Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

Baner KSIĄŻKI RECENZJA

Scholastique Mukasonga – “Maria Panna Nilu” – recenzja

Scholastique Mukasonga - "Maria Panna Nilu" - recenzja

Fabularyzowana literatura faktu jest czymś, obok czego trudno przejść obojętnie. Od zawsze kocham SF, ale z wiekiem przyszła mi chęć na lekturę również innych książek i raz na jakiś czas odrywam się od fantastyki, aby poczytać coś bardziej realnego. Ostatnim razem trafiło na „Detroit” oraz „Marię Pannę Nilu”.

Powieść, napisana przez pochodzącą z Rwandy pisarkę, Scholastique Mukasonga, skupia się na początku lat 70-tych XX wieku. To wstęp do wydarzeń, jakie dzieją w Afryce dwadzieścia lat później, czyli ludobójstwa, które miało miejsce na ziemiach Rwandy. W 1994 roku ekstremiści Hutu w ciągu tylko stu dni wyrżnęli około 800 tysięcy osób pochodzenia Tutsi. Nienawiść i krew lała się po czarnym lądzie przez wiele kolejnych lat i nawet teraz walki na tle etnicznym są tam chlebem powszednim. Scholastique Mukasonga – “Maria Panna Nilu” – recenzja

Na taki przebieg wydarzeń miało wpływ wiele czynników. W „Marii Pannie Nilu” patrzymy na nie oczami młodych dziewczyn z prestiżowego katolickiego liceum, które prowadzone jest przez zakonników i zakonnice z Francji oraz Belgii. Wśród uczennic znajdują się osoby pochodzące zarówno z plemienia Hutu, jak i Tutsi. Tych pierwszych jest jednak więcej. Te drugie traktowane są jak ludzie drugiej kategorii. Codzienne niesnaski i konflikty dotykają także uczennic. Niechęć narasta. Mury liceum są takim małym państwem, które pokazuje nam autorka. Zakonnicy i nauczyciele mają jednak niewielkie pojęcie na temat tego, co dzieje się w tym miejscu. Wiele z tych osób traktuje wyjazd jak kolejną, niezwykłą przygodę. Dzikie safari, na którym trzeba zająć się kilkoma osobami. Takie przedstawienie to także obraz ówczesnego afrykańskiego szkolnictwa misyjnego. Wiedza w wielu przypadkach poparta jest starymi badaniami i doktrynami, często usilnie jest ona „katolizowana”, a religia jest siłą narzucana pierwotnym mieszkańcom Rwandy. Założeniem opisywanej szkoły było kształcenie żeńskiej elity intelektualnej. Niestety nic z tego nie wyszło. Kryzys w kraju odbija się na dziewczynach, to ich oczami widzimy to, co dzieje się w innych rejonach. Polityczne przepychanki, walki, w których szala zwycięstwa przesuwa się raz na jedną, a raz na drugą stronę, a do tego wszystkiego codzienność skłóconej wewnętrznie szkoły.

Scholastique Mukasonga pokazuje nam każdą stronę konfliktu, ale stara się nikogo nie oceniać. To czytelnik ma za zadanie podejść do tekstu z refleksją i na chłodno zająć się analizą opisywanych wydarzeń. Mniej tutaj reportażu, a więcej obyczaju, ale tło historyczne jest prawdziwe. Rodzina pisarki także zginęła podczas ludobójstwa.

„Maria Panna Nilu” to książka o dojrzewaniu, nienawiści, przemianach i ignorancji. To także obraz kraju, jaki został zaorany przez własnych mieszkańców, którzy oddali się krwawym mordom.

Scholastique Mukasonga – “Maria Panna Nilu” – recenzja