ONA:
Najgorzej jest wtedy, gdy spodziewasz się czegoś mega, a dostajesz coś dużo poniżej oczekiwań. Wahlberg i Ferrell mają to wspólne „flow”. Są kompletnie inni nie tylko, jeśli chodzi o wygląd i grę, ale też o postaci, w które na ogół się wcielają. Ale czuć między nimi to „coś”, co sprawia, że no cóż – dobrze im razem. W filmie „Tata kontra tata” jest bardzo podobnie. Nie mam zamiaru tego podważać. Ale fabuła tej produkcji mnie zawiodła. Dostałam bowiem grzeczną komedię z kilkoma fajnymi scenami. Niestety, kino parentingowe.
Brad Whitaker (Will Ferrel) to dobry człowiek. Związał się z Sarą, która ma dwójkę dzieci z poprzedniego związku. Facet dwoi się i troi, by wrzodki go zaakceptowały. Toleruje wszystko. Jest cierpliwy. Marzy o tym, by któregoś dnia stać się dla nich kimś więcej, niż facetem mamy. Wytrzymuje wszystko. I powoli się mu to udaje. Dzieciaki zaczynają zauważać, że Brad to po prostu dobry, wrażliwy facet.
I oczywiście, żeby nieco pogmatwać fabułę, nagle na horyzoncie pojawia się Dusty Mayron (Mark Wahlberg) – prawdziwy bad daddy. Cholera wie co robi i gdzie przebywa. Jego małżeństwo z Sarą rozpadło się, bo to koleś, który nie lubi trzymać się szablonu. Brad liczył, że jego relację z nim będą w miarę poprawne, ale cóż – to nie będzie takie proste. Szczególnie, że panowie nawzajem się testują. Niby wszystko „dla dobra dzieci”, ale tak naprawdę chodzi tylko o to, by pokazać kto tu jest samcem alfa.
Dusty przyprowadza do domu psa, o którym marzą dzieci (swoją drogą – pies ma piękne imię – Tumour). Brad wyprawia święta w połowie roku. Każdy przegina, ale wreszcie nadchodzi ten moment, w którym ta „przeginka” zahacza o maks.
To nie jest zły film, ale ja po prostu nastawiałam się na wiekszy hardkor. Można się śmiać, ale to jest komedia rodzinna (no, do takich ciut starszych dzieci), która owszem, podejmuje jakiś tam problem społeczny, ale na Teutatesa – od tego są obyczaje i dramaty!
Obejrzałam. Wątpię, że kiedyś wrócę do tego tytułu. Dzieciaki są za bardzo drażniące, a i główni męscy bohaterowie zaczynają po czasie nudzić.
ON:
Farrell i Wahlberg tworzyli genialny duet w „Policji zastępczej”, w tamtej komedii po prostu miażdżyli. Mam za sobą kilka seansów i na każdym bawię się tak samo dobrze. Gdy zobaczyłem, że znów razem zagrają w filmie i będzie to komedia – byłem zachwycony. Niestety, moje oczekiwania były dużo wyższe, a to, co otrzymałem, jest przeciętną komedią parentingową, która ma kilka dobrych scen i śmiesznych gagów. Szkoda.
Głównym problemem „Tata kontra tata” jest niesamowite złagodzenie tego filmu. To trochę tak, jakby twórcy stwierdzili, że dzieło opowiadające o problemach rodzinnych nie mogło być chamskie i dosadne. W całej historii pojawiają się mocne skecze, ale jest ich mało i są bardzo ugrzecznione. Nie ukrywam, że kilka razy zdarzyło mi się brechtnąć, gdyż niektóre momenty są jazdą bez trzymanki. Szkoda tylko, że jest ich tak bardzo mało.
Jeśli macie ochotę na komedię opowiadającą o rodzicielstwie i wychowywaniu dzieciaków, to możecie poświęcić 96 minut życia na to dzieło. Nie jest tragicznie, ale dupy też nie urywa. Oczekiwałem czegoś więcej.
