Druhny – recenzja

Druhny - recenzja 1

Już bardzo, bardzo dawno nie oglądałam filmu o podobnej tematyce, w podobnym gatunku. Jakoś… nie potrafiłam znaleźć czegoś, co mnie autentycznie rozbawiło. I tak leżę w łóżku, czekając na sen, który nie chce przyjść, więc przeglądam tego biednego Netflixa, w poszukiwaniu czegoś fajnego… I kiedy już nic nie ma, szukam rzeczy „wbrew sobie”. Trafiam na przykład na jakąś komedię, która w założeniu będzie słaba, a potem RŻĘ DO PODUSZKI, zanosząc się ze śmiechu, budząc psa, płacząc, kwicząc jak różowa świnka i cała odżywka, którą tak misternie nakładam na rzęsy, spływa wraz z kremikiem, bo ja po prostu umieram ze śmiechu.

Druhny – recenzja

Dokładnie tak było, gdy obejrzałam film „Bridesmaids”, czyli po prostu „Druhny”. Fajna obsada, hardkorowy humor, świetnie spędzone dwie godziny. Oczywiście, to nie jest film dla osób, który fekalny dowcip i kurwy rzucane na prawo i lewo mogą urazić, czy tam obrazić. Mnie to nie rusza, ba – mnie to bawi, więc film wszedł jak złoto!

Annie (Kristen Wiig) jest zabawna, urocza, z dość sarkastycznym podejściem do wszystkiego i wszystkich. A tak poza tym, to spora „niedojda” życiowa z niej. Ma słabą pracę, mieszka z dziwnymi ludźmi, a i w miłości nędza. Plus bliżej jej do menopauzy, niż do rozrodu… Więc gdy dowiaduje się, że jej najlepsza kumpela – Lilian (Maya Rudolph) dostaje pierścionek zaręczynowy i planuje ślub, to – nie ma się co oszukiwać – zaczęło ją to zżerać. Po drodze pojawia się Helen (Rose Byrne), która niedawno zaprzyjaźniła się z Lilian, więc panie zaczynają ze sobą rywalizować o względy wspólnej kumpeli. A babeczki potrafią być naprawdę wredne, gdy przychodzi co do czego i trzeba komuś utrzeć nosa.

Annie, jak można się spodziewać, powoli nie wytrzymuje „napięcia”. Coś pęka.

Właściwie… pęka wszystko.

„Druhny” to taka klasyczna komedia z nieco oklepanym schematem działań, bo jest jakieś załamanie, jakieś wydarzenie, psikusy, przekleństwa, żart fekalny i gruba baba, z której mamy polewkę. Pojawia się też zupełnie przeciętny facet, który okazuje się być świetny, a główna bohaterka zalicza rollercoastera życiowego, by finalnie wszystko skończyło się w lukrze i posypce. Ale właśnie tak miało być i przyznaję bez bicia – mnie tej konkretnej nocy – to rozbawiło do łez.

Kino totalnie niezobowiązujące, lekkie, przyjemne.

Tagi: Druhny – recenzja, filmy recenzja, marudzenie, blog popkulturowy, blog recenzencki, recenzje filmów

Autor: Paulina W

Podziel się postem
468 ad