na stole, a ja nic. Próżnia zapachowa. No ale to nie jest istotne. Ważne jest za to to, że „Pachnidło” jest jednym z najbardziej obrzydliwych i odpychających filmów, jakie widziałam, ale to nie jest wada! Jest to produkcja totalnie naturalistyczna i to sprawia, że jest tak bardzo wyjątkowa. Geniusz miesza się z obsesją, a pasja staje się utrapieniem. Moje wrażenia podczas seansu były równie pomieszane. Bo niby co mogę powiedzieć o filmie, który mnie tak bardzo odpychał i jednocześnie interesował i zaskakiwał. Jest fenomenalnie zrobiony, ma tajemnicę i intrygę, i mimo tego, że pada tu kilka trupów, jest bardzo artystyczny. Nie mam pojęcia czy to dzieło jest o geniuszu, czy o psychopacie, nie wiem czy jest o złych ludziach, czy o dobrych ludziach, bo kto o tym decyduje? Może jest o destrukcji? Może o dążeniu do celu? Może o tym co zrobić ze sobą, gdy się go osiągnie? Jedno jest pewne – jest bardzo metaforycznym utworem, bo pod zapach można włożyć wiele innych cech. Konstrukcja na zasadzie przeciwieństw jest tu widoczna na każdym kroku. Podobał mi się i jednocześnie odpychał, ale warto go obejrzeć, bo jest kompletnym dziełem, w którym wszystkie elementy są poukładane z sensem: od fabuły, przez grę aktorską, po muzykę i scenografię. Ale moim zdaniem, to film na raz.