ON:

O zamkniętych społecznościach i wybuchających w nich kryzysach było już wiele książek i filmów. „Więzień labiryntu” nie jest niczym innym, jak opisem dystopii, której problemy mają drugie dno.

Pomimo starań twórców i aktorów całość nie zachwyca, jest nudna i miałka, a samo zakończenie wydaje się być włożonym na siłę. Problemem może też być, to, że widać, iż film ten skierowany jest raczej do młodzieży, niż do dorosłego odbiorcy. Widać to i po postaciach, które występują w opowieści, jak i po problemach, które muszą zostać rozwiązane.

Głównym bohaterem jest Thomas, który budzi się w dziwnej windzie, niosącej go do góry. Gdzie jest, co się działo wcześniej – tego chłopak nie pamięta. U kresu podróży czekają na niego inni chłopcy, starsi i młodsi od niego. Zagubienie, które mu towarzyszy, nie jest najlepszym doradcą w podejmowaniu kolejnych decyzji. Próba ucieczki zostaje udaremniona, a on sam osadzony w prowizorycznym więzieniu. Z klatki wypuszcza go Alby, dowodzący całym tym zgromadzeniem. Tłumaczy on gdzie się znalazł i co tak naprawdę się dzieje.

Grupa chłopaków mieszka na wielkiej polanie z kawałkiem lasu, zdatną do picia wodą itd. Tak samo jak Thomas, nie mają pojęcia, dlaczego tutaj są. Wiedzą tylko, że raz w miesiącu spod ziemi wyjeżdża winda, a w niej, poza zapasami, znajduje się kolejny „nowy”. Problem jest taki, że polana otoczona jest ogromnym labiryntem, którego przebycie wydaje się niemożliwe, a w nocy wśród jego ścian pojawiają się pająkopodobni strażnicy. Spotkanie z nimi przynosi jedynie śmierć. Grupa od zawsze szukała wyjścia, ale próby kończyły się fiaskiem. Aby unikać niepotrzebnych zgonów, postanowiono wprowadzić szereg reguł.

Pojawienie się „nowego” wprowadza chaos. Przez jego niesubordynację na grupę zaczynają padać coraz to nowe nieszczęścia, a z drugiej strony zerwanie ze schematami i standardowymi zachowaniami powoduje, iż labirynt przestaje być tak wielką niewiadomą, jak dotychczas. Każdy kolejny dzień zbliża chłopców do rozwiązania zagadki, aż pewnego dnia z dołu, poza żywnością, zostaje także wysłana dziewczyna.

Film trwa prawie dwie godziny, ale to o jakieś 40 minut za długo. Na siłę próbuje się stworzyć atmosferę zaszczucia, a jednoczenie resztek człowieczeństwa. Wiadomo, że pewne zachowania wychodzą na pierwszy plan, szczególnie w obliczu zagrożenia, ale tutaj całe prowadzenie tej opowieści jest nieudolne. Szkoda, bo mógł być to naprawdę niezły film, może nawet nowy „CUBE”.

ONA:

Może gdybym miała 16 lat, to ten film spodobały mi się dużo bardziej, niż te 12 lat później. Wtedy pewnie więcej uwagi skupiłabym na bandzie młodych chłopców, którzy znaleźli się w tajemniczym labiryncie i którzy zaczęli walczyć z losem, pocąc się przy tym i napinając. Co jeden to bardziej uroczy, bardziej charakterny i ta odwieczna walka pomiędzy kilkoma kogucikami ze syndromem nadambicji… Niestety, nie mam 16 lat, a 28 lat, a filmy z nastolatkami i dla nastolatków wywołują u mnie taką samą falę irytacji, co komedie romantyczne…

Thomas pewnego dnia budzi się w dziwnym miejscu. Ludzie, którzy go otaczają, są zupełnie mu nieznani. Otoczenie również. Nie pamięta on co się stało, gdzie jest, dlaczego. Nie pamięta nawet swojego imienia. Ale ponoć sobie je przypomni – tak przynajmniej twierdzą jego nowi znajomi, którzy zaczynają wprowadzać go w tę tajemniczą historię. Od kilku lat chłopcy są zamknięci w labiryncie. Co miesiąc jest nowa „dostawa” w postaci kolejnego chłopaka. Moglibyście pomyśleć teraz czemu oni nie próbują uciec? Ależ próbują. Mają nawet specjalny „oddział”, który penetruje tajemniczy monument, ale nic nie jest takie proste. Budowla zmienia swoje ustawienia, to raz. Dwa – wewnątrz niej znajdują się Strażnicy, takie średnio sympatyczne potworki, które zabijają ekspresowo i boleśnie. Nie ma szans na przeżycie w labiryncie. Ci, którzy próbowali, kończą jako napis na murze. Nigdy nie wrócili… Oczywiście chłopcy ciągle zadawali sobie pytania zaczynające się od „Dlaczego?”, ale nikt im na nie nie odpowiadał. Thomas, kiedy znalazł się w labiryncie, nie potrafił zrozumieć niczego. Ale ciągle coś go pchało pomiędzy wielkie ściany budowli… Postanowił, że ją opuści. Za wszelką cenę. I wtedy pojawia się kolejna „dostawa”. Tym razem, po raz pierwszy – jest to kobieta. Z kartką, że więcej „przesyłek” nie będzie…

Pomijając to, że gdy pojawił się kontener z kobietą, oboje zaczęliśmy rechotać jak jakieś straszne perwy, to film oglądaliśmy z dość przytępionymi minami. Założenie było całkiem fajne, bardzo intrygujące i grające na emocjach oraz instynktach, wprowadzające zawoalowaną tajemnicę rodem z „L.O.S.T”, a wyszła nudna, mdła mamałyga. Ten film jest rozpaczliwie beznadziejny. Wszelkie „podniecenie” związane z tajemnicą idzie jak krew w piach, bo twórcy za cholerę nie potrafią zrobić atmosfery. Do tego cała fabuła jest totalnie przewidywalna. Film ciągnie się niewyobrażalnie, by na końcu nadziać nas na coś, co rozszyfrowaliśmy mniej więcej w połowie. Taki z niego gniot.