Pitbull. Ostatni pies – recenzja

Pitbull. Ostatni pies recenzja

Myślę, że mogłabym się zakumplować z Dodą. Co prawda pod wieloma względami jesteśmy totalnie różne, ale mimo wszystko wiele nas łączy. Jesteśmy w podobnym wieku. Pewnie równie mocno kochamy najbliższą rodzinę. I mamy taki dość specyficzny, acz stały system wartości, który może nie do końca podobać się innym, który najpewniej nie jest przez wielu akceptowany i tolerowany, ale myślę, że i Jej, i mi z tym dobrze.

Pitbull. Ostatni pies – recenzja

I poszłam na tego Pitbulla tylko i wyłącznie z jej powodu. Bo to fajne, gdy dorosły człowiek, który już tam coś ma – szuka czegoś innego. Mi to imponuje jak nic. Dziewczyna się z tym zmierzyła i wyszła obronną ręką. Podejrzewam, że wiele osób poszło do kin – tak jak i ja – żeby sprawdzić. I pewnie większość z nich dostała ścierą po papie, bo jak na debiutantkę – Dorota poradziła sobie nad wyraz dobrze…

A jeśli chodzi o sam film, to te 12-15 lat wcześniej, byłby uznany za perełkę. Mi trochę ciągnął kurzem. Tak wiecie: wchodzicie do starszego domu i niby wszystko jest spoko, bo jest kuchnia, kibelek, salon, ale przydałoby się odświeżyć ściany, położyć nowe podłogi, może kupić nową kanapę i wymienić kafelki w łazience…

Podejrzewałam, że Pasikowski po prostu nie umie inaczej. Że tak zaczął to robić dawno temu, że sam siebie nie przeskoczy. I znowu refleksja: u Michaela Bay’a nazwałabym to stylem, a on od lat robi te same kadry, zdjęcia i chyba pracuje wyłącznie z tą samą ekipą, bo jego dzieła między sobą różnią się detalami…

Więc może to po prostu taki styl? Styl Pasikowskiego, który dał nam jednego z najlepszych badassów w historii współczesnej kinematografii – Sławomira Desperskiego, pana DESPERO?

Nie czepiam się. Wiosenne słoneczko i przeżarcie poświąteczne sprawiło, że ja w tym nowym „Pitbullu” widzę więcej plusów, niż minusów. Największy to to, że grają tu świetni zawodnicy. Kolejny – dość ciekawa, aż pokrętna fabuła, która momentami się rozmywa. I następny: jak dobrze obejrzeć coś „pitbullowego” bez scen z płodami, porodami, ciążami i innymi takim niezbyt przyjemnymi sprawami.

Pamiętam serial, a film trzyma się w podobnym „anturażu”. Dorociński tu robi robotę. Jest prześwietny. Jest on, a potem długo, długo nic. Niestety, jest też tu Pazura, który swój czas ma za sobą. Mnie on bawi równie mocno, co pijany, natarczywy „wujek”. Wspaniale, że nie ma tu Oświęcimskiego i Stramowskiego. No cóż, nie przepadam za nimi.

I wiecie czego jeszcze nie ma? Beznadziejnych żartów, które jakiś stażysta spisał ze śmiesznych stron z internetu, a scenarzysta poupychał na siłę w teksach. Widać, że budżety reżyserzy mieli inne, każdy z nich bawił się przy pomocy innych zabawek, ale jeśli mam wybierać, to wolę Pasikowskiego z Dodą, niż Vegę z resztą.

Tagi: Pitbull. Ostatni pies – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad