ONA:
„Straszydła” robione pod amerykańskich nastolatków, to mój konik. Do ulubieńców należy oczywiście seria „Final Destination”, ale też np. „Krzyk”. Nic na to nie poradzę, że lubię takie paszkwile. Trudno więc też się dziwić, że zalała mnie ogromna potrzeba obejrzenia kolejnego dzieła w tym „typie”. „Unfriended” (znany również jako „Cybernatural”) to dość intrygujące filmidło, które stworzono zupełnie inaczej… Nie spodziewajcie się fajerwerków, ale…
Młoda dziewczyna, Laura, popełnia samobójstwo. Jak do tego doszło? Ano na jakieś suto zakrapianej imprezie, laska zaszalała ciut za bardzo. Jej wątpliwej jakości znajomi nagrali mnóstwo filmików, które zaczęły się pojawiać w Sieci. Tu na kimś wisi, tu pije, tam z kolei ściąga chmurę z bonga. Są też faceci. A perełką jest materiał, w którym nieprzytomna pannica leży we własnych odchodach. Laura nie wytrzymała. Zabiła się. Ale życie toczy się dalej. Paczka znajomych urządza sobie któregoś wieczora pogawędkę na Skype. Nagle pojawia się dziwny „ktoś”. Przyjaciele go ignorują, a potem okazuje się, że te wiadomości wysyła Laura. Laura? Czy to możliwe? Oczywiście po chwili zaczynają się dziać rzeczy dziwne. Wkurwiony duch pragnie się zemścić. Każdy ma coś do ukrycia. Każdy. I wszyscy muszą ponieś karę.
Najbardziej zaskakującą rzeczą – dla mnie – był sam sposób realizacji filmu. On dzieje się na ekranie komputera. Mamy kilku bohaterów, mamy okno facebooka, youtube’a, skajpa. Mamy typową rozmowę nastolatków, ich „problemy”, ich język. Wygląda to wszystko szalenie realistycznie. Co prawda cała reszta obsysa wybitnie, bo przecież to taki gatunek i nie ma tu co liczyć na ogromne przeżycia, aktorzy są niemrawi, dialogi są irytujące, ale mnie uwiódł pomysł. Czułam dokładnie takie samo podekscytowanie, jak przy „Final Destination”.
Trudno mi jednoznacznie napisać, czy ten film jest zły, czy dobry. Jest inny i właśnie przez to cała jego marność jest nieistotna. Poza tym, widzę też tu drugie dno nt. tego do czego jest w stanie posunąć się człowiek, ile tajemnic skrywa i dlaczego potrafimy być tak cholernie zakłamanymi jednostkami. Sprawdźcie na ile Wam taka forma siedzi. Jest to coś świeżego i intrygującego. I co ważne – współczesnego.
ON:
Dużo się ostatnio dzieje. Nie ma czasu nawet na to, aby taczki załadować! Z racji tego czasem nasze filmowe seanse odbywają się w lekkim pośpiechu. Paulina postawiła na horror „Unfriended”, który trwa tylko 83 minuty.
Przede wszystkim przygotujcie się na minimalizm. Bo to dzieło, które naśladuje niesamowicie kasowy „Blair Witch Project”. Przy budżecie rzędu 1 miliona dolarów „Unfriended” zarobił podobno już 60 milionów zielonych papierków. Dlaczego? Bo ktoś wpadł na ciekawy pomysł.
Film cały czas oglądamy z perspektywy użytkownika komputera. Młodej, amerykańskiej nastolatki, która rozmawia w Sieci ze swoimi znajomymi. Właśnie mija rok od tragedii, która przytrafiła się w mieście. Laura Barns popełniła samobójstwo. Ta ładna i bardzo lubiana dziewczyna, zabalowała trochę za bardzo. Wszystko to nagrano, a filmik zamieszczono w Internecie. Negatywne i chamskie komentarze doprowadziły do tragedii – dziewczyna się zastrzeliła. Tego wieczoru, w rok po śmierci Laury, dzieje się coś dziwnego. Najpierw ktoś dołączył do konferencji na Skype, ale nie ujawnił się w kanale rozmów. Później przyjaciele zaczynają otrzymywać różne dziwne wiadomości od osoby, która podaje się za nieżyjącą Laurę. Oczywiście, najpierw wszyscy się z tego śmieją, ale kolejne minuty są coraz bardziej przerażające. Osoba po drugiej ekranu nie dość, że ma dostęp do ich komputerów i kompromitujących zdjęć, to jeszcze zna ich wszystkie sekrety i tajemnice. Wszystko zaczyna się robić coraz bardziej dziwne, aż do momentu gdy ginie pierwsza osoba. Po prostu coś ją zabija? Co dokładnie? Tego nie wie nikt. Każdy stara się wszystko racjonalizować, ale zaczyna się robić coraz to bardziej krwawo i niebezpiecznie.
Mam bardzo mieszane uczucia, co do tego filmu. Z jednej strony podoba mi się minimalizm zastosowany w tym obrazie, z drugiej – po pewnym czasie zaczyna on męczyć. Rozumiem założenie „Unfriended”. Twórcy chcieli pokazać współczesną, nastawioną na konsumpcję młodzież, która nie ma żadnych skrupułów. Okazuje się, że amerykańskie dzieciaki mają niesamowite problemy, a w ich głowach siedzą takie rzeczy, że aż strach je wypuszczać. „Unfriended” nie jest złe, ale mnie jakoś nie urzekło. Musicie zdecydować sami, czy odpowiada Wam taki sposób narracji i taki klimat.
