Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

Outpost 37

ON:

„Outpost 37” jest idealnym przykładem na to, że słaby film można sprzedać ładnym trailerem i plakatem. Te dwie rzeczy zainteresowały mnie, fana SF, na tyle, że dałem się nabrać, a na dodatek wciągnąłem w to oszustwo Paulinę, za co chcę ją serdecznie przeprosić. Dziewczyna nie zrobiła przecież nic złego, a musiała męczyć się przez 90 minut. 

Dzieło wyreżyserowane przez Jabbara Raisaniego na podstawie scenariusza Blake’a Cliftona i Jabbara Raisaniego, to niskobudżetowa produkcja, która jakimś cudem znalazła się wśród filmów polecanych na Apple Trailers. Nie spodziewałem się, że jest to w ogóle możliwe. W filmie mamy szczątkową fabułę. Ziemię zaatakowali kosmici, ale po długich walkach wzięli nogi za pas, ale na planecie pozostało dużo niedobitków. Ludzie stworzyli więc posterunki wojskowe, rozsiane po całym świecie, które miały na celu wyeliminowanie pozostałych sił wroga. Cały film nagrany jest w formie paradokumentalniej, co może sprawdzało się wiele lat temu i szokowało w przypadku „Blair Witch Project”, a teraz jest standardem i nie szokuje zupełnie.

Wraz z ekipą Posterunku 37 obserwujemy i bierzemy udział w codziennych obowiązkach. Patrole, zajścia z lokalną ludnością, problemy z zaopatrzeniem. Pewnego dnia dochodzi jednak do spotkania z pozostałymi na tym terenie najeźdźcami. Okazuje się, że planują oni coś więcej, niż by się wydawało. Dochodzi do starć pomiędzy ludźmi i kosmitami. Straty są po obu stronach. Podczas zwiadu ekipa posterunku znajduje ukrytą pomiędzy górami jaskinię, z ukrytym w niej aktywnym przekaźnikiem. To właśnie tego miejsca zacięcie pilnują przybysze.

W całej produkcji nie byłoby nic złego, gdyby nie wykonanie, które pozostawia bardzo wiele do życzenia. Wszystko jest sztuczne i zupełnie nijakie. Ten film nie potrafi zaskoczyć, ani zaszokować. Bardzo daleko nawet do średniego, ale nadal niezłego „Battle: Los Angeles”. Tam cały czas się coś działo i pomimo wielu braków, dzieło to oglądało się bardzo dobrze.

Nie zdziwię się, że produkcja ta bardzo szybko spadnie z onlajnowej dystrybucji i wyląduje na DVD w cenie kilku złotych. Ale nawet wtedy zastanówcie się, czy nie lepiej kupić za tę kasę puszkę jedzenia dla zwierzaków ze schroniska lub oddać je potrzebującym. Więcej będzie z tego pożytku.

ONA:

Filmów z kosmitami, którzy postanowili podbić tę naszą śmieszną Ziemię, było już mnóstwo. I o ile są to dzieła spektakularne, z wybuchami i efektami – to można oglądać. Najgorzej, gdy ktoś sili się na zrobienie produkcji, które mają „poruszać”, a jednocześnie są bardzo płytkie i banalne. Dzieło, które dziś opisujemy, miało należeć do grupy, którą szalenie cenię. Do filmów, które wyglądają bardzo niepozornie, które powstały mimo niewielkiego budżetu i popularnych nazwisk. Niestety, film na który trafiliśmy, nie ma w sobie ani jednej pozytywnej cechy. To dzieło zawodzi na całej linii, a potencjał był. Tylko poszedł w tak zwane „pizdu”.

Na Ziemi pojawili się Ciężcy, kosmici, którzy postanowili zaatakować naszą planetę. Na szczęście udało się odeprzeć atak, przy pomocy różnych form obronnych, ale jeszcze kilka jednostek krąży po różnych miejscach, ciągle zagrażając ludziom. Historia, którą przedstawiono w tym filmie, dotyczy wojny i tego co się po niej zaczęło dziać. Mamy normalne wojsko, stacjonujące na Bliskim Wschodzie, tylko tym razem nie strzelają oni do terrorystów, a do obcych, niemających wcale pokojowych zamiarów.

„Outpost 37” to dzieło, które bardzo chciałoby być „blomkampowe”, ale zupełnie mu to nie wychodzi. Reżyser, którego nie rozumiem za bardzo i który do mnie niezbyt trafia, w tym konkretnym wypadku byłby jedyną szansą na odratowanie tego pseudo dokumentu – przegadanego i cholernie niedopracowany. Przede wszystkim strasznie nudzi! I obawiam się, że dzięki tej produkcji, nie będę mogła już powiedzieć ani jednego złego słowa na Blomkapma, bo on wybrał bardzo podobną stylistykę filmową, tylko jego dzieła są po prostu wszechstronne i perfekcyjne. Tu – tu nie ma niczego. Z nieukrywaną satysfakcją piszę te słowa, bo to Dave mnie zmusił – tak, zmusił, do obejrzenia tego filmu, wmawiając mi, że mogłabym sięgać trochę dalej, niż mój nos i puszeczka z gustem. No cóż, to ja chyba jednak wolę „Dzień niepodległości”. A jego chyba pozwę, bo uszczerbek na zdrowiu jest nieodwracalny.

Jeśli mimo wszystko chcecie zmarnować czas, na tego żena, to poniżej znajdziecie listę 5 czynności, które są o wiele lepsze i przydatniejsze:

  1. posegreguj skarpety,
  2. obejrzyj „Celebrity Splash” albo „Kto poślubi mojego syna”,
  3. wstaw wodę na herbatę. Wylej ją i wstaw raz jeszcze,
  4. pomaluj paznokcie. Tak, jak jesteś facetem to też możesz, przynajmniej uświadomisz sobie, że to bardzo pracochłonne i wymagające ogromnego skupienia,
  5. zdrzemnij się.