Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

GRY

Until Dawn (PS4)

ON:

Wczoraj wieczorem, mniej więcej po 9-10 godzinach, odłożyłem pada i zakończyłem „Until Dawn” na PS4. W Sieci przez te kilka dni pojawiło się parę recenzji, które w większości oceniają to dzieło bardzo wysoko. Zdarzają się także wyjątki, jak wpis na Onecie, gdzie redaktor tego portalu miał chyba bardzo zły dzień i ogromny ból dupy. Nie wiem czym był on spowodowany, ale wiem na pewno, że najnowsza produkcja na konsolę Sony zasługuje na więcej niż 5 z 10 możliwych punktów. To nie jest tytuł idealny, ale w pracy recenzenta liczy się coś, co zwie się obiektywność, a tego właśnie brak w onetowskim tekście. 

Hołd dla kina klasy “B”

„Until Dawn” to tak naprawdę interaktywna historia, przerywana od czasu do czasu QTE lub ikonkami wyboru. Trochę tutaj „Heavy Rain”, ale także klimatu znanego z „Alana Wake’a”. Najważniejsze jest jednak to, że UD to przede wszystkim opowieść o ludziach, charakterach i o tym, jak zachowują się oni w ekstremalnych sytuacjach. Całość zatopiona jest w sosie o smaku amerykańskich filmów grozy klasy B, które tak chętnie oglądam.

Gra rozpoczyna się w ciemną, zimową noc. Gdzieś w górach, pośród dzikich ostępów leśnych, w miejscu zwanym Blackwood Pines stoi wielki dom. W momencie rozpoczęcia gry przebywa w nim grupka znajomych nastolatków. Są tu dzieciaki właścicieli posiadłości oraz ich przyjaciele. Wiadomo jak to bywa w tego typu miejscach. Alkohol leje się strumieniami, gra się w gry typu „prawda lub wyzwanie” lub robi się głupie dowcipy innym osobom. Nie wnikając bardziej w szczegóły podczas tego wieczoru dochodzi do tragedii. Giną dwie osoby i pomimo usilnej akcji policji – nie nikt nie dochodzi do tego, co tu się tak naprawdę wydarzyło. Mija rok. Ósemka przyjaciół wraca do wielkiego domu po raz kolejny. Tym razem, aby zapomnieć o poprzednich wydarzeniach i aby bawić się na całego. Nie byłoby z tym problemu, gdyby nie pewien jegomość, który czyha na na życie imprezującej młodzieży. Co ciekawe, początek jest lekko zabawny, potraktowany z przymrożeniem oka, ale im dalej w las…

Charaktery

Jak to bywa w tego typu opowieściach – mamy do czynienia z różnymi postaciami, różniącymi się charakterem i zachowaniem. Jest więc kolo przystojniak, jest laska jędza, śliczna blondyna, szara myszka, facet bohater itd. Gdy po raz pierwszy pojawia się któraś z tych postaci, dostajemy krótkie info w kim się ona buja, jakie posiada cechy charakteru itd. Możemy nawet w menu statystyk sprawdzić jakie są nasze stosunki z innymi osobami, czy jesteśmy lubiani, czy też nie. Jest w tym wszystkim ogromna dawka emocji: pożądanie, niechęć, rywalizacja, chęć przetrwania, heroizm.

until-dawn-screenshot-04-ps4-us-07aug14

Twórcy gry zaimplementowali w swoim tytule system wzajemnych relacji, zwany „Efektem Motyla”. Każda nasza akcja ma swoją kontrreakcję, wpływ na coś, co wydarzy się w przyszłości. Np. kłótnia z jakąś osobą może doprowadzić nas to miejsca, w którym ta postać odmówi nam pomocy w ważnym momencie. Na pewno nie jest on idealny, ale gdy jesteśmy zaangażowani w rozgrywkę nie zwracamy uwagi na drobne błędy.

Opowieść widziana z różnych perspektyw

W „Until Dawn” nie kierujemy jedną postacią. Zależnie od etapu i epizodu (gra podzielona jest na odcinki, to kolejne podobieństwo do wspomnianego wcześniej „Alana”), mamy możliwość pokierowania innym bohaterem, czasami dłużej, a czasem krócej. Dzięki temu widzimy co się dzieje w różnych miejscach,  nawet w tej samej godzinie gry. Jest to świetne rozwiązanie, gdyż czasem potrafi to bardzo namieszać i nawet bystry obserwator w pewnym momencie może się zgubić w obmyślaniu kto jest kim w tej całej historyjce.

until-dawn-screenshot-03-ps4-us-07aug14

Warto dodać, że do UD zatrudniono dość znanych aktorów, którzy dali z siebie naprawdę wszystko. I pomimo pojedynczych problemów z mimiką twarzy podczas rozmów, wypadli oni naprawdę zajebiście. Na liście płac znaleźli się między innymi: Brett Dalton, Hayden Panettiere, czy występujący w świetnym Mr. Robot – Rami Malek. Ich wczucie się w rolę sprawiło, że naprawdę czułem się tak, jakbym oglądał całkiem niezły horror. Niestety, polski dubbing wypadł gorzej niż to, co zaprezentowali zagraniczni aktorzy. Sprawdźcie zresztą sami, co lepiej wam odpowiada.

Graficzna i dźwiękowa mieszanka

Trzeba przyznać, że „Untli Dawn” wygląda i brzmi naprawdę świetnie. Postarano się o bardzo wierne odwzorowanie mimiki twarzy oraz ruchów poszczególnych postaci. Dźwięk, szczególnie w systemie 5.1, potrafi zachwycić. Polecam przedzieranie się przez opuszczone korytarze kopalni z podgłośnionymi odgłosami. Stukanie, szuranie, jakieś jęki – to wszystko brzmi tak, jakby zaraz ktoś miał wyjść zza naszej kanapy.

until-dawn-screenshot-02-ps4-us-07aug14

Ogólnie granie w ten tytuł powinno odbywać się w pokoju z przygaszonym światłem na dobrym sprzęcie lub dobrej jakości słuchawkach. Dzięki temu smakujemy całej historii w zupełnie inny, bardziej pełny sposób. Podobnie było w „Heavy Rain”, gdzie odpowiedni nastrój potęgował doznania płynące z gry.

Niestety, podczas rozgrywki zdarza się kilka momentów, kiedy to nie wszystko zgra się tak, jak powinno, np. ruch warg nie pasuje idealnie do tego, co widzimy na ekranie. To drobiazg, który można było doszlifować, ale nie wpływa on na samą rozgrywkę.

Prawie 10 godzin dobrej zabawy

Produkcję Supermassive Games ukończyłem w około 9-10 godzin. Nie udało mi się w tym czasie zebrać wszystkich znajdźków i odkryć wszelkich tajemnic Blackwood Pines. Starałem się, aby wszyscy moi bohaterowie przeżyli, ale niestety nie wyszła mi ta sztuka. Jeden z nich stracił swoje życie podczas pewnej eskapady. Nie zdradzę wam kto i kiedy, ponieważ popsuję całą zabawę.

Gdyby nie to, że posiadam już PS4, to „Until Dawn” byłby tytułem, który bardzo by mnie przekonał do zakupu konsoli od SONY. To zupełnie inny wymiar rozrywki, którego ostatnio próżno szukać w branży. Jeśli jeszcze się zastanawiacie, czy warto kupić tę grę, to możecie już przestać. „Until Dawn” to pozycja obowiązkowa!