Thank you for your service - recenzja1

„Thank you for your service” to kolejny film o traumach wojny, widziany z perspektywy żołnierzy, którzy po misji wracają do domu. Każdy z bohaterów pojechał do Iraku ze „swojego” własnego powodu. Bo patriotyzm, bo brak kasy, brak pracy, perspektyw, hajsu. Bo przecież to taka jakby gra, prawda? Coś tam strzelają, bardziej nic nie robią. Ciepło jest…

Jadą.

I wracają.

Thank you for your service – recenzja

O ile są wśród tych szczęściarzy, którzy nie wrócili w drewnianym pudełku, bo przecież w życiu nie ma „apteczek”, sejwów, kolejnych żyć. Masz jedno. Gdy żołnierz amerykański go traci, żona dostaje złożoną w trójkąt flagę. Salwa honorowa na pogrzebie, niekończący się sznur białych tablic nagrobnych na Cmentarzu Narodowym w Arlington dostaje kolejną „pozycję”. Wieczny odpoczynek obok krajowych bohaterów…

Bohaterowie filmu wrócili do cywilnego życia. Jeden nie wie co lubi, a czego nie znosi jego córka. Inny nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości po wojnie. Nie znajdują spokoju. Państwo niby im ma pomóc wrócić do normalności, stanąć na nogi i stać na tych nogach twardo, ale finalnie wygląda to nędznie. Ludzie, którzy przed misją byli bliscy, po powrocie stają się obcy. Dni się dłużą. Bezsensowność wraca. Każdy dzień to walka z samym sobą, z systemem, z głową, z emocjami. Archetyp weterana, który powraca z wojny, umarł już dawno temu.

Film jest mocno dramatyczny, trochę snuje się, by potem sprowadzić nas na ziemię np. strzałem z pistoletu. Możemy trochę zajrzeć w serca i dusze bohaterów, poznać trochę machinę biurokracji, która niestety tylko udaje, że służy. Tu nic nikomu nie służy.

Teraz jest „moda” na tego typu filmy. Zatrudnia się „aktora pokolenia”, by pokazał, że to coś, co dotyczy wielu. Tak się łatwiej identyfikować, co nie?

Tu główną rolę gra Miles Teller – pewnie niedługo laureat Oscara, bo jest świetny i z „młodzieżowych” ról wszedł bardzo subtelnie w coś dużo bardziej poważnego. Fajnie, że idzie w tym kierunku. Dobrze się na niego patrzy. Sam film jest bardzo ciekawy, taki dający do myślenia, ale znowu – na raz. Tego typu dzieła niestety na ogół są cholernie jednorazowe, bo przy kolejnych seansach mogą budzić… wątpliwość.

Dla tych wszystkich, którzy twierdzą, że to wszystko, to tylko gra. Można się zdziwić.

Tagi: Thank you for your service – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów