
Mam ogromny problem z filmami na podstawie komiksów DC Comics. Po pierwsze – bohaterowie są skrajnie oklepani. Serio. Barmanem to mi się poważnie ulewa, a pozostali… no, nic – nie biorą mnie zupełnie. Druga sprawa, to fabuły. Bardzo szablonowe, nudne. Okej, zdziwiłam się, gdy „Świcie sprawiedliwości” umarł Superman (ups, sorry za spoiler), ale podejrzewam, że koleś wstanie z martwych szybko i sprawnie, jak Dżises. Wyjątkiem były 2 filmy Nolana o Barmanie. Tak, dwa – nie trzy. „Batman: początek” nie zrobił mnie tak, jak następne dwie części.
Wonder Woman – recenzja
No i wreszcie pojawiła się ONA. Serio, zero we mnie feministycznych zapędów, ale Wonder Woman pozamiatała.
Moim zdaniem tajemnicą sukcesu WW jest Gal Gadot. Piękna kobieta. Piękne rysy, skóra, włosy. Świetna – wcale nie wychudzona – sylwetka. I coś do powiedzenia. Taka powinna być Wonder Woman, by móc się z nią jakoś asymilować.
Gal jako WW sprawia, że nie da się odwrócić od niej wzroku. No i sama historia też jest turbo ciekawa!
My poznajemy WW jako Dianę – księżniczkę wśród Amazonek. Ukryte przez bogów na rajskiej wyspie, żyły w spokoju i harmonii. Dzielnie ćwiczyły i uczyły się sztuki walki. Odseparowane od świata, w zgodzie z natura, w pokoju. I wtedy morze „wypluwa” jego… Steve Trevor (Chris Pine). Żołnierz-szpieg informuje kobiece plemię, co dzieje się w tym „prawdziwym” świecie, po którym aktualnie rozprzestrzeniła się wojna. Ares – bój wojny, zszedł na ziemię. Diana postanawia go pokonać… Zostawia więc dom, ukochaną matkę, królową Hippolitę i rusza. Przystanek pierwszy: Londyn. Cel? Pokonać zło, które wcieliło się w postać Ludendorffa i jego ulubienicy – dr Maru.
W drodze towarzyszą jej faceci: wspomniany już Steve Trevor, amatorski aktor Sameer, Charlie, który raczej nie miał wszystkich w domu i Wódz. Oczywiście, Diana miażdży „kolegów”, jeśli chodzi o spryt i refleks, wytrzymałość i odwagę. Ale hej! To ona podchodzi od bogów, nie banda jakiś lamusów. Plus ma magiczne lasso, czy tam inne kuloodporne bransolety – laska rządzi.
Serio, film oglądało się świetnie. Dynamiczny, dopracowany, zachwycający. Gal skupia na sobie całą uwagę. Poza tym, w kilku momentach mamy całkiem zgrabne zwroty akcji, co sprawia, że robimy „Wooooow!” i chcemy oglądać jeszcze, i jeszcze. Ostatnio filmy, które trwają więcej, niż 2 godziny, mnie nużą, a tu miałam ochotę na więcej.
Ekipa tworząca „Wonder Woman” nie zawiodła. Postać została świetnie wprowadzona, wyjaśniono motyw starego zdjęcia, które pojawiło się w „Świcie sprawiedliwości”. Oczywiście, dla wielu osób Wonder Woman to „meh, baba”, ale bardzo mocno sugerowałabym pozostawić uprzedzenia i napawać się świetnym widowiskiem, które być może wykopie DC z tendencji spadkowej.
