TO – recenzja

TO - recenzja1

„To” Kinga jest książką, która swoją objętością przerazi nie jedną osobę. Ta opowieść należy do jednak z najlepszych, jakie wyszły spod ręki tego autora. Gdy zapowiedziano, że pojawi się nowe wersja „To” zacierałem ręce, tym bardziej, że trailer wyglądał bardzo smakowicie. Okazało się, że moje filmowe pragnienia zostały zaspokojone.

TO – recenzja

Jak zawsze w Maine

Derry, niewielkie miasteczko w stanie Maine cierpi na pewną chorobę co jakiś czas ginie tam dziecko, czasami też ktoś starszy, ale mieszkańcy przyzwyczaili się do tego wzoru. Wiadomo, że jeśli ktoś zaginął, to już raczej się nie pojawi w domowym zaciszu. W Derry poza tym nie dzieje się nic, w kinie lecą współczesne hiciory, a dzieciaki popierdzielają na BMX-ach, bowiem mamy 1989 rok. Idealny klimat, który wielu starszym widzom przypomina szczenięce lata.

To właśnie tutaj czai się zło, którego pokonanie może wydawać się czynem niemożliwym. Wszystko zaczyna się w momencie, kiedy kilkuletni chłopiec wybiega w deszczowy dzień z domu. Jego brat Bill leży chory w domu, więc on sam musi się pobawić. Niestety, tego dnia będzie on kolejną ofiarą upiornego Pennywise’a. Dzieciak znika. Mija trochę czasu, w rodzinnym domu zaginionego nadal panuje przekonanie, że to już koniec, ale Bill Denbrough nie poddaje się tak łatwo. Przekonuje kumpli, że trzeba szukać zguby i tak zaczyna się demoniczna przygoda.

Stawiamy na bohaterów

Co sprawia, że „IT”, jest filmem wyjątkowym? Przede wszystkim genialnie nakreślone postacie chłopców, każdy jest inny, każdy ma swoje wady i zalety. Cechują ich inne zachowania, odzywki, sty. To taka podwórkowa paczka, która stoi za sobą murem i skoczy za kumplami w ogień. No może przynajmniej do pewnego czasu. Gdy zaczyna się robić strasznie, to wtedy na próbę wystawione są wszystkie wspólne więzi. Dodatkowo twórcom udało się w genialny sposób pokazać USA końca lat 80-tych. Tu nie ma telefonów komórkowych, nie ma nowoczesnej techniki, a każdy z mieszkańców ma coś za uszami. Samo miasteczko Derry spowija tajemnica, która ma co najmniej 200 lat i związana jest z osobą klauna. Poza tym te dzieciaki są po prostu „nasze”. Klną, napierdzielają się z innych, są niesforne, ale wszystko to ma swój urok.

Zło to nasze demony

To, co przeraża, jest w naszej głowie. I z tego zabiegu skorzystano. Klaun jest oczywiście głównym „potworem”, ale każdy z nas ma własne demony w głowie, które działają na niego najbardziej. Podobnie jest właśnie tutaj. Dla jednego strach przybiera postać zabitego brata, dla innej osoby dziwną postać z obrazu. Idąc w tym kierunku stworzono coś, co sprawiło, że każdy z bohaterów ma swoje własne demony.

„To” jest adaptacją świetną, na pewno ma swoje braki i nie jest idealna, ale dla fanów Kinga, oraz serialów, w stylu „Stranger Things” jest to pozycja obowiązkowa. To taka filmowa kapsułka przepełniona nawiązaniami do popkultury, czerpiąca garściami z książki i pokazująca, że można stworzyć coś naprawdę innego.

Tagi: TO – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Autor: Dawid

Podziel się postem
468 ad