Aftermath - recenzjaNo nie ma co – Arnold Schwarzenegger nigdy nie należał do grona moich ulubionych aktorów. Ba, filmy z jego udziałem także nie. Mimo wszystko, chyba najmilej wspominam go z „Gliniarza w przedszkolu” ew. w „Juniorze”. Czyli wychodzi na to, że jeśli Arnie, to w durnej komedii z dawnych lat… No dobra, jeszcze „Niezniszczalni”, bo – przyznaję szczerze – „Predatorów” nadal nie widziałam.

Aftermath – recenzja

Wtem pojawia się film „Aftermath”, w którym Arnold gra główną rolę. Nie skusiłoby mnie to, gdyby nie fakt, że film ten opiera się na prawdziwych wydarzeniach i ponoć bardzo zaskakuje.

Sprawdźmy to. Mając wcześniejsze doświadczenia z filmami z Arniem, spodziewałam się czegoś innego. Tymczasem dostałam bardzo mroczy, świetnie zagrany i opowiedziany dramat, który ma bardzo wciągającą i porywającą fabułę. Dramat o przypadkach, o wpływie ludzi, o wyborach, o zbrodni i karze.

A wszystko z powodu katastrofy samolotowej, która połączyła losy kilku osób.

Wina miesza się tu z chęcią zemsty. Kara z poczuciem sprawiedliwości. Mały błąd z utratą najbliższych osób. A kiedy zaczynasz łączyć kropki i doczytujesz więcej, gdy okazuje się, że film… jest na faktach… No, nie powiem. Nawet, jeśli to tylko jakaś „lekka” forma inspiracji, to i tak robi wrażenie.

Schwarzenegger pewnie z racji wieku, nie ma już zbyt dużego pola do popisu, natomiast respekt za to, że przed siedemdziesiątką ciągle coś robi i robi to tak, że zaskakuje. Do końca świata zostanie tytanem, który potrafi rozpieprzyć wszystko w mak, ale coraz częściej odkrywa też swoje inne oblicze. To nie jest aktor wybitny, ale jest w nim coś prostego, co sprawia, że pewne uczucia stają się nam bliskie.

„Aftermath” oglądałam w coraz większym skupieniu i napięciu. Zaskakująco dobre kino. Świetna historia, świetnie pokazany dramat jednostki oraz to, jak jedno zdarzenie wpływa na kolejne… To film na raz, bo podejrzewam, że właśnie te emocje można przeżyć tylko przy pierwszym seansie, ale i tak – warto!

Tagi: Aftermath – recenzja, recenzja, marudzenie, filmy, blog recenzencki, blog popkulturowy