Andrzej W. Sawicki - „Smocze koncerze” - recenzja

ON:

„Smocze koncerze” to najnowsza książka, wydana przez Rebis w serii „Horyzonty zdarzeń”. To pozycja praktycznie idealna, którą pokocha każdy fan historycznej sci-fi. Mamy tutaj bowiem zderzenie zaawansowanej cywilizacji z kosmosu, z prymitywną wręcz cywilizacją człowieka. Wszystko w klimatach, których nie powstydziłaby się hollywoodzka pozycja filmowa. Andrzej W. Sawicki – „Smocze koncerze” – recenzja

Do XVII wiecznego Stambułu przybywa polska delegacja. Mają oni zamiar ubłagać sułtana o złagodzenie narzuconych wcześniej warunków pokoju. Niestety, nie wszystko przebiega tak, jak przebiegać powinno. Stosunki polsko-tureckie są napięte. Dyplomaci dwoją się i troją, aby wszystko przebiegło po ich myśli. Wisienką na torcie jest niesamowity pojazd, który pojawia się na niebie ponad turecką stolicą. W Stambule zaczynają się dziać rzecz dziwaczne i przerażające. Przerażające bestie, dziwne zachowanie ludzi, wzajemna nieufność, to tylko część problemów. Zacofana cywilizacja ziemska nie zdaje sobie sprawy z tego, że właśnie jest w samym środku inwazji obcej rasy, a jedynym wyjściem z opresji będzie wzajemna współpraca.

Andrzej W. Sawicki stworzył niesamowitą hybrydę. Początek powieści wydaje się typową, opartą na prawdziwych postaciach i faktach. Dość szybko przeradza się jednak w thriller sci-fi, w którym obca rasa chce zrobić z nas mielonkę. Kolejne strony połyka się z niesie z niesamowitą prędkością, a siłą napędową książki są postacie. Sawicki postawił na różnorodność charakterów, na bohaterów niesamowicie honorowych, ale także na zadufanych w sobie szlachciców. Pojawia się tu chyba jedna z ciekawszych postaci kobiecych, jaka znalazła się w literaturze sci-fi ostatnich czasów al-kahima – Dorota Falak. Nie brak tu też ducha prozy sienkiewiczowskiej. Polscy panowie szlachta są tacy „nasi”. Wypiją, zaklną, dziewkę pomacają, a jak trza to biorą szablę w dłoń i za honor, i ideały machają nią na lewo i prawo. Nie można też zapomnieć o Wielojaźni, jaką tworzą obce byty, bo to ona jest tak naprawdę głównym wrogiem broniących życia i cywilizacji Ziemian. Pochłania ona całe cywilizacje, kultury, gatunki. Nie można odmówić jej barwy. Atakująca Stambuł „armia” to zbieranina różnorakich kosmicznych tworów, które miały tego pecha, że zostały wciągnięte „na służbę” Wielojaźni. Sawicki nie patyczkuje się z czytelnikiem. Jego język jest barwny i dość obrazowo pokazuje, jak Obcy rozprawiają się z ludźmi, a trzeba przyznać, że mają oni fantazję.

„Smocze koncerze” mają też minusy. Przede wszystkim wydaje mi się, że książka mogła być dłuższa. Niby pozamykane są wszystkie wątki, ale czujemy niedosyt. Brakuje mi tu jeszcze 150 stron, bowiem czasami wydaje mi się, że akcja specjalnie goniła do przodu tylko po to, by jak najszybciej zakończyć dane wątek. To chyba jeden mankament, bo poza nim uważam „Smocze koncerze” za kawał fantastycznej literatury, która idealnie nada się na wakacyjny wypoczynek.

[buybox-widget category=”book” name=”smocze koncerze” info=”andrzej w. sawicki”]

Andrzej W. Sawicki – „Smocze koncerze” – recenzja