ON:

Siedzisz samotnie na przystanku, pogryzasz marchewkę i wyglądasz jak kloszard. Kalkulujesz, życie i w tej właśnie chwili przebiega przed tobą blond dziewczyna w zaawansowanej ciąży. Za nią sunie pochmurny zakapior, który ma tylko jeden cel –  uśmiercić młodą matkę i jej nienarodzone dziecię. Nie zastanawiasz się długo (przecież mimo że kloszard to nadal książę na białym rumaku),  ruszasz z odsieczą ratowania matki i płodu. Problemem tylko jest to, iż nie masz broni, a zakapior ma klamkę i nie zawaha się jej użyć. Pozostaje Ci tylko szybkość i marchewka, którą subtelnie wbijasz mu w gardło. I powiedzmy sobie szczerze, to dopiero początek. Bo Pan Smith, którym jesteś, nie jest zwykłym kloszardem, jest kloszardem z zasadami, który z bronią ma do czynienia od dziecka i jeśli trzeba zawsze jej użyje.

Dobra, jest tutaj scenariusz, ale tak samo papkowaty jak w „Crank”, więc nie ma się po co weń zagłębiać. Ogólnie wszystko się kręci wokoło dziecka, bandziora i senatora. Jeśli postawię koło siebie „Shoot ‘Em Up” i „Crank” to zobaczę dwa filmy z tej samej stajni. Głupkowate komedie akcji, przekoloryzowane i przesadzone, aż do absurdu. Tyle, że w filmie z Panem Smithem jest coś co mnie urzekło. Nie wiem czy to te marchewki, czy wredna mina Owena, czy też może coś innego. Tak czy inaczej jest to film, który w wolnej chwili można spokojnie zobaczyć i na pewno mimo jego głupkowatości całkiem dobrze się bawić.

ONA:

Ten film jest tak niemożliwie porąbany, że szok. Nie jest to co prawda taki sam schiz jak w ‘Fear and Loathing in Las Vegas’, ale blisko. Pierwsze sceny… Clive Owen siedzi na przystanku i obrabia marchewkę. Nagle biegnie młoda kobieta, w wyraźnie postępującej ciąży, a za nią pojawia się jakiś zakapior z gnatem. A nasz piękniś nie ma nawet broni. Broń za to ukrywa przyszła mamuśka. I potem już tylko leci z górki… Ale jak leci! Do tego wszystkiego świetna muzyka (taka idealnie pode mnie) i kapitalna akcja. Ale nie sposób przeoczyć, że jest to totalna parodia, podsycona groteską. No bo umówmy się…

W tym filmie było m.in.:

– ‘przecinanie’ pępowiny za pomocą strzału pistoletowego,

– le whore, specjalizująca się w karmieniu piersią (a w tej roli Monica Bellucci),

– opcja tworzenia farmy dzieci na części zamienne,

– strzelanina w powietrzu,

– po milion pińcet trupów w każdej minucie filmu,

– marchewka jako symbol przewodni, broń i generalnie przegrycha.

A na końcu jest oczywiście happy end.

Film dla fanów surrealistycznych miksów.

Mi się podobał bardzo.