Mamma mia 2 – recenzja

Mamma mia 2 - recenzja

Mamma mia 2 – recenzja

Film trwa od mniej więcej 30 minut. Siedzimy z mamą w kinie. Długo po premierze, a obiecałam sobie, że obejrzę „Mamma Mia 2” zaraz, jak tylko pojawi się na dużym ekranie.

No, nie wyszło.

Kino było pełne. W małych miejscowościach to naprawdę coś wielkiego, gdy seans w poniedziałek o 17:30 jest praktycznie wyprzedany. Większość osób to kobiety. Średnia wieku: tak na oko 15-60.

Chyba nigdy wcześniej nie byłam na filmie, na którym ludzie śmiali się tak bardzo, na którym na głos śpiewano albo chociaż nucono.

I ja doskonale wiem, że to głupi musical. Że fabuła jest skopana, a Brosnan to nawet śpiewać nie za bardzo potrafi. Pewnie na youtube z miejsca pojawią się filmiki obśmiewające, wytykające błędy i durnostki.

Trudno.

Ja obie części przyjmuję bezkrytycznie. Bo one dają mi tak piękne emocje, że niczego więcej nie chcę, nie oczekuję.

Jest świetna muzyka, bardzo mądre słowa piosenek, są piękni ludzie niezależnie od wieku, są dobrzy ludzie, jest słońce i takie poczucie wiecznych wakacji. Jest podnoszenie się z najgorszych sytuacji.

To film o miłości. O każdym rodzaju miłości. O miłości nagłej, dzikiej, takiej bez myślenia. O miłości ponad wszystko. O miłości straconej. O miłości odzyskanej. O miłości do dziecka, do rodzica. \o miłości, która nie skończy się nigdy.

A puściło wszystko, gdy moja mama powiedziała, że chciałaby, by babcia siedziała obok nas na tym filmie, bo ona też lubiła ABBĘ. Ale przecież była, trochę. Prawda? We mnie i w niej.

Historię Donny znamy. Zabalowało dziewczę mocno i po kilku nocach, pełnych miłości, nigdy nie była w stanie określić na 100%, który z jej ukochanych: Harry, Bill czy Sam był ojcem jej córki, Sophie. Finalnie wszyscy panowie uznali, że wolą mieć 33,3% córki, niż nic. I tak stworzyli wielką rodzinę.

Minął jakiś czas. Sophie postanowiła spełnić marzenie swojej mamy i w tym rajskim otoczeniu, w którym dorastała, otworzyć piękny hotel. My w drugiej części oglądamy z jednej strony to, co działo się w młodości Donny, by potem wracać do aktualnych czasów, kiedy dzielna Sophie, w towarzystwie ukochanego, świrniętych ciotek, trzech ojców i… no, nieważne, układa wszystko w całość. By mama była z niej dumna. By było tak, jak chciała.

Trudno było pokonać charyzmę Meryl Streep, ale podobnie, jak Alden Ehrenreich, nad którym „wisiał” Harrison Ford – i ona doniosła. Jest śliczna, urocza, świetnie śpiewa, świetnie się rusza… Brosnan, Frith i Skarsgard są rewelacyjni zawsze, podobnie jak Walters i Baranski. Smaczki dodaje Andy Garcia. Seyfried i Cooper nie przeszkadzają. Ale oczywiście i tak wszystko zgarnia Cher. To JEJ film.

Bawiłam się wybornie. Szczerze powiedziawszy, też widzę, że fabuła jest gorsza i niestety, trochę melodramatyczna, co skończyło się gigantycznym szlochem, ale to film, któremu wybacza się wszystko.

Tagi: Mamma mia 2 – recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów

Autor: Marudy

Podziel się postem
468 ad