Marudzenie – blog popkulturowy

Piszemy o popkulturze – grach, filmach, książkach i muzyce

FILMY

What’s love got to do with it

ONA:

The lotus is a flower that grows in the mud.
The thicker and deeper the mud, the more beautiful the lotus blooms…

 Nie mam pojęcia dlaczego dopiero dziś będę na blogu pisać o tym filmie. Dla mnie to klasyk, biografia, która sprawia, że wstrzymujemy oddech, bo opowiada o kobiecie, którą my znamy z okładek gazet, z koncertów i teledysków. Zawsze energetyczna, zawsze piękna i uśmiechnięta. Ale jej życie wcale nie było takie idealne…

Mała, czarnoskóra dziewczynka z kościelnego chóru gospel wykańczała dyrygentkę swoim czuciem muzyki i śpiewem. Jej przygoda z tym gatunkiem nie trwała długo – skończyła się, gdy wściekła „kierowniczka” za ucho wyprowadziła małą z bożej świątyni. A potem okazało się, że opuściła ją jej własna matka. Szukając lepszego życia, zostawiła swoją najmłodszą pociechę pod opieką babki i gdy kilka lat później ponownie się spotkały, powiedziała jej „Byłaś za mała, żeby to zrozumieć”. Czyżby? Ale te wydarzenia i tak były niczym w porównaniu z tym, co czekało na nią później. Potem poznała Ike’a. Oczywiście, ich początki były słodkie. On zafascynował się jej głosem – właściwie GŁOSISKIEM, a ona topniała w jego palcach, omamiona słodkimi słówkami i obietnicami. On odkrył jej talent (a po czasie zaczął na nim żerować). Obiecał jej sławę i nowe, lepsze życie. A jakim skurwielem się okazał – wiemy wszyscy. Anna Mae z „dziewczyny z zespołu” stała się „dziewczyną Ike’a”, która wychowywała jego dzieci, spełniała jego zachcianki i rozkazy i najciężej z całej grupy harowała na sukces, który nadszedł. Anna Mae przestała istnieć. Narodziła się Tina Turner – piosenkarka, ale i żona i matka. I wtedy Ike zaczął pokazywać pazurki. To, co pozornie było miłością i bogactwem, przykrywało ból, cierpnie, przemoc, gwałty i coraz większe uzależniania. Cokolwiek on nie zrobił – zawsze mu wybaczała. Zawsze. Aż w końcu powiedziała „Dosyć”. Na szczęście ten talent obronił się sam. Nie potrzebowała Ike’a, by utrzymać się wysoko w muzycznej hierarchii. Za to bez niego wspięła się na sam szczyt.

We mnie ten film budzi wszelkie możliwe uczucia i emocje. Tina Turner należy do wokalistek, które uwielbiam. Gdy pierwszy raz zobaczyłam ekranizację jej biografii – przepadłam. Uśmiechałam się, by po chwili wstrzymywać oddech. Sceny przemocy były tak autentyczne, że za każdym razem działały na mnie tak samo – bałam się. Ten film jest świetny pod każdym względem. Ma genialną oprawę muzyczną, kapitalną i bardzo dramatyczną fabułę, która aż dziw bierze – jest prawdziwa. Do tego jest rewelacyjnie zagrany. Angela Bassett w roli Tiny to petarda – piękna, zawsze uśmiechnięta, pokorna, oddana pracy, rodzinie. Laurence Fishburne w roli Ike’a odnalazł się bez problemu. Jego postać budzi strach i obrzydzenie, drażni nas, ale czujemy przed nią jakiś strach, trzymamy dystans. Jest bezlitosny i bezkompromisowy w każdej dziedzinie. Jest nieobliczalny. Jest zły. Mężczyzna z urażoną dumą i kobieta, która koniec końców poczuła swoją siłę.

„What’s love got to do with it” jest filmem, który psuje głowę. To, czego my na ogół zazdrościmy gwiazdom, nie zawsze jest tak cudowne, jak nam się wydaje. My widzimy finalny produkt – a to, co skrywa się pod warstwą makijażu, pod peruka, brokatem i cekinami, to zupełnie inna historia. Nad losem Tiny Turner warto się pochylić, warto poświęcić czas, bowiem jej życie powinno być inspiracją, by walczyć o siebie przede wszystkim.

Tymczasem, mimo tego całego bagna, tego całego gówna, w którym tkwiła, Tina rozkwitła dokładnie tak, jak mówi to buddyjskie przysłowie. Jak lotus.