ON:
Kilka wolnych godzin, które miałem w ostatnim czasie, spędziłem przy „Far Cry 3: Blood Dragon”. Ten mający trzy lata tytuł sprawił, że znów poczułem się, jak dzieciak siedzący przed telewizorem i oglądający kiczowate filmy sci-fi z lat 80-tych. Ta produkcja to niesamowicie świetny pastisz i jednocześnie hołd oddany klasyce kina S-F. Far Cry blood dragon – recenzja
Trzeci Far Cry był dla mnie świetnym tytułem. Zwiedzanie wyspy, elementy craftingu, naprawdę nieźle napisana historia – to tylko część plusów. Blood Dragon czerpie garściami ze swojego poprzednika. Widać pewne schematy i szablony, ale ich powielenie nie sprawia, że czujemy się znudzeni. Nie ma tutaj mowy o odgrzewanym kotlecie. Chociaż „Far Cry 3: Blood Dragon” można ukończyć w 6-8 godzin, to jest to wystarczający czas, na kompletne „przeczesanie” wyspy i zebranie wszystkiego, co jest potrzebne do ukończenia tytułu na 100%.
Bo liczy się klimat…
Największą frajdę sprawia klimat. Jest rok 2007! Tak właśnie było. W latach 80-tych podawano ten rok jako swoistą wyrocznię. Miało być już wtedy bardzo kosmicznie, bardzo inaczej. Trochę się to nie sprawdziło, ale trzeba powiedzieć, że z technologią posunęliśmy się bardzo do przodu. Jednak nie to jest najważniejsze, ale smaczki poukrywane w całej opowieści. Główny bohater dzierży w ręku pistolet, broń bardzo podobną do tej, która pojawiła się w filmie Robocop. Wystarczy tylko przeczytać jej opis i wszystko jest jasne! ”It’s a given that this handgun is awesome, with a kick-ass muzzle flash and 3-round burst fire that’s like mule-kicking enemies in chuckies. The gun was built and named in honor of a fallen DPD cop who fell in the line of duty fighting the creeps of the Detroit megaslums and industrial wastelands.” Przecież to gnat zrobiony na cześć Murphy’ego. To tylko jeden z przykładów, bowiem takich smaczków jest tutaj dużo, dużo więcej. Wspomnę jeszcze o samej fabule. Jest ona taka, jaka być powinna, czyli kiczowata. Znajdziecie w niej głupoty, kwachowe dialogi, komentarze odpowiednia dla tego gatunku. Ogólnie chodzi o to, że sierżant Rex „Power” Colt musi powstrzymać swojego byłego dowódcę przed podbojem całego świata. Na drodze stanie nam jego mała, prywatna armia żołnierzy cyborgów, a także cybersmoki i inne dziwaczne postacie.
…i odpowiedni humor
Ponieważ gra jest samodzielnym „dodatkiem” do Far Cry 3 – niewiele zmieniono w samej rozgrywce. Nadal jest to pierwszoosobowa strzelanka przepełniona akcją i dodatkowo odpowiednim humorem. Gdy rozwalimy kolesia, to możemy mu pokazać „fucka” naszą cybernetyczną dłonią. Oczywiście, musimy wykonać misje główne, odbić garnizony, zapolować na zwierzęta, a także uwolnić przetrzymywanych przez Omega Force naukowców. Grafika jest neonowa, idealnie podkreśla sci-fi lat 80-tych. Do tego wszystkiego podczas gry towarzyszy nam muzyka, za którą odpowiada Power Glove.
„Far Cry 3: Blood Dragon” cieszy i bawi, a co najważniejsze robi to naprawdę dobrze. Dawno bezpretensjonalna rozwałka nie była tak przyjemna. Warto.



