ONA:

Moim zdaniem dobrze jest od czasu do czasu obejrzeć sobie jakąś amerykańską produkcję dla nastolatków. Dla ukojenia myśli. Dlaczego? Bowiem dzięki temu można sobie przypomnieć, że te kilkanaście lat temu potrafiliśmy z każdej bzdury robić problem. No i tak wylądowaliśmy na „DUFF” – klasycznej, durnej komedii dla gimnazjalistów.

Bianca to nastolatka, która jest  i inteligentna, i lubiana. Ma dwie przyjaciółki i cięty język. Niestety, ma też dwa spore problemy. Buja się w kolesiu, który jest tak uroczy, że ona nie jest w stanie przy nim wydusić z siebie więcej niż 3 słów, no i jest DUFFem. Kim jest DUFF? „Designated Ugly Fat Friend”, czyli ta brzydsza i grubsza koleżanka, która wyjątkowo dobrze kontrastuje z „materiałem docelowym”, czyli z tą ładniejszą i szczuplejszą. Kiedy Bianca się o tym dowiaduje, jest wściekła. Zrywa przyjaźń, chociaż trochę bezpodstawnie i mocniej przygląda się temu zjawisku. Wreszcie postanawia, że musi zerwać z tą łatką. Musi przestać być DUFFem w swoim naciągniętym swetrze, z wiecznie skwaszoną miną. Oczywiście poza zerwaniem z etykietką, chodzi też o chłopaka. I o jedną sukę, której trzeba utrzeć nos.

Nie spodziewałam się cudów. Wiedziałam, że będzie to durne, naiwne, szablonowe – i tak też było. Pośmiać się można co najwyżej trochę. Ale – absolutnie nie mogę żałować, że obejrzałam ten film. Najważniejsze jest odpowiednie nastawienie: gdy nie spodziewasz się cudu, nie czujesz się zawiedziony. Poza tym komedie mają to do siebie, że świetnie wypełniają myśli i nawet te najgorsze rzeczy jakimś szczęśliwym trafem na te kilkadziesiąt minut opuszczają głowę. Dodatkowo ten film porusza całkiem niezłą kwestię „społeczną” wśród dzieciaków. Okazuje się, że lepiej być „tą ładniejszą” niż „tą mądrzejszą” i że nikt tak nie podejdzie nerda, jak inny nerd. Szczególnie, gdy ten drugi jest nauczycielem.

Czy warto obejrzeć? Jeśli szukacie w filmach czegoś więcej – to nie. Jeśli zaś macie ochotę na słodko-pierdzącą komedię, która Was ani nie zaskoczy, ani nie zawiedzie – to owszem. Ten twór jest zjadliwy. I dużo mówi o ciekawym zjawisku, jakim jest uzależnienie od mediów społecznościowych.

ON:

Gdy poszukamy w słowniku slangu zwrotu “DUFF” otrzymamy takie oto rozwinięcie tego skrótu: „Designated Ugly Fat Friend”. Kim w takim razie jest DUFF? To osoba, która sama jest średnio lub mało atrakcyjna, ale kumpluje się z ładniejszymi i bardziej atrakcyjnymi od siebie osobnikami. DUFF czasem nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że nim jest. Dopiero gdy przejrzy na oczy dochodzi do tego, że jego życie może być mniej przyjemne i atrakcyjne, niż mu lub jej się wydawało.

Tak właśnie jest z Biancą Piper, które na co dzień trzyma się z dwiema „supergorącymi” laskami z jej szkoły. Poroblem jest tylko taki, że ona odstaje. Nie jest taka bardzo „hot”, ani tak bardzo „cool” jak jej kumpele. Niestety, pewnego dnia atrakcyjny „Wes” wbija jej do głowy, jak wygląda świat amerykańskiej szkoły średniej. Tu każdy ma swoje miejsce, a hierarchia jest z góry ustalona. Gdy Bianka zdaje sobie sprawę z tego, postanawia zerwać znajomość z koleżankami i oddaje się słodkiemu samounicestwieniu się. Na szczęście znów pojawia się Wesley i postanawia jej pomóc. Bianka kocha się w pewnym grajku ze szkoły, ale ni cholery nie potrafi się do niego odezwać. W zamian za pomoc w złapaniu chłopaka i zmianie imidżu, Wes chce, aby dziewczę pomogło mu w nauce, bowiem jego stopnie zaczynają lecieć na łeb, na szyje. I w taki oto sposób nerdówa ze skłonnościami do spędzania wieczorów przed horrorami klasy „B”, uczy się z najlepszym w szkole ciachem. A uczą się nie tylko tego, jak wyglądają wiązania chemiczne, ale także innych rzeczy, które związane są bardziej z przyziemnymi spawami. Wes jest bowiem specem w sprawach damsko-męskich. Dzięki niemu Bianca dowie się, że ma cycki.  Szkoda tylko, że w całej tej opowieści brak pewnego „jaja”. Niby nie jest ona zła, ale przynudza.

„The DUFF” miało być komedią dla młodzieży, opowieścią z morałem. Takie też kino dostajemy tyle, że to wszystko jest takie oklepane i nijakie, że nawet nie chce się nam zagłębiać w sens tej historyjki. To film, którego nie trzeba oglądać.