The Guest

ONA:

Nie ufaj nieznajomym. Nie daj się im zwieść. Nie wprowadzaj ich do swojego życia prywatnego. Nie otwieraj się, nie mów co czujesz. Ludzie są z natury źli. Chcą Cię skrzywdzić, chcę Cię upokorzyć. Chcą, by było Ci źle. Wszyscy. Najlepiej zamknij się w czterech ścianach. Ty i Twoje myśli przepełnione wizją jak bardzo świat chce Cię zniszczyć. STOP! Przecież tak się nie da żyć. I tak, tracimy rozwagę, tracimy rozum i zapominamy o własnych murach, które przecież tak ochoczo i pieczołowicie stawiamy kiedy tylko pojawia się ktoś, kto trafia w ten jeden czuły punkt… I wszystko wtedy runie w mig…

I tak dokładnie runęło, gdy w domu Petersonów pojawił się nagle David. Petersonowie: Laura i Spencer i ich dwoje dzieci – prawie pełnoletnia Anna i młody Luke. Był jeszcze jeden syn, ale niestety, zginął na wojnie. Rodzina powoli wygrzebuje się z żałoby, coraz mniej opłakują ukochanego syna i brata. Ale kiedy pojawia się David, wszystko wraca. David stacjonował razem z Petersonem. Przyjaźnili się. Właściwie umierał na jego rękach. Konający przyjaciel poprosił go o to, by zaopiekował się jego rodziną, by po skończonej turze przyjechał do jego domu i każdemu z osobna powiedział, jak bardzo ich kochał. No i tak też David zrobił. Bardzo sobie tym zaskarbił sympatię Petersonów. Z miejsca zaczęli traktować go jak kogoś bliskiego. A David idealnie wbił się w ich potrzeby. Młodemu pokazał jak walczyć o siebie, mamuśce pomagał, tatuśkowi pomagał. Córka Petersonów też dość długo wpatrywała się w niego jak gekon w muchę, ale to ona jako pierwsza zaczęła łączyć fakty… No cóż, David wcale nie jest takim dobrym człowiekiem, jak sobie można pomyśleć…

I wtedy zaczęła się rozpierducha!

Och, jak ja lubię takie kino! Ono nie jest wybitne, ba – jest tandetne i oklepane. Ale co z tego! Ogląda się tego gniotka wyjątkowo dobrze. Takich motywów było już na pęczki, w różnych wariacjach, z różnymi pomysłami, ale istota jest zawsze taka sama. Ktoś, komu ufasz, wchodzi z buciorami do Twojego życia, a wychodzi z niego jak z kibla.

W całym tym „oklepanym” anturażu, ten film naprawdę dobrze się ogląda, ale niestety, ostatnie minuty, kiedy właśnie powinna być największa i najlepsza akcja, smędzą się i snują trochę chaotycznie, trochę bez sensu. David, którego gra Dan Stevens, to postać fascynująca. Przez większość seansu nie potrafiłam zdefiniować, czy bardziej mnie kręci, czy przeraża.

Nawet, jeśli fabuła wydaje się Wam oklepana – nie skreślajcie tego dzieła. To całkiem fajnie zrealizowana produkcja klasy B, z ładnymi zdjęciami, z fajnymi zwrotami akcji, a to, że po raz kolejny ktoś się na kimś zawodzi… Hej, przecież na tym to polega!

Polecam!

ON:

„Gość” jest dość przewidywalnym filmem, który czerpie z wielu klasycznych schematów, pojawiających się w kinematografii, szczególnie tej rozrywkowej. Nie jest to jednak kino mające predyspozycje do stania się jakąś klasyczną opowieścią – to raczej wypełniacz czasu, jakich wiele w kinie i telewizji.

Nie można jednak odbierać temu działu swoistego klimatu, który udało się uzyskać dzięki Danowi Stevensowi, mężczyźnie o twarzy grzecznego, układnego chłopka. To on tak naprawdę gra główne skrzypce w tej sensacyjnej, zahaczającej o thriller opowieści. Z jednej strony to taki słodziak, na widok którego laskom spadają majtki, a kolesie chcą być tacy, jak on, ale gdy już wyjdzie jego prawdziwa osobowość – okazuje się, że to kawał psychopaty, któremu nie zależy na niczym. „Gość” miał szanse być naprawdę niezłym kinem, gdyby nie jego zakończenie, a dokładnej druga część widowiska. Całość zaczyna przepełniać amerykański absurd, który tutaj jest po prostu przesadzony. Wydaje się, że scenarzysta zabrnął trochę za daleko i nie wiedząc jak wybrnąć z sytuacji – postanowił wybrać taką właśnie drogę do celu. Wydaje mi się, że to trochę błędne rozwiązanie, gdyż „Gość” zamiast intrygować i trzymać w napięciu, robi zupełnie coś innego, a mianowicie nudzi i irytuje. Wszystko mogło wydarzyć się szybciej w trochę mniej przesadzony sposób.

Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia z kinem złym lub filmem klasy „C”. To, że na ekranie nie pojawiają się bardzo znane nazwiska nie jest złym posunięciem. Wydaje mi się nawet, że z obsady wyciągnięto wszytko, co można było dostać. David to psychopata, Anna zadufana w sobie nastolatka, Luke chłopaczek do bicia, a ich rodzice są typowymi amerykańskimi rodzicami, którzy mają swoje problemy.

„Gościa” można znaleźć na półkach z tanim DVD i to chyba jego miejsce.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad