ON:

„W chmurach” jest kolejnym filmem z listy „dramatów, które warto zobaczyć”, podesłanych przez znajomych Pauliny. Jeśli postawimy go przy „Wszyscy mają się dobrze”, zrecenzowanym przez nas kilka dni temu, to widać między nimi wyraźną różnicę. Ten film, mimo swojej „obyczajowości”, jest naprawdę lekki, potrafi rozśmieszyć. Jest także dość ciepły, nawet jeśli ma gorzki wydźwięk i brak w nim prawdziwego happy endu. To kino dla tych wszystkich samotników, którzy nigdy nie chcą się angażować, bo sparzyli się na tej jednej wielkiej miłości, to także obraz dla wielbicieli plastikowych kart, programów lojalnościowych oraz zbierania punktów, za które możemy coś wymienić.

Ryan Bingham (George Clooney) jest specjalistą od zwalniania ludzi z pracy, jego stanowisko to: „doradca w zakresie zmian w karierze zawodowej”. Jak dokładnie wygląda jego praca? Załóżmy, że w Chicago prezes firmy nie ma dość jaj, aby samemu wywalić połowę swojej ekipy (jest kryzys, cięcia i zwolnienia to standard), więc zleca proces redukcji stanowisk na zewnątrz. Wtedy do firmy przyjeżdża uzbrojony w wiedzę oraz foldery Ryan i odwala całą brudną robotę. Jego praca to ciągłe podróże. Śniadanie w NY, obiad w Bostonie, kolacja gdzieś w Północnej Karolinie. W domu, a dokładnie wynajmowanym apartamencie, przebywa około 40 dni w roku, resztę czasu spędza na biznesowych wyjazdach. Bingham jest osobą kochającą „plastiki”, dzięki kolejnej karcie w portfelu jako pierwszy jest obsługiwany na lotnisku lub może wypożyczyć luksusowy samochód (na który inni czekają tygodniami). Takich kart w jego posidaniu jest wiele, pozwalają mu one czuć się wyjątkowo. To także dziwny fenomen. Mężczyzna, który nie potrafi związać się z jedną kobietą, nie potrafi przywiązywać się do ludzi i zwierząt, jest tak oddany tylko kilku firmom. Tylko jedne linie lotnicze, tylko jedna wypożyczalnia samochodów, tylko jedna sieć hoteli. Podczas popijania drinka w barze jednego z hoteli, w którym się zatrzymał, poznaje Alex Goran, kobietę mającą podobny tryb pracy jak on. Coś iskrzy i lądują razem w jednym pokoju,  jest to początek burzliwego „romansu drogi”. W tym czasie w firmie, w której pracuje Rayan, pojawia się młoda i ambitna Natalie Keener, dziewczyna wpada na genialny pomysł jak usprawnić cały proces pracy wykonywanej przez pracowników terenowych, takich jak nasz bohater. Jeśli zmiany zostaną zatwierdzone, Bingham pożegna się ze swoją posadą i będzie pracował mobilnie z biura. Nie jest to dobra informacja. Przekonuje więc szefa do tego, że młoda dziewczyna niewiele wie na temat tej branży oraz tego jak wygląda cały proces zwalniania ludzi. Staje się więc niańką Natalie i podczas wspólnych podróży będzie ją wprowadzał w tajniki zawodu. Dzięki tym podróżom oraz jego doświadczeniu możemy dowiedzieć się wielu rzeczy na temat „zasad podróżowania samolotami” oraz „rozmawiania z osobami przeznaczonymi do zwolnienia”. Wszystko to jest gorzkie, ale strasznie prawdziwe i czasami wręcz smutne. Ale jak pisałem wcześniej, jest też trochę humorystycznych elementów, które powodują, że film ogląda się bardzo dobrze. Mamy dużo wątków, które nawet jeśli się nie przeplatają, to mają lekki wpływ na historię bohaterów. Pojawia się zrywanie przez smsy, wkręcanie się na imprezy programistów, wymykanie się z łózka po upojnej nocy. Rozwija się wątek Rayana oraz jego „ukochanej”, gdyż okazuje się, że facet nie jest jednak takim twardzielem, jakim się wydaje i wystarczyło odrobina czułości, świetny sex i już coś w nim pękło. Widzimy także jak wysokie można postawić sobie cele, nawet jeśli nie wydają się realnymi do zdobycia i jak wiele radości może nam dać ich realizacja. Nie chcę bardzo spojlerować.

„W chmurach” jest bardzo dobrym filmem o życiu. Naprawdę warto poświęcić godzinę i czterdzieści minut i spokojnie delektować się tym kinem.

ONA:

Utrata pracy jest czymś okropnym. To nie tylko odcięcie człowieka od kasy, ale to również powiedzenie mu w mniej lub bardziej wysublimowany sposób „Nie potrzebujemy cię”, „Nie sprawdzasz się”, „Jest ktoś lepszy, młodszy, bystrzejszy na twoje stanowisko”. Niektórzy szefowie, w obawie przed reakcją zwalnianego pracownika, wolą zatrudnić kogoś, kto ich w tym przykrym obowiązku zastąpi. Taką fuchę ma właśnie Ryan Bingham.

Poza tym, że owa postać jest w ciele boskiego jak zawsze Georga Clooney’a, więc historię ogląda się o wiele bardziej. Ryan przez swoją pracę jest non stop w powietrzu. Lata po całym kraju, jego życie to kolejne pokoje hotelowe, kolejne miasta, kolejne odprawy, a cały dobytek potrafi zmieścić w jednej małej walizce. Wszystko kręci się wokół kolejnych plastikowych kart. Ale on to lubi. Jemu ten nieco samotny układ pasuje. Ma małe mieszkanie, w którym przebywa przez kilkanaście dni w roku. Ma siostry, których prawie nie widuje, ba, nie jest pewny, czy pojedzie na ślub tej młodszej. Ale, tak jak już zdążyłam wspomnieć, jemu to odpowiada. Jest samotnym wilkiem, który nie lubi jakichkolwiek związków i powiązań. On wybiera układy, najlepiej, jak są one na jego warunkach. Aż tu nagle poznaje Alex, kobietę, która jest jak on, z tą drobną różnicą, że dysponuje waginą. Układ idealny. Synchronizują kalendarze i wpadają na siebie (do siebie?) w kolejnych miastach. I różne wydarzenia z życia naszego pana Zwalniacza powoli uświadamiają mu, że może zmiana stylu życia wyjdzie mu na dobre? A po drodze w jego firmie pojawia się młoda japiszonka, Natalie, która zaczyna zagrażać temu, co on ceni najbardziej…

Film jest fajny. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Ryan ma życie idealne. Z dala od nudy, schematów, monotonii. Budzi się w kolejnych miastach po to, by zasnąć w jeszcze innych. Do tego realizuje się w pracy, co może jest nieco patologiczne, ale tak właśnie jest. Każda zwalniana osoba to dla niego nowe wyzwanie, któremu oczywiście potrafi sprostać jak nikt inny. Jest fachowcem, jest najlepszy. Podczas gdy wszyscy dookoła stawiają sobie cele w postaci domu, dzieci, wczasów za granicą, on marzy o dołączeniu do ekstremalnie elitarnego klubu osób, które przeleciały ponad 10 milionów mil. Ale jednak coś powoli zaczyna w nim pękać.

Drugą świetną postacią w filmie jest Natalie, którą znałam z twarzy, ale za cholerę nie umiałam jej dopasować. Teraz już wiem. Tą postać gra Anna Kendrick, znana bardziej ze „Zmierzchu”. Jej postać to osoba, która cierpi na przerost ambicji. Jest nadpobudliwa, albo ma ADHD, albo wali meth w zapadłym kibelku. Ale jest młoda, ma mnóstwo ideałów, które ulegają całkowitej destrukcji, jeden po drugim.

No i dodajmy do tego Alex. Wyrafinowana, ale świadoma. Nie chce związku, chce układ, bo tak jak i Ryan, non stop jest w chmurach. Zaczyna powoli psuć mu głowę, on na nią przestaje patrzeć jak na kumpelę, którą od czasu do czasu zgrabnie puknie. Zaczyna patrzeć na nią jak na prezent, na który czekał długo. Ale bez nadmiernej ckliwości – ten wątek nie ma happy endu, na całe szczęście.

Co jest rewelacyjne w tym filmie? Zdjęcia! Sama czołówka miażdży. Ryan pokazany jest jako jednostka w tłumie, który pędzi. Sposób przedstawienia bohaterów zasługuje na powolne owacje na stojąco – dawno nie widziałam czegoś tak dobrego. Świetnie dopasowana muza oddawała klimat, a cała historia jest po prostu smaczna. Polecam. Dobry dramat z elementami komedii.