ON:

Klasyczne przygodówki królowały na komputerach osobistych w latach 90-tych. Tytułów, które wymagały od nas szukania poukrywanych przedmiotów, prowadzenia dialogów z napotkanymi postaciami i główkowania, było od groma. Minęło wiele lat. W 2012 roku Tim Schafer, ten sam, który dał graczom „Epic Quest”, zaczął zbiórkę pieniędzy na nową grę przygodową. Chciał uzbierać 400 tysięcy dolarów, okazało się, że zachęceni gracze wpłacili na poczet projektu ponad trzy miliony zielonych. Ponad 87 tysięcy osób postanowiło wesprzeć projekt. W końcu nazwisko Schafera jest wyznacznikiem na to, że otrzymają coś wyjątkowego. 

Dzięki zebranej sumie powstała gra, która choć krótka, pokazała, że „przygodówki” nie umarły i mają się naprawdę dobrze. Poza tym są śliczne i opowiadają piękne, pełne emocji historie. „Broken Age”, bo taki tytuł nosi produkcja Schefera, urzekła mnie od pierwszych swoich minut. I choć nie należy do najdłuższych gier przygodowych – można ją ukończyć w 10 godzin, a na speedrunie w mniej niż dwie, to daje niesamowitą radość z jej ukończenia. Wszystko dlatego, że mamy do czynienia z pięknym światem i dwoma postaciami, których cel jest inny, ale finalnie ich losy się połączą. To wszystko jest tym ciekawsze, że jedna postać mieszka na wielkim statku kosmicznym, a druga w małej miejscowości nad brzegiem morza. Tak zaczyna się nasza podróż w nieznane.

Bedroom_WakeUp

Nad brzegiem morza mieszka dziewczyna o imieniu Vella. Jej rodzina posada wspaniałe cukiernicze korzenie, ona sama zaś ma ciężki orzech do zgryzienia. Wszystko dlatego, że raz na 14 lat odbywa się Maidens Feast. To taka dziwaczna ceremonia, która ma na celu ułaskawienie wielkiego potwora Mog Chotrę. Mog przybywa, zjada wszystkie „zaserwowane” mu dziewczęta i znika na kolejne lata. Cała rodzina, poza dziadkiem, uważa to za wielki honor. On sam zaś za głupotę, bo wspomina czasy, kiedy to ludzie z miasteczka sprzeciwiali się potworowi i walczyli o swoje. Koniec końców dziewczyna ląduje wraz kilkoma innymi „syrenami” na talerzu stwora, tylko że ona nie chce tanio sprzedać swojej skóry. W ten sposób poznajemy pierwszy początek tejże opowieści. Druga historia zaczyna się na pokładzie statku kosmicznego. Młody chłopak o imieniu Shay, wychowywany jest przez komputer „matkę”. Ona nadzoruje jego codzienne zadania, pomaga stymulować osobowość itd. Problem w tym, że wszystko to, co dzieje się na pokładzie kosmicznego pojazdu, jest dziwne, przepełnione strachem. Pewnego dnia, podczas kolejnej z przygotowanych przez „matkę” zabaw, Shay zrywa się ze smyczy i przez chwilę jest sam. Ten czas wykorzystuje osobnik przebrany za wilka. Skąd się wziął na statku, co tu robi, jakie są jego cele? Tego musicie dowiedzieć się sami. Wystarczy, że powiem, iż całkiem niedługo za jego sprawą Vella i Shay spotkają się w niezbyt przyjacielskich okolicznościach.

DOTD-TheNestingArea

Grafika w „Broken Age” zachwyca: malowane ręcznie postacie i tła, przywołują wspomnienia z dzieciństwa, kiedy grało się między innymi w „Day of the Tentacle”. Kolory, lokacje, poszczególne elementy są po prostu śliczne. Trzeba przyznać, że artyści, którzy tworzyli grę, mieli niesamowitą wyobraźnie i pokazali, jak daleko można posunąć się w produkcji przygodowych tytułów. Podobnie jest z voice actingiem, a właściwie z całym udźwiękowieniem, które stoi na naprawdę wysokim poziomie.

Po 10 godzinach spędzonych przed konsolą – powiem jedno: „Broken Age” jest wart każdej poświęconej mu minuty.