
Trochę jestem daleka od tego, by bardzo mocno pchać do życia poradniki osób, które koniecznie chcą się z nami podzielić swoim sekretem na to, by żyć szczęśliwie i dobrze. Cholera, to jest tak, jak z wizualizacją: jeśli masz zbyt dużą masę ciała, wmawianie sobie, że tak nie jest, gówno da. Trzeba wziąć się za siebie, zmienić jedzenie, zacząć się ruszać i tyle. Ale z Reginą Brett jest inaczej. Znałam ją do tej pory z tych książek o bogu, że niby nigdy nie mruga, że zawsze znajdzie Ci pracę… No, tytuł mnie nie zachęcił. Ale z „Kochaj” jest inaczej…
Regina Brett – Kochaj – recenzja
Bo czy jest coś piękniejszego, niż miłość? Jakakolwiek, do kogokolwiek. Ta nagła, ta wyczekiwana. Ta, która rodzi się w bólu i ta do siebie też. Miłość, która napędza, która sprawia, że każdy dzień jest lepszy. Miłość, która dodaje sił, która koi, która daje nadzieję na lepsze jutro. Miłość, którą dostajesz, którą dajesz, która wędruje po globie w formie ogromnej energii i nigdy nie wiesz, kiedy do Ciebie wróci. Miłość do ludzi, do zwierząt, do natury, do przedmiotów, muzyki, jedzenia. W tym wszystkim można się zakochać bez końca, bo cholera, mamy tylko jedno, zawsze zbyt krótkie życie i to wielka strata, by zużyć go na chwile, w których nie ma miłości.
„Kochaj” Brett to także książka o tym, jak próbować pokochać po zranieniu… I bardzo często łapałam się na tym, że autorka pisze o doświadczeniach, które znam. Aż za dobrze.
I o ile nadal twierdzę, że wizualizowanie sobie tego, że jest się innym, niż naprawdę, to wierutna bzdura, tak czasem, dla spokoju własnej głowy, warto przeczytać coś, co potwierdzi nam, że nie tylko nami miotają emocje, że nie tylko my się boimy, że nie jesteśmy jedynymi skrzywdzonymi osobami.
To taka książka, do której idealnym dopełnieniem jest herbatka, koc, spokój.
Czasem warto zmienić przyzwyczajenia i sięgnąć po coś innego.
