ONA:
Jestem raczej osobą, która nie ma złych momentów. Żyję tak szybko, że nie mogę sobie na to pozwolić. Nie ma słabych dni. A mój perfekcjonizm doprowadzi mnie kiedyś do samobójstwa (cóż, gwiazdy rocka umierają młodo). Ale ostatnio zdarzył mi się taki dzień, kiedy wszystko obróciło się przeciwko mnie. Wystarczy go dobrze zacząć. Połączenie remontu i dzieci sąsiadów to dobry start. Potem traktor jadący całą szerokością drogi, gdy jechałam do pracy, a w pracy piekło. Po pracy próba ratowania nagrania na kamerze, która ma zepsutą głowicę i niszczy kasety. Wieczorem na basenie banda przygłupów, którzy psują mi całą frajdę z pływania swoim debilnym zachowaniem. A na koniec lakier do paznokci, który ma idealny kolor, ale smuży. Wszystko przeciw mnie…
Ale obejrzałam sobie film „Droga przez piekło” i stwierdziłam, że moje problemy są maleńkie i bezsensowne. Sean Penn gra tu pewnego łajdaka, który pędzi do Las Vegas, by spłacić dług mafii. Mafia ta jest już lekko na niego wkurzona i w ramach ponaglenia, odcina mu dwa palce. W drodze psuje mu się jego przepiękny Mustang, z 64‘ roku i trafia na totalne zadupie. Miasteczko nazywa się Superior i jest na końcu świata, czyli w Arizonie. Rozwalone auto i kradzież pieniędzy to tylko początek…
Początkowo przysypiałam, ale potem rozochociłam się w oglądaniu. Jak utrudnić sobie życie na maksa? Odwiedzić miasteczko Superior. A potem będzie z górki…
Całkiem fajny film. Sean Penn do zjedzenia.
ON:
To film o największym pechowcu świata, o tym, że za pieniądze niektórzy zrobią wszystko i o kobiecie, która owinęła sobie każdego wokół palca. To wszystko dzieje się w miasteczku Superior w Arizonie, w dziurze na końcu świata, gdzie warsztat samochodowy prowadzi wioskowy przygłup, grający w twistera w samych gaciach i płaszczu przeciwdeszczowym. To miejsce gdzie ślepy Indianin wozi na wózku swojego martwego psa (gdyż jest do niego bardzo przywiązany). To znowu miejsce, gdzie kelnerka w restauracji ma na imię Flo, a w jej włosach może zamieszkać stado srok. Jak pisała Paula: zepsuty samochód i stracone pieniądze to dopiero początek, kłopotów jakie spotykają Pena. Ten film konsumuje się scena po scenie, swoją drogą widać tutaj rękę Olivera Stone’a. Ale trzeba zauważyć, że to konsumowanie jest raczej gorzkie, film jest surowy tak, jak miasteczko Superior w Arizonie.
Przerażają mnie takie mieściny w Stanach, dziury, gdzie każdy wie o tobie wszystko, gdzie nie ma tajemnic, gdzie osoby z zewnątrz traktowane są jak kosmici, jak nadprzyrodzone zjawisko. To takie mieściny, z których ładna laska chce się wyrwać przy pierwszej nadarzającej się okazji.
„U Turn” nie jest może filmem wybitnym, ale jako sensacja przypominająca mi trochę „Red Rock West” jest całkiem zgrabny i zjadliwy.
